Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

Blog pażdzier. 2013

25 październik

Rząd rządzi, a partia kieruje. Zdrowy rozsądek naszą ostatnią szansą.

 

Kiedy rząd wykracza poza swoją sferę związaną podstawowymi zadaniami związanymi z bezpieczeństwem zewnętrznym i wewnętrznym stanowi to krok ku zniewoleniu jednostki.

Jakiś czas temu rząd nabrał cech boskich. Zaczęto państwu przypisywać doskonałość intelektualną i do tego moralną. I jeżeli mamy do czynienia z tak doskonałą istotą dlaczego mamy kultywować wolny rynek a nie zastąpić go socjalizmem i panowaniem?

„Jednakże w kontekście do dzisiejszej skłonności do deifikacji do deifikacji rządu i państwa warto przypomnieć, że kiedy starożytni Rzymianie przedstawiali symbolicznie jako wiązkę rózg z toporem w środku, to przejawiali więcej realizmu od tych, którzy przypisują dziś państwu wszelkie atrybuty należne Bogu” (Ludwik Mises Ludzkie działanie.)

 

Ostatnie referendum w Warszawie pokazuje, że rząd właściwie robi, co chce. Dowolnie zmienia reguły wyborcze. Podobnie jest z finansami państwa i wieloma innymi sferami życia. Dlaczego się na to zgadzamy?

Kiedyś w państwo i rząd traktowano, jako koszt a dziś jest on synonimem świętego Mikołaja i złotej rybki. Rząd ze swej natury rządzi biurokratycznie i poszczególni jego pracownicy starają się minimalizować własne ryzyko, wynikające z konieczności podejmowania decyzji i brania za nią odpowiedzialności. Działalności biurokracji rządowej nie można objąć bilansem zysków. Centralizacja władzy w świecie globalnym prowadzi do powielania błędów i narastania kryzysów.

Rząd zabiera naszą wolność polityczną, osobistą i ekonomiczną w coraz większym stopniu. Można mnożyć przykłady. Sam jest uzależniony od krajowych i zagranicznych grup interesów w stopniu prawdopodobnie większym niż przypuszczamy.

Rząd to instytucja, która ma monopol na stosowanie w państwie przemocy. Teoretycznie w celu zapewnienia porządku i niezakłóconego działania rynku. Praktyka jest inna. Musimy pilnować naszej wolności. Ale po co?

Nade wszystko musimy zgodzić się z tym, że możemy być wolni, a jednak biedni. Wolność nie przynosi tylko dobra, nie oznacza też braku jakiegokolwiek zła. Jest prawdą, że być wolnym może oznaczać, że wolno nam umierać z głodu, popełniać kosztowne błędy, albo ponosić śmiertelne ryzyko." (Hayek Konstytucja wolności),.

Wolność jest wyzwaniem, ale może i być bardzo niebezpieczną przygodą. A przecież bez wolności nie ma ani odpowiedzialności, ani moralności. Bez wolności nie ma piekła, ale nie ma też nieba. Być może wielu ludziom ani jedno, ani drugie nie jest potrzebne. Nawet w sprawach całkiem materialnych.

To przecież rząd wydaje, jak chce nasze pieniądze. Czy czyni to z sensem? Już na oko widać, że nie. Autostrady, Pendolino, najdroższy stadion na świecie…przykłady można ciągnąć długo.

Dlaczego tak jest?

Pytanie wydaje się na pozór bardzo proste, bo co może być trudnego w wydawaniu pieniędzy? Milton Friedman udzielił na to odpowiedzi, różnicując kto i na kogo wydaje pieniądze:

Czyje pieniądze?

Wydajemy na siebie

Wydajemy na kogoś innego

Nasze własne

1

2

Kogoś innego?

3

4

 

  1. Wariant numer jeden (zakupy w hipermarkecie): gdy wydajemy nasze pieniądze na siebie, zachowujemy się rozsądnie i chcemy uzyskać jak najwięcej za nasze środki.
  2. Swoje na kogoś. Kupujemy komuś prezenty na przykład. Chcemy zachowywać się oszczędnie, ale już nie przywiązujemy takiej wagi do efektywności naszego kupowania. Grunt, żebyśmy sprawili dobre wrażenie
  3. Cudze pieniądze na siebie. Raczej nie silimy się na oszczędności, aczkolwiek towar chcemy otrzymać dobry.
  4. Cudze pieniądze na innych. Nie przywiązujemy specjalnej uwagi do oszczędzania ani zaspokojenia cudzych potrzeb. Jak się trafi, to dobrze, a jeśli nie, cóż… bywa.

 

Oczywiste jest, że wszelkie programy socjalne i wydatki biurokratyczne na cele społeczne to warianty 3 i 4.

Ekonomia zawsze prędzej, czy później upomni się o swoje. Nie da jej się oszukać.

Upadek pieniądza i powiązań gospodarczych był prawdziwą przyczyną końca Rzymu w IV i V wieku. Gdy cesarze zaczęli bić coraz marniejsze pieniądze, zniszczyli tym handel i opustoszały miasta. Czy nas spotka coś podobnego?

Ekonomia zajmuje się światem realnym, choć poznanie rzeczywistości to niekiedy przykre doświadczenie, gdy pojmujemy, że nie na wszytko możemy sobie pozwolić. Ekonomia zajmuje się celowo działającym człowiekiem. Jest nauką o ludzkim działaniu.

Nie zakłada, że ludzie dążą jedynie do mnożenia dóbr materialnych. Bada ich świadome dążeniedo wybranych celi. Bez względu na to, jakie są to cele.

Człowiek w swoim działaniu podlega trzem ograniczeniom. Są to:

  1. Prawa fizyki.
  2. Indywidualne cechy osobowości i czynniki środowiskowe.
  3. Trzecie ograniczenie to regularność zjawisk, zachodzących pomiędzy celami a środkami do ich realizacji.

Dziedziną tej nauki jest trzecia sfera. Lekceważenie zasad ekonomi powoduje poważne konsekwencje. Czy jesteśmy tego świadomi?

Rządy i banki obecnie żyją w wielkiej symbiozie i nie do końca wiadomo kto kim rządzi, niemniej te drugie bardzo chętnie pożyczają pieniądze naszym władcom. Mało tego: uważają, że pożyczanie pieniędzy rządom jest najważniejszym zadaniem banków.

Grupy nacisku i partie bez wyjątku obiecują swoim zwolennikom dostatnie i dobre życie, płynące z otrzymywania realnie wyższych dochodów. Zwykle jest tak, że zanim się ten cel osiągnie, konieczne są jakieś wyrzeczenia. Każda partia zna niezawodną metodę prowadzenia nas do tego celu, a kwestionowanie jej uważa za zamach na nią samą.

Medialni eksperci mają przewagę nad nami, ponieważ całą swoją energię i czas poświęcają studiowaniu jednej rzeczy. Przewyższają nas techniką prowadzenia sporów i znajomością rzeczy. Nie składajmy broni.

Jeżeli będziemy twierdzili, że tyko specjaliści mogą rozstrzygać o kwestiach ekonomii zrzekamy się swej suwerenności na ich rzecz. Jeżeli tak się stanie, to w ostatecznym efekcie będą mogli spokojnie robić, co im się żywnie podoba. (Ludwik Mises Ludzkie Biurokracja)

Jeżeli hegemonia specjalistów się przedłuża (bo mało kto jest w stanie sformułować, jakie ma poglądy społeczne i ekonomiczne), to społeczeństwo dzieli się na dwie kasty: specjalistów, którzy sprawują władzę i rządzonych przez nich ignorantów.

Czy jesteśmy w stanie zdobyć się na zdrowy rozsądek ? Za pomocą rozumu obronić się przed mrzonkami rządowych ignorantów i ich fantazjami?

 

 

17 pażdziernik

Czy Kościół nam pomaga zrozumieć świat ekonomii?

W Rzymie, 29 czerwca 2009 r. w uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła papież Benedykt XVI ogłosił ENCYKLIKĘ CARITAS IN VERITATE (opoka.org) którą można nazwać w dużej mierze ekonomiczną. Na początek autor zaznacza wielką rolę prawdy i sprawiedliwości i ostrzega, że miłości bez prawdy może stać się zbiorem uczuć dobrych i nawet potrzebnych ale marginalnych. Nadto miłość nigdy nie może obejść się bez sprawiedliwości: która skłania, by dać drugiemu to, co jest jego, co mu się należy z tej racji, że jest i działa.

Po upadku bloku komunistycznego przyszedł sposobny czas, aby przemyśleć na nowo zagadnienia ekonomii. Po pierwsze człowiek: jest twórcą całego życia gospodarczo-społecznego, jego ośrodkiem i celem.

W dalszym ciągu Benedykt XVI ostrzega, że powiększanie dysproporcji pomiędzy biednymi i bogatymi może podważyć podstawy funkcjonowania ładu ekonomicznego. W efekcie koszty ludzkie stają się kosztami ekonomicznymi i odwrotnie: wadliwe funkcjonowanie ekonomii skutkuje kosztami ludzkimi. Człowiek jest istotą skłonną do zła (grzech pierworodny) i może się to ujawniać w różnych dziedzinach życia, w tym ekonomii. Mimo że nie pada słowo „chciwość”, wiele wskazuje, że ten grzech może leżeć u podstaw tego zła. To próżność podpowiada człowiekowi przekonanie o własnej samowystarczalności. Ekonomia nie może być autonomiczna w tym sensie, że musi akceptować moralność, aby nie stać się narzędziem niszczycielskim. W dalszym ciągu encykliki Benedykt XVI analizuje zasady i konsekwencje wolnego rynku.

Jeśli istnieje wzajemne i powszechne zaufanie, rynek jest instytucją ekonomiczną, która pozwala na spotkanie osób jako podmiotów ekonomicznych, które posługują się kontraktem jako regułą ich relacji i które dokonują wymiany dóbr i usług wymiennych między sobą, by zaspokoić swoje potrzeby i pragnienia. Rynek poddany jest zasadom tak zwanej sprawiedliwości wymiennej, regulującej właśnie relację dawania i otrzymywania między parytetowymi podmiotami. Jednak nauka społeczna Kościoła nigdy nie zaniechała podkreślania ważnej roli sprawiedliwości rozdzielczej oraz sprawiedliwości społecznej dla samej ekonomii rynkowej, nie tylko ze względu na włączenie w szerszy kontekst społeczny i polityczny, ale również ze względu na splot relacji, w których się realizuje. Rynek bowiem, kierujący się jedynie zasadą równowartości zamienianych dóbr, nie potrafi doprowadzić do jedności społecznej, której zresztą potrzebuje, aby dobrze funkcjonować. Bez wewnętrznych form solidarności i wzajemnego zaufania, rynek nie może wypełnić swojej ekonomicznej funkcji. Dzisiaj zabrakło tego zaufania, a utrata zaufania jest poważną stratą.

Wynikałoby z tego, że sam wolny rynek pozbawiony etyki i zaufania i podstaw etycznych nie może dobrze funkcjonować i realizować swoich celi. Jednocześnie proponuje inne spojrzenie na biednych i biedę. Ubodzy nie mogą być traktowani jako ciężar dla społeczeństwa. Nie jest prawdą też, że ekonomia rynku potrzebuje istnienia stałego marginesu ubóstwa w celu dobrego funkcjonowanie rynku. Rynek sam winien korzystać z ładu moralnego stwarzanego przez inne podmioty.

Największy problem autor upatruje w rozdzieleniu działalności ekonomicznej od dobrej polityki, ponieważ dopiero połączenie tych dwu wątków ludzkiej aktywności może stwarzać dobro wspólne. Papież przestrzega przed ideologiami, które mogą wypaczać funkcjonowanie rynku.

Kościół od zawsze uważa, że działalności ekonomicznej nie można uważać za antyspołeczną. Rynek nie jest i nie powinien się stawać sam z siebie miejscem przemocy silniejszego nad słabym. Społeczeństwo nie powinno się chronić przed rynkiem, tak jakby rozwój tego ostatniego pociągał za sobą ipso facto unicestwienie prawdziwie ludzkich stosunków. Jest z pewnością prawdą, że rynek może być ukierunkowany negatywnie, nie dlatego, że taka jest jego natura, ale ponieważ pewna ideologia może nadać mu inny kierunek. Nie trzeba zapominać, że rynek nie istnieje w stanie czystym. Przyjmuje on kształt od konfiguracji kulturowych, które go specyfikują i ukierunkowują. Istotnie, ekonomia i finanse jako narzędzia mogą być źle używane, kiedy posługujący się nimi ma jedynie zamiary egoistyczne. W ten sposób można przekształcić narzędzia same w sobie dobre w narzędzia szkodliwe. Ale to zaciemniony umysł ludzki powoduje te konsekwencje, a nie narzędzie samo z siebie. Dlatego nie narzędzie powinno być powołane do odpowiedzialności, lecz człowiek, jego sumienie moralne oraz jego odpowiedzialność osobista i społeczna.

Czyli nie istnieje rynek doskonały tak, jak nie istnieją w przyrodzie doskonałe linie proste – co oczywiście nie zwalnia nas od podejmowania starań o dążenie do doskonałości. Niemniej zaciemniony ludzki umysł i jego wady mogą stać się przyczyną błędów. A każda nasza decyzja rynkowa, ekonomiczna posiada też wymiar etyczny. Kiedyś najpierw ekonomia wytwarzała bogactwa, a polityka starała się je dzielić. Obecnie nie jest to możliwe ze względu na to, że działalność ekonomiczna dokonuje się ponad granicami a polityczna mimo wszystko w nich pozostaje. Ponadnarodowe korporacje stają się przedmiotem takiego działania. Ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że gra toczy się pomiędzy państwem, rynkiem i społeczeństwem.

Mój poprzednik, Jan Paweł II sygnalizował tę problematykę, gdy w Centesimus annus podkreślał potrzebę systemu obejmującego trzy podmioty: rynek, państwo oraz społeczeństwo obywatelskie.

Tylko współdziałanie tych trzech elementów może doprowadzić do harmonijnego rozwoju. Ich wzajemna konfrontacja będzie powodować wrażliwość na cywilizacje ekonomii oraz także poprzez nadawanie formy organizacja nie negującym zysku jako celu ale też wykraczającym poza ten cel.

Dlatego potrzebny jest rynek, na którym w sposób wolny, w warunkach równych możliwości mogą prowadzić działalność przedsiębiorstwa, które realizują różne cele instytucjonalne. Obok przedsiębiorstwa prywatnego ukierunkowanego na zysk oraz różnego rodzajów przedsiębiorstw publicznych, powinny mieć możliwość zadomowić się i znaleźć wyraz organizacje produkcyjne, które stawiają sobie cele społeczne i wzajemną pomoc.

Poniższe stwierdzenie Benedykta XVI można interpretować, jako zmierzch pomysłu, że interwencje państwowe uczynią świat lepszym:

Paweł VI prosił w Populorum progessio, by stworzyć model ekonomii rynkowej zdolnej objąć, przynajmniej w zamiarach, wszystkich ludzi, a nie tylko odpowiednio uposażonych. Prosił o zaangażowanie w promocję świata bardziej ludzkiego dla wszystkich, świata, «gdzie wszyscy będą mogli dawać i pobierać, a postęp jednych nie będzie przeszkadzał rozwojowi drugich». W ten sposób nadawał uniwersalny wymiar prośbom i aspiracjom zawartym w Rerum novarum, napisanej wtedy, gdy po raz pierwszy, w konsekwencji rewolucji przemysłowej zrodziła się idea — z pewnością postępowa w tamtych czasach — że porządek cywilny, aby się utrzymał, potrzebuje także interwencji redystrybucyjnej państwa. Dzisiaj powyższa wizja, oprócz tego, że dotknięta jest kryzysem przez procesy otwarcia rynków i społeczeństw, okazuje się niewystarczająca do zaspokojenia wymogów w pełni ludzkiej ekonomii.

Gdy państwo i rynek ze sobą konkurują, starając się zachować monopol swoich kompetencji, sytuacja jest niekorzystna. Wiele przedsiębiorstw wygląda dziś zupełnie inaczej. Zamianie uległo też spojrzenie na przedsiębiorczość. Papież upatruje niebezpieczeństwo w fakcie, że przedsiębiorstwo daje zyski wyłącznie tym, którzy w nie inwestują. Dokonuje się w ten sposób redukcja jego wymiaru społecznego. Papież bardzo spokojnie i rzeczowo mówi o procesie globalizacji, która według niego nie jest ani zła, ani dobra:

Pomimo niektórych swoich wymiarów strukturalnych, którym nie trzeba zaprzeczać, ale też i nie absolutyzować, «globalizacja, a priori, nie jest ani dobra, ani zła. Będzie tym, co uczynią z niej osoby»

Nie jest dobrze kiedy indywidualne prawa odrywają się od obowiązków. Wtedy często nakręca się nieograniczona spirala żądań. Przesadne akcentowanie praw powoduje zapominanie o obowiązkach.

Ekonomia potrzebuje etyki przyjaznej dla ludzi dla swojego poprawnego funkcjonowania. Przykładem takiego praktycznego działania jest instytucja mikrokredytu czy szerzej mikrofinansowania. Ludzkość alienuje się, kiedy bez reszty powierza się ludzkim projektom i utopią. Jej szansa polega na współpracy narodów, jako jednej rodziny, a nie jako bytów żyjących tylko jeden obok drugiego.

4 pażdziernik

(Nie)wesoła historia o strasznych draniach

 

Jakoś przypadkiem wpadła mi w ręce Cyberiada Stanisława Lema i – ku swemu zdziwieniu - dostrzegłem, że autor proroczo przewidział, że będą nami rządzić ludzie pokroju Tuska czy Rostworowskiego.

Pisarz opowiada o perypetiach dwóch wielkich konstruktorów Trurla i Klapacjusza. Pewnego dnia genialny Trurl wynalazł Elektrybauta: elektroniczną maszynę do tworzenia poezji. Zazdrosny konstruktor Klapacjusz (co tu mówić: nieco zazdrosny o dokonania przyjaciela) zadał jej do napisani taki wiersz:

- Niech ułoży wiersz o cyberotyce! - rzekł nagle, rozjaśniony. - Żeby tam było najwyżej sześć linijek, a w nich o miłości i o zdradzie, o muzyce, o Murzynach, o wyższych sferach, o nieszczęściu, o kazirodztwie, do rymu i żeby wszystkie słowa były tylko na literę C!!

- A całego wykładu ogólnej teorii nieskończonych automatów nie ma tam czasem być? - wrzasnął rozwścieczony do żywego Trurl. - Nie można stawiać tak kretyńskich warun...

Ale nie dokończył, ponieważ słodki baryton, wypełniając całą halę, odezwał się właśnie:

Cyprian cyberotoman, cynik, ceniąc czule

Czarnej córy cesarskiej cud ciemnego ciała,

Ciągle cytrą czarował. Czerwieniała cała,

Cicha, co dzień czekała, cierpiała, czuwała...

...Cyprian ciotkę całuje, cisnąwszy czarnulę!! (http://lib.mlm.ru/pl_stanislaw_lem_cyberiada.htm)

Jako, że Solidarność ostatnio sprawiła Tuskowi taki piękny pomnik może też przyda się odrobina poezji. Gdybyśmy mieli tak pod ręką Elektrybałta i poprosili go o wiersz o takich parametrach: utwór o szalenie ambitnym polityku, w poważnych kłopotach, stosującym agresywny pijar i żyjącym w cieniu tajnych służb, skłócony z narodem. Żeby wszystkie słowa były na literę T. I oto słyszymy ten ciepły baryton wygłaszający takie strofy:

Tusk totumfacki

Telewidzom truje

Tępe te tumany

Tożsamość tratuje

Tragedię toruje

Tyrania (et)ruska

Tajniacy triumfują

Twoje tak dla Tuska

 

Prawda, że maszyna spisała się całkiem dobrze? Premier jak malowany. Ale to jeszcze nie koniec niezwykłych zbieżności pomiędzy Cyberiadą, a naszą nieszczęśliwą sytuacją.

Nie wiem czy pamiętacie, jak konstruktor Trurl tym razem zrobił maszynę rozumną. Ładnie ją pomalował i postanowił przetestować jej możliwości:

(..) bardzo zadowolony z siebie, pogwizdując od niechcenia, niejako z czczego obowiązku rzucił sakramentalne pytanie: ile jest dwa razy dwa?

Maszyna ruszyła. Najpierw zapaliły się jej lampy, zajaśniały obwody, zahuczały prądy jak wodospady, zagrały sprzężenia, potem rozżarzyły się cewki, zawirowało w niej, rozłomotało się, zadudniło i tak szedł na całą równinę hałas, aż Trurl pomyślał, że trzeba będzie sporządzić jej specjalny tłumik myślowy. Tymczasem maszyna wciąż pracowała, jakby przychodziło jej rozstrzygać najtrudniejszy problem w całym Kosmosie; ziemia dygotała, piasek usuwał się spod stóp od wibracji, bezpieczniki strzelały jak korki z flaszek, a przekaźniki aż nadrywały się z wysiłku. Nareszcie, kiedy Trurla porządnie już zniesmaczył taki rwetes, maszyna zahamowała gwałtownie i rzekła gromowym głosem: SIEDEM!

- No no, moja droga! - rzekł od niechcenia Trurl. - Nic podobnego, jest cztery, bądź tak dobra, popraw się! Ile jest dwa a dwa?

- SIEDEM! - odparła maszyna niezwłocznie. (http://lib.mlm.ru/pl_stanislaw_lem_cyberiada.htm)

Czy Tobie drogi Czytelniku czegoś to nie przypomina ? Czy ta maszyna nie ma twarzy ministra Roztworowskiego genialnie konstruującego budżet? Tyle tylko również dwa razy dwa nie jest cztery tylko właśnie siedem. Nic się nie zgadza …Wszyscy mówią, że budżet jest do bani, a ten utrzymuje, że wszytko jest w najlepszym porządku. Pomylił się zaledwie o 30 parę miliardów złoty ale to detal. Drobiazg. To jednak nie koniec podobieństw pomiędzy maszyną rozumną konstruktora Trurla, a naszym rządem.

Do Trurla przyszedł w odwiedziny równie genialny konstruktor Klapacjusz. Przepytał maszynę zadając jej ponownie sakramentalne pytanie: ile jest dwa razy dwa i za każdym razem otrzymał taką samą odpowiedź: siedem. I powiedział tak:

- Przyjacielu, nie ma co, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Sporządziłeś inną maszynę, niż chciałeś. Wszelako każde zjawisko ujemne ma też swoje strony dodatnie, ta maszyna na przykład też.

- Ciekawym, jakie - odparł Trurl i kopnął fundament, na którym siedział.

- Przestań - powiedziała maszyna.

- Ot, widzisz, jest wrażliwa. Więc... co chciałem powiedzieć? Jest to, nie ulega wątpliwości, maszyna głupia, i to nie taką sobie zwykłą, przeciętną głupotą, bynajmniej! Jest to, o ile się orientuję, a jestem, jak wiesz, znakomitym specjalistą, jest to najgłupsza maszyna rozumna na całym świecie, a to już nie byle co! Zbudować ją umyślnie nie byłoby łatwe, wprost przeciwnie, sądzę, że to by się nikomu nie udało. Nie tylko głupia jest bowiem, ale i uparta jak kloc, czyli ma charakter, zresztą właściwy idiotom, bo oni zwykle są szalenie uparci.

 

No właśnie: wrażliwa, głupia i uparta. Czy to tobie Czytelniku też czegoś nie przypomina? Pamiętasz ministru Nowaka i jego zegarki! Czy rząd mimo tylu wpadek nie poucza, że jest nieomylny? Wymaga wręcz na nas, aby mu bezgranicznie i ślepo ufać , ponieważ wie wszystko najlepiej. A jak nie to nam się dobierze do tyłka za pomocą wszystkich swoich policji i urzędów? Trudno powiedzieć, czy to bezwzględnie najgorszy rząd w historii Polski (konkurencja jest duża) al. podobnie, jak maszyna Trurla na pewno najbardziej wrażliwy i uparty. Ma charakter.

Nie wiem, czy sobie przypominacie koniec tej historii: owa najgłupsza maszyna myśląca na świecie sama się wykopała i postanowiła zniszczyć obu konstruktorów z zemsty, za to że się z niej śmieli, że jest taka tępa i durna. I prawie jej się udało.

Mamy obawy, że czeka nas to samo.