Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

Blog czerwiec 2012

 

 

25 czerwiec

Wesołe jest życie staruszka?

 

Jeszcze tylko parę wiosen
Jeszcze parę przygód z losem

I sześćdziesiąt siedem zim

I refrenem zabrzmisz tym …

 

Hej ho, hej ho, hej ho

Do pracy by się szło!

 

Głównym problemem z oceną działań rządu jest bez wątpienia fakt, że nie bardzo wiadomo jakie i kogo interesy prezentuje. Świata pracy raczej nie. Złowrogich korporacji i innych maści wielkich kapitalistów? Być może ale to też nie jest pewne. Niektórzy malkontenci utrzymują , że najpewniej chodzi o lichwiarzy co pożyczają pieniądze rządom na procent za nasze przyszłe zarobki i podatki. W przyszłym roku możemy dobić do biliona pożyczonych złotych a roku 2011 samych odsetek zapłaciliśmy 38 miliardów (Bogusław Kowalski „Niedziela”, nr 16/2012.)

Jesteśmy w żelaznym uścisku hydry zwanej dla niepoznaki rynkami finansowymi i w tej całej historii z przedłużeniem wieku emerytalnego głównie chodzi o to aby zaoszczędzić na wypłacaniu emerytur a nie żadną demografię i reformy. Kondycja zdrowotna Polaków jest raczej marna a i pracę po pięćdziesiątce znaleźć nie łatwo więc…jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze a nie o reformy i dobro społeczne. Przyrównywanie naszej sytuacji do Szwecji czy Niemiec to fałszywe analogie.

A jak ma się dialog społeczny?

W ostatnich czasach namnożyło się bez liku specjalistów od analizowania propagandy rządowej zwanej elegancko pijarem. Niech no tylko coś się wydarzy a zaraz grono specjalistów od nawozów i od świata z tryumfalnym okrzykiem objawia na blogach i gdziekolwiek indziej jakie manipulacje wykryli i gdzie leży prawda. Bo prawda gdzies leży to sprawa pewna. Co było tylko iluzją i przykrywką a co sednem sprawy. Egzegeci przekazu rządowej propagandy doszli do takiej wprawy, że już za nim coś się stanie przewidują co powie ten czy tamten wynajęty błazen i jakie sensacje wyciągnięte zostaną z rękawa abyśmy zajęli się bzdetami a nie tym co naprawdę ważne.

Odkrywanie taktyki rządu jest w gruncie rzeczy mało skuteczne ponieważ media reżimowe (czyli wszystkie telewizje i gazety tak zwanego głównego nurtu – cokolwiek to znaczy) bez przerwy dzień i noc wtłaczają mieszkańcom miast i wsi jedynie słuszną prawdę do wierzenia. Bajki do wierzenia teraz zwane nie wiedzieć dlaczego narracjami. Głosy malkontentów są nieledwie słyszalne choć oni sami są przekonani, że jest inaczej.

Bo gdyby było inaczej to już dawno zostało by to zabronione. O tym między innymi mówił Jerzy Targalski w czasie panelu dyskusyjnego na Kongresie Mediów Niezależnych.

Oprócz odkrywania tajemnic propagandy rządowej w sposób dogłębny w rozmaitych szacownych gronach a także indywidualnie analizowana jest polska dusza jako taka. Można nawet powiedzieć, że naród leży na kanapie u psychoanalityka i jest poddawany intensywnemu badaniu.

Co już ustalono?

Że są dwa narody a nie jeden czyli mamy najwyraźniej do czynienia z rozpadem narodowej osobowości czyli schizofrenią. Widać to zresztą doskonale na co dzień w mediach i bezpośrednich rozmowach i kontaktach.

Jedna część jest prawdziwie polska, ideowa, narodowa i patriotyczna a druga tylko myśli o jedzeniu, grillowaniu, kumplach z piwem i świętym spokoju. No i Euro. Coś na kształt doktora Jeskylla i Mister Hyda. Ta gorsza części jest wyhodowana sztucznie w Prylu i bywa nazywana Polactwem.

Wszystko w gruncie rzeczy polega na głębokiej wierze w Wulkaniczną Teorię Narodu Polskiego autorstwa Adama Mickiewicza: Nasz naród jak lawa… i tak dalej. Psychoanalitycy narodowi czekają kiedy lawa pęknie i ten rozpołowiony naród z pobudek materialnych o jakich śpiewał Kazik Staszewski:

 Nie ma kasy na kiełbasy

 Wszystko zjadły tajne służby

 czy idealistycznych:

 Gdy naród do boju wystąpił z orężem,
panowie o wieku emerytalnym radzili..

poderwie się i na sposób rewolucyjny lub nieco wolniej ewolucyjny dokona zmiany. Co prawda nie wiadomo dokładnie na czym ta zmiana ma polegać oprócz wypowiedzenia posady najgorszemu rządowi w historii Polski jak powiadają niektórzy żurnaliści a nawet profesorzy. Są tacy co straszą, że tym razem nie będzie żadnej grubej kreski. Daj Panie Boże!

Myśleniem o przyszłości w bardziej zorganizowany sposób zajmuje się inicjatywa Polska Wielki Projekt, której pozostaje życzyć powodzenia w jej dziele organizowania debaty nad najważniejszymi naszymi problemami.

Jakie wartości przyświecają nam w kontestowaniu tuskowej rzeczywistości?

Sprawiedliwość, wolność, solidarność czy tylko pieniądze?

Co to jest sprawiedliwość? Niezłomna wola oddawania każdemu tego co mu się należy. Ale też dotrzymywanie umów a nie zmienianie ich jak się komu podoba pod wpływem sytuacji tylko dlatego, że partia taka czy inna dysponuje  większością głosów.

Czym dla nas jest wolność? Czy jesteśmy gotowi zapłacić za nią wysoka cenę czy raczej jak chciał Erich Fromm będziemy w panice uciekać od niej aby nas nie męczyła koniecznością dokonywania wyboru i myślenia? Wielu ludzi zamieszkujących nasz kraj ( trudno do końca ocenić czy nazywanie ich Polakami jest uzasadnione) zupełnie świadomie rezygnuje z uczestniczenia w życiu politycznym społecznym. Uważają – jak małe dziecko -, że jak zamkną oczy to znikną wszelkie sprawy i problemy, które ich nie interesują lub im zagrażają. O których mówić jest trudno i wymagają ścierania się poglądów i postaw.

Na ile w praktyce aktualna i żywa jest solidarność: jeden drugiego brzemiona noście? Jak mówił Jan Paweł II. Czy podziękowaliśmy Panu Bogu jak należy a ducha nie zgasiliśmy? Nich każdy sam odpowie sobie na tak postawione pytanie.

A po Euro?

Po Euro nawet potop nas nie zdziwi.

 

Najlepszy trener na świecie

 

Każdy wie, że najlepszym trenerem jaki istniał na świecie był nie żaden Jose Murinho a Kazimierz Górski. Kiedyś podobno jak pan Kazimierz był trenerem Legii Warszawa, przed meczem szatni wyjął z kieszeni marynarki karteczkę i zaczął odczytywać skład. Ten zagra tu, ten tam a Kakietek na … na to jeden z zawodników miał powiedzieć:

- Panie trenerze Kakietek z nami już nie gra.

- Tak? Rzeczywiście. Musiałem wziąć marynarkę z zeszłego roku.

Czy trener piłkarski to zawód łatwy czy trudny? Na pewno ryzykowny.

  • Nieodłącznym elementem tego zawodu jest duży stres i presja wyniku. Jest takie powiedzenie: Dobry trener ale bez wyników
  • Trener musi rozmawiać i tworzyć dobre relacje z mediami, kibicami, właścicielami klubów czy prezesami federacji
  • Z drużyną pracuje niczym dyrygent z orkiestrą symfoniczną: koniecznie musi posiadać umiejętności czysto fachowe trenerskie, być menedżerem i psychologiem w jednej osobie. No i musi mieć fart. Nie łatwa sprawa.

Najważniejsza wartości dla człowieka i trenera zdaniem Special One to: uczciwość. JM (Jose Murinho) nauczył się tego od swojego ojca dyrygenta.: By być dobrym człowiekiem i przenieść to do futbolu, by zostać liderem, ponieważ trener to lider, uważam, że uczciwość jest czymś najważniejszym. Mój ojciec jest dla mnie przykładem. Popełniam błędy w moich decyzjach, analizach, ale chcę utrzymywać szczerość z moimi piłkarzami. Nigdy nie podjąłem decyzji czy kogoś skrytykowałem, bo ten ktoś powiedział coś innego. Tak podpowiada mi doświadczenie. Zawsze miałem absolutnie fantastyczne relacje z moimi grupami i uważam, że wszystkiemu "winna" była właśnie uczciwość wobec moich piłkarzy. Jedną z rzeczy, które chcę wytłumaczyć, to właśnie to, że chcę mieć relacje przejrzyste, uczciwe i dwustronne: ja z tobą i ty ze mną. Nie chcę pośredników. Nie chcę, by piłkarz mówił w prasie, że chciałby dowiedzieć się dlaczego nie gra; niech powie to mnie. Również nie chcę mówić prasie dlaczego dany zawodnik nie gra; mówię to mu. Dla mnie bezpośrednia relacja, szczera, w cztery oczy, jest najważniejsza. Mamy momenty negatywne, to oczywiste, ponieważ piłkarz to bardzo specyficzne zwierzę - mówię to z uczuciem, nie w sensie krytycznym - i jedną z charakterystyk tego zwierzęcia jest to, że kiedy nie gra, nie jest szczęśliwy. Dlatego zawsze nadchodzą ciężkie momenty, ale jest łatwiej, kiedy masz szczerą i bezpośrednią relację. Nie jestem trenerem, który całe dnie tłumaczy się piłkarzom ze swoich decyzji. Nie tłumaczę, ale zawsze mam powód czy dwa, by podjąć właśnie tę decyzję. Jeśli ktoś chce je poznać, to nie ma problemu: drzwi do mojego gabinetu zawsze są otwarte dla wyjaśnień.(www.realmadrid)

James Hamilton - szkocki psycholog sportowy i dziennikarz  sporządził bardzo ciekawą analizę trenera osobowości JM

Po pierwsze zwrócił uwagę na to, że Mourinho nie przejmuje się w żadnym wypadku swoimi błędami. Nie pozwala aby błędy godziły w jego poczucie wartości. Uczy się na nich ale nie traktuje ich jak memento i przepowiedni na przyszłości. Traktuje je jak źródło doświadczenia ( które zresztą spisał w swoje sławnej czarnej księdze zawierającą wszystko co JM wie na temat szkolenia futbolistów). Sam stara się na piłkę nożną patrzyć szerzej przy pomocy takich narzędzi jak psychologia i nie ogranicza się tylko do wymiaru czysto sportowego.

Dzięki temu, że ma wypracowany dystans do błędów i porażek nie jest przez nie niszczony i zachowuje duży spokój i energię psychiczną. Cały czas chce się rozwijać i podejmować nowe próby i wyzwania. Nie unika ryzyka i bardzo świadomie je kalkuluje.

Skupia się na poprawianiu tych umiejętności które jego zawodnicy już posiadają i stara się je tak wykorzystać by tworzyły siłę zespołu. Jest wewnątrz sterowny to znaczy działa wedle własnych przekonań i wartości a informacje od innych ludzi służą mu do powiększania wiedzy a nie jako źródło ocen.

 Murinho ma dużo odwagi i zaufania u zawodników - są dwa filary, na których buduje swoją silę.

Portugalczyk posiada bardzo duże przywiązanie do szczegółów i detali co pozwala mu różnicować podejście szkoleniowe do swoich zawodników. Przynosi to świetne rezultaty.

Relacje z właścicielem uważa za tak samo ważne jak z zawodnikami. Regularnie raz na tydzień (lub częściej) pisze raporty w których wyjaśnia co robi i dlaczego.

Bardzo szybko wyrabia sobie opinie co do potencjału gracza i podejmuje decyzję(dwa tygodnie) czy chce z nim pracować czy nie. Ma bardzo jasno sprecyzowane kryteria.

Jego motywacją są wyzwania czyli motywacja osiągnięć, a nie zobowiązania.

Nie waha się kiedy trzeba iść na całość i nie oszczędza najlepszych piłkarzy. Stosuje strategię bliskości polegająca na tym, ze współpracuje w grupie ale jest szefem i za wszystko odpowiada. Jego stosunki z zawodnikami są cieplejsze i bliższe niż u innych trenerów.

Motywuje ich w oparciu o pozytywy a nie na eliminowaniu słabości i wedle zasady : „cały świat przeciwko nam”. Dostarcza piłkarzom spokoju i pewności siebie.

Przywiązuje bardzo dużą rolę do komunikacji i nie jest autokratą. Jego pewności płynie z świadomości, że jego metody szkoleniowe są najlepsze więc zawodnicy są zainteresowani aby stać się jeszcze lepsi. Dzięki temu mają świadomość, że realizując cel grupowy osiągają własne cele. Jego piłkarze czuja się jak wybrańcy ponieważ kadra piłkarska tego trenera liczy zazwyczaj 24 osoby. Dobrze radzi sobie z presją i ma tej materii duże doświadczenie bo pracował w wielkich klubach, w których osiągał ogromne sukcesy

Czasami stosuje oryginalne metody motywowania na przykład za pomocą słów Alberta Einsteina: - Einstein kiedyś powiedział, że jedyną siłą mocniejszą od pary wodnej, elektryczności i energii atomowej jest siła woli - przyznał na przedmeczowej konferencji prasowej Mourinho. - Ten koleś Alberto nie był głupi. Dzięki sile woli możesz wiele osiągnąć - podkreślił portugalski trener. .(www.realmadrid)

Sports Illustrated piórem Granta Wahle'a[1]  poszukał przyczyn sukcesu JM. Pierwsza refleksja była podobna jak u cytowanego wyżej Szkota Jamesa Hamiltona: wiedza JM wykracza daleko poza wiedzę o sporcie: studiował strategię zarządzania Microsoftu i Apple, Analizował metody NFL i Phila Jacksona i Colina Powella.

Umie wyciągnąć z zawodników co najlepsze:. Zawsze uczy się języka kraju w którym ma pracować aby mieć dobry kontakt z ludźmi i z kulturą i zawsze rozmawia z piłkarzami w ich ojczystym jerzyku dzięki temu ma blisko kontakt z zawodnikami.

JM bynajmniej nie są obce zagadnienia komunikacji i Inteligencji emocjonalnej: Jednak ja teraz mówię ludziom, którzy ze mną pracują, że ważne jest widzieć dobrze, ale jeszcze ważniejsze, by informacja została dobrze przekazana temu, kto ma ją otrzymać. I właśnie to jest ważniejsze, jakość informacji, którą otrzymujemy od jakości, którą widzimy sami. Właśnie to chcę przekazywać swoim ludziom. Musisz czytać, ale musisz to robić tak, by inni zrozumieli co przeczytałeś. Moje doświadczenie pozwoliło mi zrozumieć, że kiedy nie jesteś pierwszym trenerem możesz mieć możliwość obserwacji i analizy.(www.realmadrid)



 

Śmierć sportu?

 

Komu kibicujesz? Legii? Barcelonie? Może Realowi Madryt. Może jakiemuś Manchestowi?

Właściwie dlaczego? Czy te kluby mają jeszcze jakiś charakter, specyfikę? Czy różnią się czymś poza nazwą i zasobnością kasy? Przecież piłkarska karuzela powoduje, że przywiązanie zawodników i trenerów do barw klubowych (poza nielicznymi wyjątkami) to fikcja.

Kibic to bardzo specyficzny gatunek człowieka (kibic nie zapomina nigdy) ale zachodzi pytanie czy da się jeszcze kibicować komukolwiek tak jak dawniej. Sport i sportowcy stają się produktami marketingowymi. Stopniowo zanika symboliczna funkcja sportu czyli takiej wojny na niby, konfrontacji postaw, wartości wedle ustalonych reguł. Oczywiście wydarzenia sportowe są jeszcze często emocjonujące i fascynujące ale coraz częściej przypominają dobrze wyreżyserowane widowisko całkiem jak wrestling.

Walka o kibiców idzie też w stronę brutalizacji przekazu jak to ma się w bardzo popularnej dyscyplinie MMA gdzie mordobicie  (często na najwyższym poziomie fachowości) przybiera formy kopania i okładania leżących i zakrwawionych przeciwników. Czy taki sport(czy to jeszcze sport czy zwykłe igrzyska i walki gladiatorów) niesie jakieś wartości? Czy poza ekscytacja brutalnością ma to jakiś sens?

Sport jaki widzimy w telewizji , ten najbardziej kwalifikowany wyczyn to przemysł rozrywkowy, który zapełnia nasze życie od rana do wieczora bez reszty. Bez tej rozrywki masy kibiców mogłyby zacząć myśleć o sensie życia, polityce albo o czymś równie niebezpiecznym. Ogromna podaż rozgrywek i wydarzeń sportowych może zawrócić w głowie. Sport to rozrywka a rozrywka to kontrola. Kontrola nad tłumami ale też nad każdym z nas w mniejszym czy większym stopniu.

Nie należy mylić sportu telewizyjnego z naszym osobistym, który uprawiamy (miejmy nadzieję). Chodzenie na siłownię, pływalnię czy sobotnie mecze w gałę kopaną, to jest jeszcze to co ze sportu zostało naprawdę.

Jaki sens mają rozgrywki sportowe oprócz swojej roli kontrolującej aktywności i świadomość mas? Odpowiedź brzmi: żadnej. Nawet jeśli kochasz Barcelonę i ona właśnie odpadła z rozgrywek Ligii Mistrzów to co najwyżej klub dostanie po kieszeni, wyrzucą trenera albo Messi przejdzie do konkurencji. Kto za pół roku - prócz komentatorów zarabiających na życie gadaniem o sporcie oraz wąskim gronem fanatyków statystyk - będzie o tym pamiętał?

Jaki obecnie sens i znaczenie mają walki bokserskie stulecia (średnio ze trzy w roku) niepowtarzalne mecze, derby czy klasyki ligowe? Dzień po ich rozegraniu przechodzą w niepamięć. Są co najwyżej bez końca powtarzane charakterze teledysków przez coraz liczniejsze kanały sportowe.

Jeden z kibiców powiedział nam ostatnio, że Legia warszawa to nie Walter czy ITI ale przede wszystkim kibice. Możemy się z tym zgodzić. Zwłaszcza w Polsce organizacje kibicowskie stały się przyczółkiem krytyki patologicznych zjawisk społecznych  i propagatorami patriotyzmu wyrażanego czasem w bardzo spektakularnych formach. Niech tak będzie ale czy tak też myślą piłkarze? Może niektórzy. Raczej nie jest ich wielu.

Największą przyjemności sprawiało lata temu kiedy przegrywali ruscy z ZSRR i NRD – żywa reklama komunizmu. Kiedy leli ich nasi bokserzy czy piłkarze. Aż się serce radowało. Czy w dzisiejszych smutnych czasach jest możliwy gest Kozakiewicza - pokazanie wała z równą siłą spadkobiercom sytemu sowieckiego Putinowie i reszcie? A tak by się to przydało.

Oczywiście właściciele medialnego interesu sportowego na poziomie międzynarodowym jak Blater czy Platini robią co mogą abyśmy nie rezygnowali z uczestnictwa w tym cyrku i dalej siedzieli godzinami przed telewizorami oglądając dziesiątki meczów obudowanych w setki reklam. Bez nas, bez kibiców wszystko się zawali. Muszą o nas dbać. Prawda też jest taka, że w naszych telewizjach nic poza sportem oglądać się nie da bez narażenia na trwałe kalectwo umysłowe.

Resztką sił sportowcy ( kiedy nie musza na życie zarabiać w swoich klubach) rozgrywają mecze międzypaństwowe jakieś Euro czy Mundiale gdzie barwy narodowe, symbole mają jeszcze jakieś znaczenie.

Sport masowy pojawił się wtedy kiedy mieszkańcy miast na przełomie XIX i XX wieku poszukiwali rozrywki . Ten stan trwa od ponad stu lat i rozwija się dzięki mediom. Wszystko wskazuje, że jak wszystko na świecie osiągnął swoje apogeum. Dla mediów elektronicznych i papierowych jest to świetny interes więc robią wszystko aby niż się nie zmieniało. Dla rządzących doskonały sposób kontrolowania tłumów. Bo przecież żyjemy w epoce tłumów a te są czasem – zwłaszcza jak się obudzą - bardzo groźne i siły dzierżące władzę muszą być czujne aby nie zerwały się one z wędziska i nie zaczęły się za bardzo interesować tym kto tym wszystkim i dlaczego kręci.

Niewątpliwie ten stan jest sztucznie stymulowany i podtrzymywany ale coś się zmienia. Wedle ostatnich badań kibice piłkarscy średnio biorąc robią się coraz starsi czyli młodsi chcą zajmować się czymś innym. To groźny znak.

Drużyny i sportowcy staja się coraz mniej odróżnialni mimo siły mediów i reklamiarzy. Jeszcze całkiem niedawno było inaczej.

Weźmy dla przykładu takie szachy. Czy wiecie kto jest teraz mistrzem świata? Założylibyśmy się, że nie macie pojęcia o ile nie siedzicie zawodowo „w tym temacie” czy jako pasjonaci śledzicie szachowe zmagania.. Ale Roberta Fischera - świętej pamięci - zna prawie każdy. Każdy pamięta jego geniusz szachowy kiedy kosił jednego ruska za drugim i zdobył mistrzostwo świata jak i jego ekscentryczne zachowania. Był kimś.

Zostawmy szachy. A kulturystyka? Znacie obecnego mistrza świata? W żadnym wypadku. Stawiamy dolary przeciwko orzechom. Ale Arnolda Schwarzenegger zna każdy.

Ile jest prawdziwych indywidualności w polskim sporcie? Oczywiście Małysz i coś na czarno czyli Gołota. Niech będzie Lewandowski, Kubica. W gruncie rzeczy to kilka, góra kilkanaście osób. Nie umniejszmy ich znaczenia. Wszyscy kochamy Justynę Kowalczyk i chyba każdy facet przynajmniej raz analizował przy piwie meandry osobowość Andrzeja Gołoty.

Podsumujmy:

  • Wielki sport stał się zwyczajnym przedsięwzięciem rozrywkowym i jako taki służy sprawowaniu kontroli społecznej. Stał się umysłową gumą do żucia aby tłumy nie zajmowały czym innym
  • Drużyny i sportowcy stają się podobne do siebie i coraz trudniej z nimi się utożsamiać. Są sztucznie kreowanymi bytami. Równie dobrze można kibicować dowolnemu produktowi reklamowanego przez media. Jaki ma sens być kibicem sieci telefonicznej czy zagranicznego piwa?
  • Sport jest poddany mediom dlatego staje się coraz bardzie sztuczny i reżyserowany. Patrz afery korupcyjne w piłce czy ustawianie walk bokserskich. Niesie ze sobą coraz mniej wartości choć jego podaż jest kolosalna.

Ale ilość nie przechodzi w jakość jak chciał tego nieoceniony Włodzimierz Lenin.

.