Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

blog marzec 2014

27 marzec

Charyzmatyczni liderzy poskramiacze tłumu

 

Oto przykład niezwykłej umiejętności zapanowania nad tłumem wykonaniu Księdza Chrostowskiego. Fragment jest obszerny, ale niezwykle ważny, bo pokazuje, jak lider może zapanować nad wrogim i agresywnym zgromadzeniem, a nawet zdobyć jego uwagę i sympatię:

Tuż po południu kiedy liturgia dobiegała końca rabin poprosił o cisze i powiedział: „ Mamy wśród siebie gościa i zapraszamy go tutaj”. Było tam podium, na którym stał ów rabin i przemawiał – jedną rękę trzymał w kieszeni, a drugą żywo gestykulował. Kiedy dotarłem do niego zdawkowo się przywitał i zaczekał aż nastanie cisza, po czym z zapałem przemówił do zebranych. Zadał im pytanie: „Kto jest największym antysemitą i wrogiem Żydów?” Zebrani odpowiedzieli: „Christians!” (‘Chrześcijanie!”). „Oh, well, fine” – rabin był bardzo z siebie zadowolony. Widać było, że często prowadził dialog ze swoimi wiernymi. Minęła chwila, a on znów zapytał: „ A wśród chrześcijan , kto jest największym wrogiem Żydów?” I znów zbiorowa odpowiedź: „Catholics!” („Katolicy!”). Rabin był zachwycony. Jego wierni też. Atmosfera stawała się coraz luźniejsza i było widać, że wszystko przebiega bardzo dobrze. „A wśród katolików, kto jest największym wrogiem Żydów?” Zebrani nie mieli najmniejszych wątpliwości: „Poles!”). („Polacy!”). Rabin doprowadził zatem kwestie do końca: „A wśród Polaków kto jest największym wrogiem Żydów?”. Odpowiedź brzmiała: „Priest!” („Księża!”). Zrobiło się głośno, a w tym czasie rabin podszedł do mnie z wyciągniętą reką powiedział do obecnych: „Oto macie tutaj chrześcijanina, katolika, polaka i księdza”.  A do mnie: Proszę bardzo, mów!”

Miał odwagę ksiądz mówić?

Pierwszą reakcją było poczucie bezsilności, ale to trwało tylko pół sekundy. Druga rekacją była wściekłość i gwałtowna chęć wyjścia. Może gdyby drzwi były blisko, to bym wyszedł, ale były bardzo daleko, musiałbym sporo iść i nie wiadomo czy bym się z wrażenia po drodze nie potknął i nie ośmieszył. Po kilku sekundach pojawiła się myśl, że jeżeli wyjdę w tej chwili, to przegram wszystko, bo wszystko, co on powiedział zostanie w jakiś sposób potwierdzone i zamknięte. To przeważyło, że zostałem. Pomogły mi doświadczenia pedagogiczne wyniesione z pracy z dziećmi: pamiętałem, że nauczycielowi czy wychowawcy nie wolno dopuścić do narzucenia sobie stylu czy tonu dyktowanego przez rozbrykane dzieci. Miałem nad zebranymi tę przewagę, że stałem na podium i zacząłem na nich patrzeć tak, jak się patrzy na rozkrzyczane dzieci. Panował wielki harmider, zebrani dyskutowali ze sobą i rozmawiali, chyba nikt nie zwracał na mnie uwagi. Rabin usiadł i chyba oczekiwał, że wyjdę. Ale wziąłem się w garść. Nie potrafię odtworzyć, co wtedy myślałem, ale poczułem się nagle uskrzydlony. Przestałem się bać i poczułem, że zaczynam mieć pewną psychologiczną i duchową przewagę, bo najgorsze, co mogło mnie spotkać, już mnie spotkało, zaś następny ruch należał do mnie.

Stałem więc i patrzyłem, co obecnych w synagodze wyraźnie zaintrygowało. Zaczęli rozmawiać coraz ciszej, a potem umilkli i po jakiś dwóch czy trzech minutach zapanowała kompletna cisza. Gdyby wpuścić muchę, to pewnie byłoby ją słychać. Trwaliśmy chwile w tej ciszy – i oni , i ja. Bałem się wypowiedzieć pierwsze słowa z obawy, czy nie mam w gardle jakiejś blokady, ale miałem wrażenie, że pójdzie płynnie. Powiedziałem: „ Mówicie, że przez wieki byliście prześladowani. Mówicie, że przez wieki was upokarzano. Mówicie, że przez wieki przeganiano was z miejsca na miejsce. Mówicie, że inni was nie lubią i wami gardzą. Mówicie, że z tego powodu cierpicie…A dzisiaj daliście dobry przykład tego, że perfekcyjnie potraficie robić to samo, co od wieków zarzucacie innym. To wszystko, co mam do powiedzenia.”.

Zapanowała konsternacja. Schodziłem z podwyższenia, gdy jeden z mężczyzn, starszy, wyraźnie utykający podszedł i powiedział: „Father zostań z nami, to nie jest tak!”. Wziął mnie za rękę i zatrzymał. Słowo Father tak mnie rozbroiło, że zostałem. Po chwili podeszło dwie czy trzy inne osoby mówiąc, że nie mogłem teraz wyjść. Podszedł także rabin, mój gospodarz powiedział, że jest mu bardzo przykro, że to tak odczułem i prosi mnie, bym powiedział, z czym przyjechałem. Nie mogłem się od tego wymówić.[1]

W tym fragmencie jest wszystko. Co ważne w inteligencji emocjonalnej i społecznej: samoświadomość (własnych emocji i postaw) empatia i zrozumienie drugiego człowieka. Wiedza o mechanizmach grupowych. Opanowanie stresu i odwaga. Umiejętność panowania nad grupą i przejęcia inicjatywy. Liderowanie i umiejętność kierowania  sytuacja konfliktową. Pokora i spolegliwość, ogromne umiejętności retoryczne. Wszystko.

Wrócimy na jeszcze raz do Hitlera, który trafnie odczytał emocje Niemców i zaproponował im podniesienie się z klęski po I wojnie światowej, dzięki czemu doszedł (demokratycznie) do władzy. W trakcie swoich publicznych wystąpień na początku kreował się na nieco szalonego fanatyka słabo kontrolującego swoje emocje a potem zmienił image na ideologa czy może raczej na przywódcę religijnego.

 



[1] Kościół, Żydzi, polska. Zksiedzem profesorem Waldemarem Chrostowskim rozwawiają Grzegorz Górny i Rafał Tichy,  Fronda, Warszawa, 2009

17 marzec

Wojna Informacyjna (na podstawie Woda z mózgu)

Pragniemy przypomnieć kilka fragmentów z naszej książki wydanej przez Frondę w 2011 ponieważ wydają nam się nader aktualne. Zanim Szanowny Czytelniku zaczniesz czytać bądź tak miły i zerknij na artykuły, do których linki zamieszczamy:

  1. Patriotyzm nie jest w cenie http://www.rp.pl/artykul/1085889.html
  2. Sondaż "patriotyczny" http://ufka.salon24.pl/572588,sondaz-patriotyczny
  3. Web Brigades - tajemnice Rosyjskiej działalności w sieci http://naszeblogi.pl/44898-web-brigades-tajemnice-rosyjskiej-dzialalnosci-w-sieci
  4. Rosja jest pierwszą w historii dyktaturą wywiadowczą http://www.pch24.pl/rosja-jest-pierwsza-w-historii-dyktatura-wywiadowcza,21327,i.html

Wojna informacyjna to agresja prowadzona bez czołgów i rakiet, ale za to dziesiątkami i setkami specjalistów uzbrojonych w komputery, kamery i mikrofony. Utożsamia się ją niesłusznie z cyberwojną niemniej pojecie to oznacza daleko więcej. Rosja od czasów Putina jest w stanie szczególnie intensywnej i permanentnej wojny informacyjnej, w której tradycyjnie najważniejszym przeciwnikiem jest Polska oraz Ukraina, Gruzja i kraje bałtyckie.

W opinii rosyjskich analityków wojskowych informacjonnaja wojna, to w szerokim znaczeniu „środki stosowane głównie w czasie pokoju i skierowane nie tyle przeciwko siłom zbrojnym, co przeciwko ludności cywilnej i jej świadomości, przeciwko systemowi administracji państwowej, systemowi nadzoru produkcji przemysłowej, nadzoru nauki, kultury, itd.” W węższym rozumieniu, są to działania, których zadaniem jest osiągnięcie przygniatającej przewagi nad przeciwnikiem w sferach:
· skuteczności informacji,
· pełni informacji,
· wiarygodności informacji. [1]

Dobrze to widać na przykładzie katastrofy smoleńskiej, która stała się ważnym polem takich działań. Co prawda Putin ma ułatwione zadanie ponieważ wielu przedstawicieli polskich władz zachowuje się nader niekompetentnie niczym uczestnicy spisku, mający coś do ukrycia. W dziejach współczesnego świata jest to unikalne zjawisko, aby demokratycznie wybrany rząd kraju, oddał śledztwo bynajmniej nie zaprzyjaźnionemu ościennemu państwu.

Przejęcie dochodzenia dotyczącego katastrofy umożliwiło dysponowanie całą krytyczną informacją przez Rosję. Ludzie Putina mówią tylko to, co chcą, kiedy chcą i tylko to, co jest im wygodnie. Mieszają plotkę z częściami prawdy, insynuacje z niedomówieniami, kłamstwa z nieistotnymi informacjami. Przy tym wszystkim wyraźnie lekceważą polskich urzędników. Ostentacyjnie nie dotrzymują terminów, prowadzą ceremonialne rozmowy i wizyty pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Szafują uśmiechami i pustymi obietnicami zgodnie z najlepszymi tradycjami komunistycznych organów władzy. Są nieuchwytni niczym wiatr i twardzi jak skała.

Taka sytuacja uniemożliwia (a w każdym razie bardzo utrudnia) podejmowania trafnych i racjonalnych decyzji, nawet gdyby rząd chciałby takie podejmować. Nie mamy informacji, ponieważ na własne życzenie zrezygnowaliśmy nawet z możliwości ich samodzielnego szukania. Przekładając mądre definicje na język potoczny, wojna informacyjna sprowadza się to takiego otumanienia ludzi, żeby sami, z dobrej woli, wpakowali karki w jarzmo, przekonani, że jest to w ich najlepszym interesie. Wielcy adwersarze toczonej przez blisko pół wieku „zimnej wojny” zgodnie uważają, że zwycięstwo w wojnie informacyjnej należy do tego, kto opanuje zasoby informacji i wiedzy przeciwnika.

(…)

 Przewagę osiąga ta strona, która zniszczy lub wypaczy wiedzę posiadaną przez zaatakowany naród i zmanipuluje tę wiedzę w takim stopniu, że zaatakowane społeczeństwo zacznie zachowywać się zgodnie z zamiarami agresora. Informacyjna ofensywa może koncentrować się na wszystkich obywatelach danego kraju lub tylko na elicie rządzącej i środowiskach opiniotwórczych, które po „przełknięciu” poddanej im informacji wtórnie niejako manipulują współobywatelami. Przy czym, to „przełknięcie” może być świadome - w zamian za określone profity, lub nieświadome - wskutek podstępnego podsunięcia sprytnie „ulukrowanej” informacji.[2]

Istnieje wyraźna skłonności niektórych naszych obywateli zajmujących eksponowane stanowiska do poddawania się bez walki w tej wojnie informacyjnej, Zapewne przyczyną tego jest długa tradycja obecności w naszej historii partii zagranicy. Nie bez kozery nasze obecne czasy nazywane bywają recydywą saską. Wiele osób znaczących – mniej czy bardziej jawnie – zwalcza jak może polski interes narodowy i piętnuje patriotyzm niczym komuniści w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. (…)

Istotnym orężem w ramach działań jest tak zwana informacja niszcząca, która ma za zadanie osłabić przeciwnika w szczególnie istotnych sprawach, na przykład nie dopuszczać kompetentnych ludzi do pełnienia stanowisk decyzyjnych. Sprzyja temu logika partyjnictwa i traktowanie państwa jako zbioru synekur, co prowadzi dokładnie do takich efektów.

 

Przykładem zastosowania informacji niszczącej do osłabienia struktury może być rozpowszechnianie na poły prawdziwych informacji dyskredytujących sprawnego, energicznego i kompetentnego polityka, żeby nie dopuścić go do wejścia w skład rządu, gdzie mógłby objąć resort kluczowy dla interesów państwa[3].  (…)

Jednym istotnych celi wojny informacyjnej jest osłabienie patriotyzmu obywateli. W Polsce –jak ktoś powiedział – ostygły serca dla ojczyzny i wiary. Co się na to złożyło? Istotną rolę w erozji polskiego patriotyzmu i więzi społecznych odegrały media i niektórzy politycy. Patriotyzm jest wartością więziotwórczą i regulującą komunikacje pomiędzy ludźmi w danej społeczności. Jeżeli środki komunikacji społecznej realizują niepolskie interesy i manipulują świadomością społeczną efektem tego jest osłabienie postaw patriotycznych. (…)

Jednym z celi wojny informacyjnej jest dążenie do centralizacji państwa i działanie na rzecz osłabienia jego struktur poziomych, ponieważ wtedy oddziaływanie agresora jest skuteczniejsze. Ludzie w strukturach wertykalnych pozbawieni możliwości decyzji, szybko uczą się bezkrytycznego przyjmowania wszelkich dyrektyw.

Agresor tworzy swoje własne media (czasem po przykryciem), działające na terenie przeciwnika:

W drugiej fazie przejmowania kontroli nad środkami masowego przekazu danego kraju następuje nabywanie już istniejących organizacji medialnych lub tworzenie własnych. Ponieważ otwarte przejęcie przez instytucje państwowe jednego kraju środków masowego przekazu w innym kraju nieuchronnie doprowadziłoby szybko do zdemaskowania wrogich zamiarów, kontrolę nad mediami zdobywa się za pośrednictwem firm prywatnych pod osłoną swobód gospodarki rynkowej. Można w tym celu założyć specjalnie firmę lub firmy o zakamuflowanym kapitale państwowym lub skłonić do współpracy i wykorzystać prywatne organizacje medialne własnego kraju w zamian za różnego rodzaju mniej lub bardziej utajnione subsydia. Mogą to być przykładowo zwolnienia podatkowe, ulgi celne, ulgi pocztowe, itp. Kamuflaż można posunąć jeszcze dalej i przejmować media „pod fałszywą flagą”, czyli pozorując, że nabywający organizację medialną jest prywatną firmą z kraju trzeciego, o kapitale zupełnie niezwiązanym z info-agresorem[4] (…)

Jeżeli już znaleźliśmy się na froncie wojny informacyjnej (czy nam się to podobało czy nie) to co może nam pomóc aby zachować przytomność umysł i trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość?

  • Dzięki szerokiej wiedzy – jeśli taką zdobędziemy w szkołach – możemy łatwiej rozpoznać dezinformację jeśli ktoś nam opowiada duby smalone o historii lub kreuje niestworzone opowieści o ekonomii. Znajomości metod manipulacji pozwala  w porę je rozpoznać i obronić się przed nimi.
  • Warto korzystać z wielu źródeł informacji i sprawdzić, które są wiarygodne a które nie i eliminować te ostatnie. W ogóle najlepiej wyeliminować ze swojego pola uwagi wszelkich fałszywych ekspertów (wielu takich widzieliśmy, jako komentatorów tragedii smoleńskiej), rozmijających się z rzeczywistością polityków Dobrze też mieć swój prywatny ranking wiarygodności mediów i dziennikarzy. Trzeba być uważnym i czujnym, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy i gdzie spotkamy się z dezinformacją i manipulacją.
  • Nic tak nie pomaga jak jasny i spójny system wartości i zasad z niego wynikających, stosowany w praktyce (dlatego dekalog jest świetną i trwałą podstawą opierania się indoktrynacji).

Wiarygodność informacji bada się na kamieniu probierczym posiadanej wiedzy, wiarygodność posiadanej wiedzy ocenia się w konfrontacji z przestrzeganymi zasadami moralnymi, wiarygodność zasad moralnych sprawdza się w oparciu o prawdy odwieczne, np. w oparciu o 10 przykazań[5]

 

 



[1] Rafał Brzeski, Wojna informacyjna

[2] Tamże

[3] Rafał Brzeski, Wojna informacyjna

[4] Rafał Brzeski „Wojna informacyjna”

[5] Rafał Brzeski „Wojna informacyjna

10 marzec

Monitorowanie władzy, kto chętny?

 

W ostatnim czasie nasze bezkompromisowe i niezwykle odważne media reżimowe wykryły, że Wujek Samo Zło czyli Janukowycz puszczał sobie wodę ze złotego kranu i w ogóle oglądając jego dom można było odnieść wrażenie, że żył odrobinę ponad stan. W kontekście pewnej ostentacji związanej z wyposażeniem łazienki przychodzi na myśl stary i co tu kryć niesmaczny dowcip:

Dwaj upici marynarze siedzą w tawernie. Nagle jeden mówi do drugiego:
- Te, Stefan, wiesz, że mój kumpel ma złoty kibel?!
- Tak, pewnie, idź już do domu, za dużo wypiłeś.
- No to chodź to ci pokażę.
- No dobra.
Dwaj marynarze poszli do tego faceta pukają do drzwi, a tam otwiera mały chłopiec i mówi:
- Tato!!! Przyszedł ten pan co ci w puzon nas…ł !

Oglądanie domów obalonych przywódców jest swego rodzaju rytuałem medialnym. Każdorazowo kiedy upada władca zjawiają się media, aby pokazach ludowi miast i wsi zgromadzonemu przed telewizorem jak wyglądał domek kanalii. Zwłaszcza kibel i łazienka. W ostatnich czasach przerabialiśmy już Marcosa, Husajna, Kadafiego, Assada. Społeczeństwo ma się napawać tymi widokami i wzdychać z oburzenia. Chodzi o to, aby odebrać naukę jakimi to przywilejami cieszył się tyran gwałcący ludowładztwo. A, co jeśli nawet i coś tak doskonałego jak demokracja może nawalać? Wniosek, że może to właśnie jest efekt braku kontroli społecznej jest niebezpieczny. W encyklice Veritatis Splendor nasz papież Jan Pawel II napisał: Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. Może ktoś mi powie jakie wartości reprezentuje PO i polski system polityczny? Czy to już aksamitny totalitaryzm?

Nie wiem czy Drodzy Czytelnicy zwróciliście uwagę na pewną prostą i rzucającą się w oczy rzecz, że w naszym demokratycznym i wolnym kraju nikt na poważnie nie monitoruje przywilejów władzy. Tej władzy najwyższej jak i tej gminnej. Tak się jakoś złożyło.

Rzecz w tym, że prawa i sprawiedliwości nie gwarantuje obsadzenie stanowisk nawet najbardziej świętymi osobnikami, ale skuteczna kontrola społeczna. Władza korumpuje, ludzie są niedoskonali oraz raczej skłonni do złego niż do dobrego i dlatego władza potrzebuje dekalogu z „góry” od Pana Boga i kontroli społecznej z dołu od obywateli.

Jakie przywileje przyznała sobie w Polsce władza ta duża i ta mała? Kto i dlaczego lata w te i nazad samolotami do pracy? Kto przyznaje sobie nagrody? Platforma Obywatelska bujała od do zawsze. Nie wiem czy pamiętacie, że jednym wiodących haseł PO było ograniczenie przywilejów władzy.

Jakie frukty ma władza:

  • immunitety parlamentarne
  • możliwość dokonywania uprzywilejowanych transakcji rynkowych — nabywanie nieruchomości, udziały w spółkach, itp.
  • system ulg, dotacji, szczególnej opieki zdrowotnej lub prawnej
  • samochód służbowy,
  • przywilejem niewątpliwie jest bezkarność (//niezlomni.com)

Ta lista nie jest pełna. Armia urzędników i polityków, która pasożytuje na Polakach jest ogromna. Może lepiej zając się tym problemem zamiast pierdołami o złotym kranie Janukowycza. Ile nas kosztują:

Ministrowie - 18 mln zł, radni gmin - 1 mld zł, radni powiatów - 180 mln zł, urzędnicy administracji centralnej - 1 mld zł. A to tylko część urzędniczych pensji. Ich łączny koszt to ok. 3,5 mld zł rocznie! A przecież nie policzyliśmy wszystkiego: delegacji, kosztów ich przywilejów czy siedzib. Choćby takiego pałacu, jaki stawiamy marszałkowi w Poznaniu. Za 175 mln zł już zaraz będzie miał 12-kondygnacyjny biurowiec - przeszklony, z ogrodem w środku. Urzędnicza armia w Polsce nie mieści się w głowie, a jej zarobki - w żadnym okienku prostego kalkulatora. Szczerze mówiąc, trudno dokładnie policzyć jej wielkość i koszty, jakie generuje. (m.onet.pl)

Czy można się temu przeciwstawić i coś z tym zrobić? Być może, ale działanie nasze musi mieć charakter permanentny, powszechny, masowy i dobrze zorganizowany, ponieważ urzędnicy i politycy mają dużo cierpliwości, pieniędzy i są całkowicie bezkarni. Uważają całkiem słusznie, że nie ma takiego problemu, którego nie można zmanipulować, przeczekać albo zagadać. Skuteczność tej taktyki jest wynikiem naszego indyferentyzmu i słabej samoorganizacji. Tego akurat z całą pewnością moglibyśmy się nauczyć od Majdanu.

Jak pracują urzędnicy wiadomo nie od dziś.

Jolanta Gruszka (41 l.) jest dyrektorem generalnym Gabinetu Marszałek Sejmu Ewy Kopacz (57 l.). Zarabia miesięcznie 12,8 tys. zł. Co roku podwyżka i bonusy na święta. Do tego obowiązkowa trzynastka i roczna nagroda, czyli tak naprawdę kolejna, czternasta pensja. Nie zapominajmy też o dodatkach za staż pracy, służ­bo­wych smartfonach, limuzynach i najnowszych elek­tronicznych gadżetach. Oto prawda o tym jak żyją wysocy rangą urzędnicy w Polsce. (fakt.pl)

Dawno temu w naszym kraju mieszkało takie dziwne plemię, które nazywało się nomenklatura. Była to grupa ludzi uprzywilejowanych, którzy mogli piastować kluczowe stanowiska na szczeblu centralnymi i terenowym. Jeździli za granicę, kupowali reglamentowane dobra w sklepach za żółtymi firankami, mogli załatwiać sobie deficytowe towary (samochody). Musieli być członkami partii komunistycznej: PZPR.

Dziś pod pozorami demokracji i praworządności nowa nomenklatura żyje doskonale i robi to co chce. Jest może jedna różnica. Nasz naród jest dużo głupszy niż kiedyś i zgadza się, aby pełnić rolę niewolników, którym jaśnie oświeceni zabierają ponad 80 % efektów ich pracy. Coraz większą część społeczeństwa pogrąża się w nędzy ale ani myśli o buncie. System polityczny jest całkowicie zacementowany. Drogi awansu społecznego i kariery zawodowej bardzo ograniczone. Jedyna alternatywa to wyjazd albo polski surwiwal. Wielu ludzi tylko marzy o tym, aby wskoczyć do klasy uprzywilejowanych i doić hołotę. Szanse na to nie są duże.

Pisze do was Szanowni Niewolnicy!. Może podniesiemy głowę i zrobimy coś żeby odzyskać godność, panowanie nad majątkiem jaki wytwarzamy i poczucie sensu. Pomysł jest taki:

powołajmy organizację społeczną pod nazwą: Zmonitoruj swojego urzędnika! Każdy kto przystąpi do tego obywatelskiego stowarzyszenia w wolnej chwili sprawdziłby jakimi przywilejami cieszy się taki urzędnik państwowy, który jest jemu najbliższy albo jaki go interesuje. Oczywiście wszystko w granicach prawa, żeby nikt nie rozgonił imprezy.

Te informacje zamieszczane byłyby na portalu społecznościowy, gdzie toczyłyby się dyskusje na tak złowrogie tematy jak wolności obywatelskie w sensie ekonomicznym, politycznym i osobistym. Można by też organizować wybiórcze protesty przeciw szczególnie jaskrawym naruszeniom prawa.

Nawet sama władza namawia nas do aktywności w tym zakresie. Nie ma co się bać.

Bez głosów obywateli pewne problemy nigdy nie zostałyby zauważone. Jak powiedział niegdyś Prezes Urzędu Zamówień Publicznych: Żadna forma kontroli państwowej, nawet najlepiej zorganizowanej i realizowanej nie zastąpi kontroli obywatelskiej, społecznej, realizowanej na co dzień. Kontrola instytucjonalna nie ma szans na dotarcie zawsze i wszędzie tam, gdzie następuje przekroczenie przepisów. Natomiast w każdym takim przypadku mogą i powinni natychmiast reagować ci, którzy to widzą, których interes to narusza, między innymi członkowie społeczności lokalnej. (watchdog.org.pl)

Tylko ktoś nieświadomy i pełen złej woli myślałby, że wzywamy niewolników - niczym Spartakus - do podniesienia głowy i buntu. Nic podobnego. My tylko pragniemy powołania skromnej organizacji strażniczej, tak zwanego watchdoga, który kłapałyby paszczą na naszych umiłowanych władców.

 Niemożliwe? Szkoda czasu?

Działanie jest potrzebne

Można by za Szekspirem zapytać: Działać czy nie działać oto jest pytanie?

Dalej autorem targają poważne wątpliwości:

Kto postępuje godniej: ten, kto biernie

stoi pod gradem zajadłych strzał losu,

Czy ten, kto stawia opór morzu nieszczęść

I w walce kładzie im kres?

Ten dylemat nie jest prosty do rozwiązania zwłaszcza, że chętnych do działania i walki, jak się zdaje nie jest za dużo. Idzie oczywiście o działanie pro publico bono. Tu warto zaznaczyć, że praca we własnym partykularnym interesie np. porządne prowadzenie własnej firmy lub uczciwie pełniona funkcja publiczna może wpływać bardzo korzystnie na poszerzanie się pomyślności całej społeczności. To co prywatne wzmacnia dobro powszechne. Kiedyś mówiono, że państwo, naród jest bogaty bogactwem swoich obywateli (a nie ich rabowaniem jak obecnie).

Jeżeli więc byśmy mimo wszystko poważyli się na działanie, co nam do tego byłoby potrzebne?

Wola działania, czyli żelazna determinacja w dążeniu do celi. Do pokonywania trudności i przeciwności złowrogiego losu i niekiedy jeszcze gorszych ludzi złej woli. Zwykle mamy sporo ku temu okazji.

Jeżeli już człowiek podejmie działania warto, aby miał cel albo cele, do których zmierza. Cele dalekosiężne: jak na przykład całkowite zdekomunizowanie Polski, powszechna szczęśliwość (bardzo niebezpieczny cel), zbawienie, czy tylko zostanie milionerem. Przed celami dalekosiężnymi istotne są cele średnioterminowe: takie na kilka lat do przodu i cele krótkoterminowe liczone w perspektywie kilku miesięcznej. Życie bez celi jest…bezcelowe. Warto o tym pamiętać.

Tym na czym musimy się oprzeć jest system wartości, czyli to, co tak na prawdę jest dla nas ważne: rodzina czy firma, Pan Bóg czy mamona, nie zabijaj czy może raczej po trupach do przodu. Prawda czy dawanie fałszywego świadectwa o bliźnim. Idzie nie o to, co opowiadamy innym (deklarowany system wartości), ale o to jaki realnie  realizujemy w życiu. To nas wewnętrzny kompas. Kompas, a nie zegarek ministra Nowaka.

Bez motywacji ani rusz. Musimy się sami namówić do działania, czyli stać się człowiekiem autotelicznym, takim który sam własnym czynnościom nadaje sens i i motywuje siebie do działania. Często wbrew okolicznościom i przeszkodom.

Bardzo przydatna jest cierpliwość i wytrwałość w pokonywaniu przeszkód. Rzadko się zdarza aby na naszej drodze nie było barier, które musimy pokonać. Ten etos jest zawarty w wielu amerykańskich filmach: bohater mierzy się ze światem i pokonuje trudności piętrzące mu się na drodze. Boryka się z losem i zwycięża. Całkiem jak na Dzikim Zachodzie. Nawet może ulec, ale po walce. Oczywiście wszelkie generalizacje są uproszczeniem, niemniej w polskich filmach rozedrgany wewnętrznie osobnik, przeżywający niesłychane wewnętrzne rozterki przeważnie zamiast podjąć działanie pije flaszki, porzuca bądź jest porzucany i rozczula się rzewnie nad sobą. Czasem też relatywizuje na kotletem schabowym wypowiadając drewnianym głosem mętną ćwierć filozofię wymyśloną przez scenarzystę. Jak ma fart, to może go ominąć los rozdartego wewnętrznie pederasty.

Arete to odwaga. Jest ona do działania niezbędnie potrzebna. Dzielność: cnota cnót, bez której wszystkie inne cnoty nikną i nie mogą być realizowane. Jak jest z dzisiejszą dzielnością Polaków to niepokojące pytanie. Odwagę można wyrażać na polu bitwy, ale również w zwykłym codziennym życiu robiąc interesy i przyznając się do swoich poglądów. Antyprzykładów mamy bez liku: bo to i premier jakiś taki tchórzliwy i jego ministry nie lepsze. Dobrze, że Żołnierze Wyklęci przypominają nam standardy do jakich powinniśmy dorastać..

Na czym polegają nawyki skutecznego działania takie, jak opisał Steven Covey:

  1. Bądź proaktywny
  2. Zaczynaj z wizją końca
  3. Rób najpierw to, co najważniejsze
  4. Myśl w kategoriach wygrana-wygrana
  5. Staraj się najpierw zrozumieć, potem być zrozumiany
  6. Synergia
  7. Ostrzenie piły

Zainteresowanych szczegółami odsyłam do jego świetnej książki 7 nawyków skutecznego działania. Warto przeczytać i stosować.. Trzeba tylko, aby rzeczywiście te postulaty stały się twoimi nawykami.

Na koniec wspomnijmy o Inteligencji Emocjonalnej. Co ona nam proponuje, aby polepszyć jakość naszego działania, jakie kompetencje powinniśmy rozwijać:

  1. Najpierw to, co dotyczy Ciebie samego:

Samoświadomość czyli wiedza o tym jaki jesteś sam; jak reagujesz na stres, jak przeżywasz sukces, jakie emocje i myśli decydują o Twoim postępowaniu.

Samoocena-poczucie własnej wartości, dokładnie to samo, które rynsztokowe media głównego nurtu chcą zredukować i upodlić. Wysokie poczucie własnej wartości jest gwarancją tego, że nie poddasz się tresurze i sterowaniu i będziesz człowiekiem autonomicznym.

Samoregulacja polega na kontrolowaniu swoich stanów emocjonalnych, myśli i zachowania zgodnie z systemem norm i wartości jakie wyznajesz, przy czym idzie o dekalog, a nie wymysły relatywizujących ideologów.

  1. Kompetencje społeczne (relacje z innymi):

Empatia wiedza o tym, co czują inni.

Asertywność-umiejętność wyznaczania granic: fizycznych, emocjonalnych oraz wszelkich innych i bronienie ich.

Perswazja czyli wpływanie na innych na przykład w celu rozwiązywania konfliktów.

Przywództwo: zdolność tworzenia wizji i pobudzania ludzkiej motywacji do jej realizacji; zdolność zjednywania sobie zwolenników.

Współpraca- umiejętność organizowania działania w zespole.

  1. Kompetencje określające umiejętność skutecznego działania

Motywacja-o niej już mówiliśmy

Zdolności adaptacyjne – umiejętność działania w różnych zmieniających się warunkach, działanie w warunkach stresu i presji.

Sumienność oznacza rzetelność i odpowiedzialność w tym co się robi samemu i z innymi.

 

Czy we wszystkich tych rzeczach musimy być mistrzami? Oczywiście nie. Zgódźmy się na swoją niedoskonałość, a rojenia o byciu ideałem pozostawić celebrytom i owładniętym koniecznością kariery za wszelką cenę politykom.

Działaj mimo swoje niedoskonałości. Najlepiej już od jutra. Nic przecież Tobie nie przeszkadza, abyś się nauczył czego nie wiesz lub nie umiesz.

 

9 luty

Władza i Upiory Pierścienia Mocy

W książce Roberta Greene'a  48 Praw władzy znaleźć można  myśli inspirowane przez Księcia Niccolò Machiavellego oraz traktat Sun Tsy Sztuka wojenna. Lista zaczyna się od:

Prawo 1 Nigdy nie przyćmiewaj Mistrza!

Prawo 2 Nigdy nie ufaj zbytnio przyjaciołom, naucz się używać wrogów

Prawo 3 Zachowaj w tajemnicy twoje intencje

A kończy:

Prawo 46 Nigdy nie wydawaj się doskonały

Prawo 47 Nie przekraczaj celu, do jakiego dążyłeś; gdy zwyciężysz, wiedz gdzie się zatrzymać

Prawo 48 Przyjmij bezkształtną formę

Przesłanie tych wszystkich 48 praw przywodzi na myśl 3 x P: Przykazania Progresywnego Psychopaty. Ich praktyczne stosowanie może być zabójcze dla otoczenia i owocne dla podmiotu o ile ktoś chce życie spędzić jak największy zbrodniarz ludzkości Józef Stalin.

Władza i przemoc to są dwie strony tego samego medalu. Pisało o tym wielu filozofów i psychologów pragnąc zgłębić istotę tego zjawiska. Najważniejszą cechą państwa jest monopol na stosowanie przemocy. Może o tym się przekonać każdy kto zapragnie nie płacić podatków lub samodzielnie wymierzać sprawiedliwość.

Są tacy co uważają, że państwo jest w ogóle ludziom do niczego nie potrzebne i z jego istnienia wynikają wyłącznie koszty i kłopoty. Państwowcy kontrują, że gdyby nie państwo to obywatele łatwo staliby się niewolnikami innych organizacji, a zwłaszcza innych agresywnych, imperialistycznych państw (takich jak Rosja dajmy na to).

Jaki system rządów jest najlepszy?

Wielu powtarza wytarty bon mot głoszący, iż demokracja jest może niedoskonała, ale nikt nie wymyślił nic lepszego. De Tocqueville twierdził, że demokracja chce zawładnąć duszami obywateli, a dawni władcy zadowalali się szykanowaniem ciał, a dusze zostawiali w spokoju. Ustrój ten może być taką samą tyranią, jak każdy inny system. Uważał, że ludzie są zabawkami w ręku demokratycznego tyrana i są zniewoleni. Mówił to przecież długo przedtem zanim media zawładnęły naszymi umysłami.

Rodzaj ustroju ma wiele wspólnego z technologiami zarządzania. Istnieje wiele styli kierowania dobrze opisanych przez psychologów. Często głoszona jest idea, że nie ma jednego najlepszego stylu, ale dobry kierownik, czy władca powinien umieć stosować różne podejścia. Skuteczność metody wyznacza wiele czynników jakie musi rozpoznać dobry lider czy kierownik: rodzaj zadania (nowe – typowe), złe lub dobre relacje z grupą, realna siła władzy kierownika (czyli, co może naprawdę), motywacja i umiejętności pracownika(chce – nie chce, umie - nie umie). Style określają siłę oraz udział szefa w poczynaniach podwładnego, jak też charakter tego udziału. Kierownik może zarządzać w sposób demokratyczny lub autokratyczny, wizjonerski, trenerski lub zachowywać się jak poganiacz. Może też prezentować podejście laissez faire – czyli każdy robi, co chce. Wybór metody zależy od kontekstu (czynników, których pisaliśmy) . Szef może sterować dostarczaniem kar i nagród, ale też z pomocą inspiracji, empatii, motywowania podwładnego skłaniać go do przekraczania swoich ograniczeń oraz do rozwoju. Menedżer może być bardzo charyzmatyczny lub stosować „sucho” technologie zarządzania zespołem. Jak to zwykle: zdania na temat tego , co jest skuteczniejsze są podzielone.

Sprawowanie władzy małej czy dużej istotnie wpływa na człowieka. Bohdan Wojciszke w swoim tekście Psychologia władzy (NAUKA 2/2011 • 51-69) pisze o następujących zjawiskach z tym związanych:

Władze autor definiuje tak: Dlatego pominiemy tu przegląd różnych definicji, skupiając się tylko na jednej z nich zaproponowanej przez Joe Magee i Adama Galinsky’ego (2008), którzy powiadają, że władza to „asymetryczna kontrola nad cenionymi zasobami w relacjach społecznych” (s. 361). Choć zwięzła, definicja ta jest bogata w treść i podsumowuje rozważania wielu psychologów.(tamże)

Władza jest nie tyle zdobywana przez jednego człowiek ale przyznawana przez innych. Grupa wyłania lidera, bo ten jest potrzebny. Ta współpraca rządzonych i lidera niestety często rodzi problemy ponieważ władca rozciąga swoją kontrole na coraz większymi zasobami i ludźmi.

Istnieją cechy człowieka, które zwiększają jego szanse na bycie liderem: towarzyskość, sumienność, ekstrawersja, dominacja, odpowiedzialność. Nie lubimy raczej ludzi neurotycznych.

Władza jest zjawiskiem relacyjnym. Nie możliwa jest władza bez poddanych. Zupełnie jak w Małym sięciu Antoine de Saint-Exupéry:

Planeta Małego Księcia krążyła w okolicy planetek 325, 326, 327, 328, 329, 330. Zaczął więc od zwiedzania tych planet, aby znaleźć sobie zajęcie i czegoś się nauczyć.

Pierwszą zamieszkiwał Król. Ubrany w purpurę i gronostaje, siedział na tronie bardzo skromny, lecz majestatyczny.

- Oto poddany! - krzyknął Król, gdy zobaczył Małego Księcia.

Mały Książę spytał:

- Widzisz mnie przecież po raz pierwszy, w jaki więc sposób mogłeś mnie rozpoznać?

Nie wiedział, że dla królów świat jest bardzo prosty. Wszyscy ludzie są poddanymi.

I jeszcze myśl przypisywana Piotrowi I:

Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć przełożonego" Piotr I (car Rosji, ukaz z 1708 r.)

Władza ludzi zmienia i mechanizm tej zmiany jest dobrze opisany. W mózgu władcy coraz bardzie uaktywnia się tzw., układ apetytywny czyli dążenia do. Wzrasta apetyt na kontrolowane przez siebie zasoby a bodźce hamujące nikną. Rządzący nabiera perspektywy kota wśród myszy i liczą się dla niego przede wszystkim nagrody i możliwości ich wykorzystania, a ignoruje zagrożenia i wszelkie bariery w tym etyczne. Zwiększa się u niego tendencja do działań ryzykownych i niemoralnych. Władcy są bardzo zadowoleni a najbardziej oczywiście z siebie. O swoich podwładnych, czy poddanych myślą powierzchownie i stereotypowo. Ludzie sprawujący władzę mają trudności z rozpoznaniem konsekwencji – złych i dobrych – swoich działań .Generalnie lepiej przetwarzają informacji niż podwładni. Ludzie władzy mają silną motywację do dziania, ponieważ mają realne możność i siłę do pozyskiwani kolejnych zasobów. To ich kręci. Chyba, że spoty ich to , co przydarzyło się Midasowi, ale zadki przypadek.. Władcy lekceważą normy społeczne, są mnie empatyczni, za to bardziej skłonni do ryzyka. Wykazują tendencje do lekceważenie uczuć i punktu widzenia innych osób. Słabo czytają emocje innych ludzi. Często ich uprzedmiotowiają.

Władza rozumiana jako asymetryczna kontrola nad cenionymi zasobami jest władzą społeczną – możliwa jest tylko w jakiejś relacji społecznej, zaś jednostka posiada władzę tylko wtedy, kiedy jakaś inna jednostka posiada jej mniej i jest kontrolowana przez tę pierwszą. Obok władzy społecznej wyróżnia się także władzę osobistą, (tamże).  Władza osobista (pokaźny majątek) oznacza niezależność a władza społeczna (bycie prezydentem) zależność. Badania psychologów jasno dowodzą, że słowa lorda Actona są trafne: Władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie.

Morał: Jedynym skuteczny zabezpieczeniem jest kontrola społeczna, a nie obsadzanie stanowisk odpowiednimi ludźmi.

Św. Tomasz uważał, że człowiek realizuje się najpełniej w relacji z innymi ludźmi. Jest zupełnie co innego niż podejście T. Hobbesa z jego wojna wszystkich ze wszystkimi, wrodzonym egoizmie człowieka i koniecznością umowy społecznej. Twierdził również , iż najważniejszym spoiwem wspólnoty jest przyjaźń. Jaki system rządów uważał za najlepszy:
Przejęty od Arystotelesa, ale jakże inny od potocznych mniemań, jest moralny podział ustrojów państw. Tomasz uważa, że każda władza pochodzi z nadania społecznego w celu ochrony i rozwijania jej dobra wspólnego i może to realizować lub nie - zależy to osobistej moralności osób sprawujących władzę. W każdym więc sposobie sprawowania władzy może dojść do wypaczeń i nie ma wobec tego podstaw do myślenia, że sam tylko prawidłowo skonstruowany ustrój zapewni właściwe funkcjonowanie władzy. Tomasz zwraca uwagę, że dobre lub złe rządy, tak jak każde dobro lub zło moralne, zależą ostatecznie od samego człowieka.
http://www.tomizm.pl/?q=node/23

Demokracja nie jest uważana za najlepsze rozwiązanie. Ateny doprowadziła do ruiny i całkiem biedna Macedonia zawojowała państwa greckie ze szczętem. Podobno przekupiła całe elity greckie. Istnieje pogląd, że demokracja i republika mogą być dobre tylko w małych państwach. Najskuteczniejszy jest ustrój mieszany, czyli monarchia ograniczona konstytucyjnie, kontrolującą monarchę arystokracja i jakaś forma parlamentu, czyli demokracja, która kontroluje arystokrację. Monarchie mają tendencję do przekształcania się w tyranię. Wtedy rządy przejmuje arystokracja. Rządy arystokracji degenerują się i stają rządami oligarchii, czyli rządami niewielu w interesie niewielu.

Może pytanie, o najlepszą formę sprawowania władzy jest źle postawione. Każdy może być skuteczny w zależności od cech sytuacji i kontekstu.

Spór który system sprawowania rządów to sprawa niemożliwa do rozstrzygnięcia. Propagowanie demokracji jako kanonu wiary podawanego ludności do wierzenia ma na celu, to, żeby za bardzo nie dociekała, jakie elity na świecie sprawują realnie władzę i jak się dobierają. Media wykonują swoja robotę skrupulatnie i zgłuszają każdego, kto śmie myśleć inaczej.

Ludzie są niedoskonali i każde ich dzieło po jakimś czasie ulega erozji i arystokracja zamienia się w oligarchię, demokracja w pajdokrację, czy raczej teraz należałoby powiedzieć mediokrację. Najlepsza monarchia staje się tyranią.

Na koniec w kontekście zapowiadanej grabieży Lasów Państwowych, poprośmy Pana, aby jak najszybciej las Birnamski nawiedził naszych szpetnych nadzorców:

Dopóki las Birnamski nie powstanie,
Bunt mi nie grozi; moje panowanie
Jest niewzruszone. Podlegam jedynie
Prawom natury: czasowi, co płynie

Szekspir Makbet http://www.antoni-libera.pl/node/30


1 luty

Zdrada

 

Na początek kilka pytań:

  1. Jaki dzisiaj sens dla Polaków niesie pojęcie zdrady (stanu) ? To wcale nie jest takie oczywiste. Kto jest zdrajcą o kto nie i dlaczego? Jakie są kryteria oceny? Tu Jaruzelski i Tusk a tam Ryszard Kukliński i NSZ.
  2. Czy ten problem jest w ogóle dla Polaków istotny? Czy warto się nim zajmować? UE, globalizacja, nihilizm i relatywizm osączają nas zewsząd.
  3. Czy w ogóle jesteśmy w stanie zdradę dostrzec? Czy dysponujemy aparatem pojęciowym pozwalającym na to? Media nam w tym raczej nie pomogą, a samodzielne myślenie nie jest w cenie.
  4. Jakie konsekwencje rodzi dla narodu i państwa dokonanie zdrady człowieka, czy grupy ludzi? Jakie są skutki nie rozpoznawania zdrady?
  5. Jak kara powinna spotykać zdrajców?

Zapraszamy do dyskusji.

 

Stanisław Michalkiewicz napisał tekst: Zdrada panowie, ale stójcie cicho! (michalkiewicz.pl)  zamieszczony 14 stycznia 2014 przez serwis prawy.pl i następnie przez fronda.pl.

Autor analizuje działalność Wielce Szanownego Jerzego Owsiaka, zapowiadaną wizytę izraelskiego Knesetu w Polsce w obozie oświęcimskim oraz uchwalenie prawa o bratniej pomocy: Toteż MSW skierowało do Sejmu wycofany wcześniej na skutek hałasów w Internecie (bo niezależne media głównego nurtu oczywiście nabrały wody w usta) projekt ustawy legalizującej tzw. „bratnią pomoc” to znaczy - udział formacji zbrojnych państw trzecich w pacyfikowaniu rozruchów na terytorium Rzeczypospolitej, a Umiłowani Przywódcy w Sejmie 10 stycznia tę ustawę uchwalili. Za jej przyjęciem głosowało 198 posłów PO (Stefan Niesiołowski był przeciw), dziwnie osobliwa trzódka posła Palikota in corpore, to znaczy - wszystkich 30, podobnie jak 29 posłów PSL i 25 posłów SLD. Przeciw było 119 posłów PiS i 15 posłów Solidarnej Polski.

Tekst publicysty okazał się dla niektórych wydawców ciężkostrawny :

Rzecz wykryła i nagłośniła "Gazeta Wyborcza", Tomasz Terlikowski zareagował oświadczeniem:

    Tekst Stanisława Michalkiewicza, przedrukowany z portalu Prawy.pl, nie powinien znaleźć się na naszych stronach. Jego opublikowanie i przytoczenie skandalicznych słów o czasowo zamkniętych obozach koncentracyjnych było poważnym błędem, za który przepraszam. Gdy tylko dotarła do mnie informacja o tym tekście natychmiast podjąłem decyzję o jego usunięciu.

    Zapewniam, że tego typu poglądy nigdy nie były bliskie portalowi poświęconemu, i że w przyszłości nie będą na nim prezentowane. Nie będziemy już także przedrukowywać tekstów redaktora.

    Wszystkich oburzonych i zaskoczonych jeszcze raz przepraszam.

    Tomasz P. Terlikowski (polityce.pl)

Zdrada to pojęcie prawie nieobecne w naszej przestrzeni medialnej. Zapewne nie jest to przypadek.

Zdrajcy relatywizują oceny moralne swoich czynów i uciekają od jasnych etycznych ocen własnego postępowania. Nadają sobie specjalne prawa i sugerują głębię osobistych motywów, które zazwyczaj nie istnieją. Mówiąc inaczej: zdrajca niechętnie przystaje na miano zdrajcy.

Pojęcie zdrady w Polsce uległo relatywizacji. W końcu i Judasz mógłby powiedzieć, że miał dobre intencje i myślał o pomyślności swojego narodu. W dodatku znaki nie zawsze są tak oczywiste, jak zamaczane chleba w misie, czy judaszowe pocałunki.

Zdrajca zaś dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!».Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go.(MT 26, 48)

Zdrada dokonuje się przez kłamstwo lub danie fałszywego świadectwa, jak też poprzez uczynki. Następuje i wtedy, kiedy zdrajca nie do końca zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji swojego działania. Niewiadomo, co sobie myślał Efialtes z Trachit, który zdradził króla Leonidasa niemniej konsekwencje jego uczynku okazały się dla Spartan fatalne.

Profesor Tazbir zauważa, że im wyżej w hierarchii społecznej stał sprzedawczyk, tym zmniejszały się szanse na triumf sprawiedliwości: zdrajca plebejusz to zdrajca, a zdrajca magnat to magnat.( Janusz Tazbir Polacy na Kremlu Iskry) W dzisiejszej Polsce ten trend osiągnął swoje apogeum jak się zdaje, ponieważ bezkarność dla urzędującej szlachty za mniejsze i większe draństwa jest podniesiona do rangi doktryny systemowej.

Nie ukarane i nie napiętnowane zbrodnie pokazywały, że gdzie, jak gdzie, ale w Polsce nie ma powodu przejmować się grzechami wobec narodu. Przyniosło to w perspektywie dalszych wieków fatalne konsekwencje. Lista zdrajców jest długa jest długa:

Adam Poniński, Franciszek Ksawery Branicki, Szczęsny-Potocki czy Seweryn Rzewuski to łajdacy jakich mało, zdradzający nie dla idei, nie dla ambicji ale często za zwykły żołd. W przypadku Ponińskiego, było to 24 tys. dukatów inkasowane corocznie w rosyjskiej ambasadzie. Choć podczas Insurekcji Kościuszkowskiej większość z nich została osądzona to jednak z powodu nieobecności zdrajców wyroki wykonano in effigie (symbolicznie) (bibuła.com) Duża szkoda.

Czy jest możliwa zdrada, jeśli zdrajca nie utożsamia się z wartościami społeczności w jakiej żyje? Na przykład mieszka w Polsce i z jakiś względów nie czuje się Polakiem, ale kosmopolitą lub Rosjaninem? Naszym zdaniem decyduje to, czy słowem lub czynem szkodzi społeczność, narodowi pośród jakiego się urodził i jego subiektywne doznania nie mają tu zastosowania.

Jednak żeby zdrada była uznana za zdradę, musi jakoś się objawić (sam zamiar to za mało) i sprzedawczyk i społeczność muszą wiedzieć, że przekraczają granicę, normę (za którą określone postępowanie nazwane zostanie zdradą). Sam sprawca może uważać z naiwności lub przewrotności całkiem inaczej, co nie zmienia istoty sprawy. W zdradzie konieczny jest element manipulacji, czyli prowadzenie kogoś bez jego wiedzy i zgody do celi wiadomych manipulatorowi.

Jaka powinna być kara za zdradę?. Niekoniecznie od razu trzeba by każdego posyłać na szafot, ale dla prominentnych przedstawicieli władzy wydaje się to jak najbardziej sprawiedliwe zadośćuczynienie. Najgorszą z możliwych sytuacji jest bezkarność zdrajców i obojętność otoczenia, społeczeństwa na ich czyny. W czasie wojennym (na przykład w czasie II Wojny Światowej) w Polsce zdrada karana była śmiercią i nikt nie miał, co do tego wątpliwości , że tak ma być. Koniecznym warunkiem karania zdrajców jest sprawny aparat państwowy i wola tych, którzy mają władzę i mogą o tym decydować. Było tak kiedyś jest i tak obecnie, kiedy nie można skazać Kiszczaka, Jaruzelskiego, czy morderców Grzegorza Przemyka i wielu innych ofiar stanu wojennego. Indolencja państwa i wymiaru sprawiedliwości granicząca o włos ze zmową, zdradą, mafijna omertą.

Co spotkało Azję Tuchajbejowicza za zdradę wie każde dziecko w Polsce. Zapewne nie każdego zdrajcę trzeba koniecznie natychmiastowo wbijać na pal albo oddawać katu, żeby umierał na mękach, jednak bezkarność – jak dowodzi nasza historia - jest dla narodu i państwa bardzo szkodliwa.