Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

Blog marzec 2015

28 marca

Prywatne rekolekcje dla szybkich (?) i wściekłych (!!!)

Odcinek czwarty

Biurokracja, faryzeusze, czyli kto nas dręczy, na co dzień?

 

„Ostrzeżenie przed uczonymi w Piśmie

 Wtedy przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.” (Mt 23, 1))

„Redukcja liczby urzędników przypomina mi strzyżenie prosiąt: wełny mało, wrzasku dużo.”

Nikita Biełych, gubernator obwodu kirowskiego (Rosja)[1]

„Biurokracja to dobrze zorganizowana zaraza”

Na samej górze jest mafia, potem biurokracja, która wykonuje jej polecenia a na samym spodzie upodlony naród. Tak opisała strukturę społeczną III RP pewna pani, w programie Jana Pospieszalskiego Warto Rozmawiać poświęconemu patologii a często zwykłemu bandytyzmowi panującemu w spółdzielniach mieszkaniowych.

Czy faryzeusze byli urzędnikami? Zapewne w większości nie. Nie chodzi tu jednak o ich funkcję, ale o postawę, jaką reprezentowali wobec Jezusa i zwykłych ludzi. Będą oni dla nas figurą amorficznej klasy biurokratów, klasy, która oplotła nasze państwo i naród bardzo szczelną siecią i wysysa z nas wszelkie bogactwa, zabiera wolność i jest naszym dozorcą więziennym z ramienia mafii rodzimych i obcych agentur.

Administracja publiczna istnieć musi, podobnie jak państwo musi posiadać określone formy przymusu, które są sformalizowane i zbiurokratyzowane. W naszym pięknym kraju biurokracja zawłaszczyła olbrzymie obszary naszej rzeczywistości i proces posuwa się dalej. To wszystko zaczęło się gdzieś w okolicach grubej kreski, kiedy biurokracja peerelowska i „nowi” wzajemnie przemieszali się i stworzyli amorficzną hybrydę. Niezbyt wysokie morale jednych i drugich (przy powszechnym braku kwalifikacji) spowodowało bardzo szybki rozrost biurokratury.

Zewnętrzny obserwator łatwo może zarzucać aparatowi biurokratycznemu nieumiejętność podejmowania decyzji, nadmiar papierków i asekurację. „Jednakże samodzielny pracownik, na którym spoczywa odpowiedzialność za doskonałą usługę widzi sprawy inaczej. Nie chce ponosić zbyt dużego ryzyka, woli się zabezpieczyć i być podwójnie pewnym, że nie popełni błędu.”(Ludwik Mises Ludzkie Działanie)

Wszystkie problemy z biurokracją biorą się stąd, że w gruncie rzeczy nie ma żadnego sposobu, aby sprawdzić za pomocą bilansu strat i zysków czy jej działanie ma sens czy nie. Po części z tego powodu jej zmorą jest przyciąganie i awansowanie osób niekompetentnych. W zabawny sposób opisał to zjawisko Lurence Peter formułując sławna Zasadę Petera, która głosi, że w hierarchii każdy pracownik stara się wznieść na swój szczebel niekompetencji, a z biegiem czasu każde stanowisko zostanie objęte przez pracownika, który nie ich nie ma, a pracę zaś wykonują ci, którzy nie osiągnęli jeszcze swego szczebla niekompetencji. Patrząc na nasze życie publiczne nie można się oprzeć przekonaniu, że z całą energią wcielamy Zasadę Petera w życie. A im na wyższym poziomie hierarchii urzędnik realizuje swą niekompetencję, tym koszty dla środowiska są większe (my jesteśmy tym środowiskiem przecież).

Nie są to wszystkie negatywne zjawiska związane z Zasadą Petera. Każda hierarchia odrzuca (złuszcza) ludzi bardzo kompetentnych i bardzo niekompetentnych. Szczególnie z punktu widzenia hierarchii niepożądana jest superkompetencja, ponieważ burzy ona samą hierarchię i jest dla niej śmiertelnym niebezpieczeństwem. Nauczyciel wyrastający poza system, wybitny polityk, dziennikarz pozostają często poza systemem, hierarchią, która nigdy nie zaniecha okazji, aby ich zniszczyć.

Jeszcze nie było takiego przypadku żeby urzędnicy z własnej woli znieśli swoje przywileje i ograniczyli swoje samodzierżawie. Jedyny interes, jaki jest dla nich ważny to interes ich środowiska: biurokratury – grupy, dzięki, której realizują swoje cele i dobrze się mają.

Pracowity urzędnik pracuje realnie dziennie najwyżej 3 godziny a cała reszta to bicie piany i picie herbaty.

Dzięki etatom politycy mogą na stanowiska kierować swoich spolegliwych partyjnych braci, dzięki czemu mają w reku bardzo wymierne narzędzie kontroli, którego za nic się nie wyrzekną podobnie jak dotacji z budżetu. Wielu ludzi natomiast (a może prawie wszyscy) za dobry urzędniczy etat dałoby sobie odciąć jedną rękę.

Ech, tak sobie pourzędować…to dopiero życie! A po nas…choćby potop!

Epfraim Kisson pisze o tym zjawisku tak:

„Obywatel popełnia, bowiem podstawowy błąd: biurokracja nie jest chorobą państwowości — to ona sama jest państwowością. Tak jest, biurokracja to apolityczny system rządów, który panuje dziś niepodzielnie w całym świecie, biurokracja to imperium biurokratów.

(…) To biurokraci są u steru. W agendach rządowych, administracjach miejskich, urzędach, fundacjach, związkach zawodowych, ba, nawet w samych partiach robotniczych można zaobserwować ten sam radujący serce obrazek: biuro, w którym umęczony urzędnik od świtu do nocy zaharowuje się na śmierć, a wokół siedem biur, w których siedmiu panów za siedmioma gazetami sportowymi siedem razy zasypia.(…)

Ladies andgentlemen, od tych panów za mało się wymaga, i: po prostu nie mają nic do roboty. I dlatego trzeba im dostarczać zajęcia. Zamiast jednego formularza dla jednego urzędnika wymyśla się, więc siedem formularzy dla siedmiu urzędników, które rzecz jasna muszą być wtedy koniecznie opatrzone siedmioma pieczątkami. Ale bynajmniej nie w tym samym biurze, Boże uchowaj — każdy stempelek ma naturalnie własne biuro.[2]

Podsumujmy:

Oni, urzędnicy, biurokratury, nowa klasa, nomenklatura

Miejsce: Są praktycznie wszędzie. Oczywiście w administracji rządowej i samorządowej, służbie zdrowia, wojsku, policji. W organizacjach związkowych, zarządach spółek skarbu państwa. Z biurokracji składają się partie polityczne i związki zawodowe i częściowo Kościół.

Pochodzenie: stara nomenklatura i nowa klasa próżniacza, która wyrosła w czasach 3 RP. Urzędnicy rodzimi i unijni

Funkcja: Nie wykonują żadnej pracy, którą można zmierzyć wskaźnikiem efektywności. W większości nie są nikomu do niczego potrzebni, mimo że posiadają ogromną władzę nad nami. Nie pochodzą z żadnego demokratycznego wyboru. Członkowie tej sekty wyzyskiwaczy przyjmowani są na zasadzi kooptacji (zwłaszcza ci stojący na wyższych szczeblach hierarchii urzędniczej). Jak pisze Ludwik Mises w każdym państwie potrzebne jest trochę biurokracji ale tylko trochę. Są to miejsca i sektory gdzie trudno zmierzyć efektywność pracy (policja na przykład)

Zmiana: Żadna jeszcze biurokracja nie zreformowała się sama. Nawet rewolucja nie jest lekiem na te zło. Rewolucja po prostu wytwarza nową biurokracje, która niejako nakłada się na te starą.

Wolność. Ta klasa jest największym wrogiem naszej wolności w  sensie gospodarczym, osobistym i politycznym. I musimy być tego świadomi.

Harry Teasley przez całe życie walczył z nią w USA . Sformułował 7 praw dotyczących jej funkcjonowania, które warto poznać:

Zasada nr 1: Za wszelką cenę utrzymaj problem! Problemy są podstawą władzy, korzyści, przywilejów i bezpieczeństwa. Problemy, a nie rozwiązania są podstawą sprawowania władzy. Wojna z ubóstwem, bezrobocie, przeciwdziałanie przemocy w rodzinie, walka z korupcją i tak dalej.

Zasada nr 3: Jeśli nie ma wystarczająco dużo kryzysów, stwórz je — nawet tam, gdzie żadne nie istnieją. Autor jako przykład podaje wojnę z Irakiem.

Zasada nr 4: Kontroluj przepływ informacji, udając otwartość

„Pół żartem, pół serio, wydają ogromne sumy pieniędzy na wszystkich szczeblach, próbując przekonać społeczeństwo i media o tym, że wcale nie próbują ich o niczym przekonać. W zamian proponują terminy takie, jak „sprawy publiczne”, „informacje publiczne”, „komunikacja i relacje publiczne”, „zaangażowanie publiczne”, po to, by uniknąć krytyki. Chodzi o to, że biurokracje rządowe nie chcą być postrzegane jako kontrolujące przepływ informacji, więc tworzą pozory zapewniania społeczeństwu wszystkich wiadomości, których ono chce i potrzebuje. Jednocześnie chcą wydawać się życzliwe, nie perswazyjne.” (mises.pl/blog)

Zasada nr 4a: Zaprzeczaj, zwlekaj, utajniaj, przekręcaj i kłam

Postępowanie rządu w sprawie Tragedii Smoleńskiej i setek innych afer obecnej administracji jest tego świetnym przykładem.

Zasada nr 5: Zwiększ rozgłos — zbuduj przykrywkę na powszechnej potrzebie pomagania innym

„Biurokracja rządowa wykształciła się na retoryce populistycznej. Biurokraci wyszkolili się w przemawianiu i kontakcie z prasą z punktu widzenia „pomocy innym”. To przekształcenie ludzkiego podejścia w relacjach z mediami, nauczanego jako najlepsza metoda na promocję i wzbudzenie zainteresowania mediów. Niemal każdy program rządowy — niezależnie od kosztów finansowych i ograniczeń wolności osobistej z nim się wiążących — może być sprzedany jako pozytywny poprzez media, jeśli tylko będzie reklamowany jako program na rzecz dzieci, środowiska, osób starszych, ubogich, bezdomnych, obrony narodowej, bezpieczeństwa narodowego czy chorych.”(mises.pl/blog)

Zasada nr 6: Stwarzaj uprzywilejowane grupy poprzez koncentrację korzyści, a kosztami obciążaj politycznych przeciwników.

Zasada nr 7: Demonizuj tych, którzy mówią prawdę i nie boją się powiedzieć: „Cesarz jest nagi” (mises.pl/blog)

Dwa słowa na koniec.

Może warto zawalczyć o wolność. Zorganizujmy ogólnopolską grę terenową pod tytułem: Mniej biurokracji to więcej wolności! Nie mamy nic do stracenia, a w każdym razie niewiele. Co można zrobić?

  1. Zacząć monitorować przywileje i działania biurokracji i władzy. Grupowo i Internetowo, na każdym poziomie.
  2. Stworzyć lokalne, a może i ogólnopolskie programy nieposłuszeństwa obywatelskiego.(tu link: http://solidarni2010.pl/12812-narodowa-kontrrewolucja-antysystemowa-8211-program-pozytywny.html )
  3. Zainteresować tymi działaniami, grupy, które na tym mogą skorzystać: np.: przedsiębiorców, pacjentów, pokrzywdzonych przez system.

Przypisy o polskiej biurokracji.

  1. Fundacja Republikańska opublikowała raport „Mapa Zatrudnienia w Sektorze Publicznym”. Celem analizy było wskazanie na podstawie danych źródłowych rzeczywistego rozmiaru zatrudnienia w polskim sektorze publicznym. Jako środowisko Fundacji Republikańskiej wychodzimy z założenia, że obywatel płacący podatki, a zarazem finansujący utrzymanie osób zatrudnionych przez państwo, ma prawo do informacji o kosztach państwa

Z naszych analiz wynika, że w Polsce w roku 2012 zatrudnionych było 1,8 mln. pracowników sektora publicznego, a na ich wynagrodzenia wydaje się ponad 88 mld zł. Polska zajmuje 10. miejsce na 20 państw OECD pod względem rozmiarów administracji w stosunku do liczby obywateli. Najlepiej w tym rankingu wypada Korea Południowa. Warto zaznaczyć, że poziom kosztów czy zatrudnienia nie mówi o tym, czy administracja ułatwia życie, czy utrudnia. Co więcej, obecnie nic o tym nie mówi, gdyż żaden urząd nie ma systemu oceny jakości funkcjonowania. W Polsce nie działa system zarządzania przez cele oraz wskaźnikowania realizacji zadań publicznych, dlatego trudno jest zweryfikować efektywność za pomocą liczb. Ponadto z analiz zawartych w raporcie wynika, że wiele funkcji państwa jest dublowanych na różnych poziomach. Te same inspekcje, nadzory, urzędy funkcjonują jako podległe ministerstwom, wojewodom, a następnie samorządom. Wygląda na to, że proces unifikacji administracji został zatrzymany. Do tego niektóre procedury zajmują bardzo dużo czasu. Tylko na sprawozdawczość finansową przedsiębiorcy rocznie przeznaczają średnio ponad 247 godzin. Według autorów raportu największą barierą rozwoju Polski jest właśnie biurokracja.[3]

  1. W Polsce w życie weszło łącznie 25 634 stron maszynopisu nowego prawa, nowych ustaw, rozporządzeń i innych dokumentów, które tworzą lub zmieniają obowiązujące przepisy prawa – wynika z obliczeń firmy Grant Thornton za 2014 r. To absolutny rekord. Okazuje się, że ubiegłoroczny wynik jest o 11 proc. wyższy niż w 2013 r., 22 proc. więcej niż dekadę temu i aż 745 proc. więcej niż 20 lat temu. Gdyby przedsiębiorca chciał przeczytać wszystkie wchodzące w życie akty prawne, musiałby  na to poświęcać średnio 206 minut każdego dnia.[4]

 

  1. Dla połowy przedsiębiorców regulacje i nadmierna biurokracja są największym hamulcem rozwoju - wynika z badania IBR 2013. To dla przedsiębiorców większy problem niż niepewność gospodarcza czy koszty finansowania inwestycji. Firmy szacują, że ich przychody byłyby 5-10 proc. wyższe, gdyby nie musieli się zmagać z problemami biurokratycznymi. W rezultacie podniosłoby to ich przychody o 200 mld zł.[5]

 

  1. Biurokracja w statystyce

 

Liczba urzędników w Polsce przekracza wszelkie granice rozsądku. Administracja państwowa, jak i samorządowa (bez wojska i ZUS-u) w 1990 r. liczyła 158,6 tys. zatrudnionych, a w 2012 r. przeciętne zatrudnienie urzędników wyniosło już ok. 431 tys. osób. W ww. okresie wzrost administracji wyniósł 172 proc., co stanowi swoisty rekord marnotrawstwa funduszy publicznych, uwzględniając jakość pracy i skuteczność działania tej grupy na rzecz dobra wspólnego. Suma wynagrodzeń w administracji państwowej i samorządowej w 2012 r. wyniosła 22 mld zł.

Rozrost administracji publicznej jest procesem ciągłym. W latach 2005-2012 przybyło 63 tys. urzędników, tj. ponad 17 proc. Największy wzrost, blisko 23 proc., uwidocznił się w administracji samorządowej, administracja rządowa zaś przyrosła o 10 proc. przeciętne zatrudnienie w tych sektorach w 2012 r. wyniosło odpowiednio 248,6 tys. i 181 tys. osób. Suma wynagrodzeń w administracji państwowej i samorządowej w 2012 r. wyniosła 22 mld zł.

Przeciętne wynagrodzenie urzędników publicznych (państwowych i samorządowych) w 2012 r. wyniosło 4,33 tys. zł miesięcznie. W sektorze prywatnym przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto, w tym samym roku, wyniosło 3,3 tys. zł, czyli o 32,4 proc. mniej niż pensja urzędnicza, a to przecież ta grupa składa się, płacąc podatki, na apanaże pracowników administracyjnych. Wzrost przeciętnego wynagrodzenia kadry urzędniczej w latach 2005–2012 wyniósł blisko 42 proc., w tym w administracji państwowej 37 proc., a samorządowej 48 proc[6]

 

  1. Choroba „biurokracji” dopadła nawet polskie wojsko.

 

W 1989 roku – w czasie transformacji – polska armia liczyła 250 tys. żołnierzy. Do 2012 roku liczba ta spadła o połowę – do 120 tys. żołnierzy, z czego tylko 96,7 tys. to aktywni żołnierze zawodowi. Jednak polska armia, po przejściu w formę „zawodową”, stała się wielkim biurem dla wojskowych – wg Dziennika Gazety Prawnej nawet 70-80% całej armii (pomijając rezerwy), to „żołnierze biurowi”, czyli urzędnicy w mundurach. Ministerstwo Obrony Narodowej zapewniało, że trzeba tę sytuację poprawić, jednak na obietnicach się skończyło. Obecnie nie wiadomo, którzy żołnierze potrafią walczyć, a którzy tylko pracują za biurkiem i wypełniają papierki[7]

 

  1. Ludzie piszą – „Służę w wojsku blisko 25 lat, byłem na misji w Iraku i Afganistanie i takiego picu i bajeru to nawet za komuny nie było. Powiem szczerze – mamy na 100 tyś. armię tylko 20 tyś. żołnierzy pod bronią – ponieważ 80 tyś. przerzuca się papierami i większość z nich nie trzymała broni w ręku od lat. 7 lat temu mieliśmy blisko 500 tyś. armię w tym 50 tyś. urzędników wojskowych- więc pod bronią było 450 tyś, ale minister Klich generałom kazał zrobić reformę więc zrobili: – zwolnili 300 tyś. żołnierzy służby zasadniczej do domu i blisko 100 tyś. zawodowych z jednostek bojowych. – zwiększyli 3 krotnie urzędników wojskowych, którzy przerzucają się papierami np: kiedyś była logistyka jednostek wojskowych więc równolegle powołano wielotysięczny Inspektorat Wsparcia, który dubluje logistykę, a żeby było mało powołano Wojskowe Oddziały Gospodarcze które również dublują logistykę – tym sposobem dziesiątki generałów i tysiące pułkowników siedzą nad papierami i przybiją pieczątki logistyce jednostek. – Stworzono tysiące etatów tak niezbędnych wojsku jak: psycholodzy, pedagodzy, księża, wychowawcy, socjolodzy itp – zwiększono ilość etatów generalskich – mamy ich więcej niż armia USA, a nawet więcej niż 20 mln. armia Chin !!! – pozostawiono dla picu 20 tyś. żołnierzy z jednostek liniowych – którzy w kółko jeżdżą na misje – niektórzy byli po kilka razy, i ci ludzie nie będą w stanie obronić 1 województwa, a co dopiero całego kraju. Obecnie w telewizji – zauważyliście -pokazuje się świetny sprzęt – OK, tylko zwróćcie uwagę, że nie pokażą Wam ich ilości – a jest tego po kilkanaście/ kilkadziesiąt egzemplarzy na całą Polskę. W picu jesteśmy mistrzami świata tylko 20 tysięczną armią ludzi pod bronią i świetnym sprzętem, ale w śmiesznych ilościach po kilkadziesiąt sztuk nie obronimy się przed Białorusią i Ukrainą o Rosji nie mówię (ich jedna ze 100 dywizji liczy więcej żołnierzy i sprzętu niż nasze 20 tyś. wojsko). Przypominam w naszej 100 tyś. armii , 80 tyś. biurokratów wojskowych nie potrafi walczyć chyba, że z kwitami! Jak się zainteresujecie, to dowiecie się, że identyczna sytuacja była tuż przed rozbiorami Polski.” Islamiści pokazują teraz swoje oblicze w Iraku i nie tylko tam – Totenkopf oraz Einsatzgruppen pod egidą USA i Anglików osiągnęli swój cel, wyszkolili super zbrodniarzy nad którymi stracili kontrolę. To są fakty. Autor: Darek[8]
  1. Wymiar sprawiedliwości: Moja diagnoza jest pesymistyczna. Państwo nie gwarantuje dziś sprawiedliwości, wymiar sprawiedliwości daleki jest od uczciwości. Skala krzywd, z jakimi się stykam, jest ogromna. Nawet, jeśli wziąć pod uwagę, że trafiają do mnie tylko ci, którzy czują się pokrzywdzeni. Jako wieloletni sędzia często nie mogę pojąć, jak możliwe są pewne wyroki i niektóre decyzje. Jak można skazać czło­wieka na dożywocie za podwójne zabójstwo w sytuacji, gdy sędzia w uzasadnieniu nie wskazuje żadnych, ale to żadnych dowodów? Jak można skazać kogoś na 25 lat bez dowo­dów na udział w zbrodni? Albo na siedem wyłącznie na podstawie pomówienia, zresztą odwołanego? A z drugiej strony ewidentne zbrodnie uchodzą bez kary. Znam dobrze sprawę, w której wszystko wskazuje na to, że młoda dziewczyna została zamordowana, ale prokurator na poważnie twierdzi, iż popełniła samobójstwo, trując się cyjankiem, a następnie w boleściach rzucała się po mieszkaniu, ponabijała sobie mnóstwo  siniaków, po czym wysprzątała mieszkanie i zmarła. Takich przykładów jest wiele.[9]

 

  1. Świątynie sprawiedliwości, w których sędziowie ubrani w majestatyczne togi celebrują misję szafarzy prawa. Misteria rozpraw, teatr bezstronności. Miejsca, w których zapadają decyzje o winie bądź niewinności, majątku lub nędzy, małżeństwie, dzieciach. O życiu człowieka. To fasada, którą widzą ludzie z zewnątrz. Faktycznie sądy są wielkimi fabrykami, w których oprócz kapłanów uświęcających w imieniu państwa wyroki krząta się armia pracowników. W 299 jednostkach roi się od ludzkich mrówek, na które zwykle nie zwraca się uwagi. Ci wszyscy panowie i panie protokolantki, osoby odbierające pisma w okienku podawczym, woźni, sekretarze... 31-tysięczny legion urzędników sądowych i personelu pomocniczego (nie licząc asystentów i referendarzy). Jest ich niemal trzy razy więcej niż sędziów, a bez ich wysiłków sądowniczy mechanizm nie byłby w stanie funkcjonować. Żarna mielące prawo zastygłyby w bezruchu. Paradoksalnie to grupa pracowników źle opłacanych. I nie zawsze dobrze traktowanych.

 

Oni sami przyrównują siebie do współczesnych niewolników; mówią, że mają mniej praw – i pieniędzy – niż kasjerki w supermarketach albo obsługa call center. Państwowa Inspekcja Pracy do sądów boi się zaglądać. Walczyć przed sądami pracy za bardzo też nie mogą – pracownik sądu pozywający pracodawcę, czyli sąd, nie jest w najlepszej sytuacji. No i jeszcze cywilizacyjny, zabawny paradoks: oni nie mogą liczyć na benefity w postaci np. prywatnej opieki medycznej, karnetów na siłownię także nie dostaną. Jedyne, czego można im zazdrościć – choć nie wszystkim i nie do końca – to pewnego bezpieczeństwa, jakie daje praca na państwowym etacie. Jednak także i to odchodzi w przeszłość – miejsce urzędników coraz częściej zajmują ludzie wynajmowani na zasadzie outsourcingu z agencji pracy tymczasowej. Ostatnio urzędnicy sądowi zaczęli się buntować, publicznie podnosić, że dla nich – wyrobników sprawiedliwości – właśnie tej brakuje. Ostatniego dnia października pod gmachem Ministerstwa Sprawiedliwości pracownicy sądownictwa zorganizowani w strukturach Solidarności odprawili obrzęd dziadów.[10]



[1] „Forum”, 14 lutego 2011.

[2] Epfraim Kishon, Z zapisków podatnika. bilans satyryczny, Wydawnictwo M, Kraków, 1994

 

[3] http://www.forbes.pl/biurokracja-najwiekszym-problemem-polskiego-sektora-publicznego,artykuly,167734,1,1.html

[4] http://www.pb.pl/4017959,70224,padl-rekord-biurokracji-w-polsce

[5] http://www.bankier.pl/wiadomosc/Gdyby-nie-biurokracja-polscy-przedsiebiorcy-zyskaliby-200-mld-zl-3010891.html

[6] http://niezalezna.pl/56047-w-okowach-biurokracji

[7] http://www.resulto.pl/baza-wiedzy/liczba-urzednikow-w-polsce-a-zuzycie-papieru/

[8] http://www.wykop.pl/link/2117748/szokujaca-prawda-o-polskiej-armii-dziennik-polski/

[9] http://aferyprawa.eu/Afery/Janusz_Wojciechowski

[10] http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/834085,wspolczesne-niewolnictwo-w-polskim-sadownictwie.html

21 marca

Prywatne rekolekcje dla szybkich (?) i wściekłych (!!!)

Odcinek trzeci

Zdrada

Wtedy szatan wszedł w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu. Poszedł więc i umówił się z arcykapłanami i dowódcami straży, jak ma im Go wydać. Ucieszyli się i ułożyli się z nim, że dadzą mu pieniądze. On zgodził się i szukał sposobności, żeby im Go wydać bez wiedzy tłumu. (Łk, 22, 3)

 

Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca. (Mk,  14, 42)

 

Według dostępnych danych cząstkowych oraz wykonanych na ich podstawie szacunków najwyższy w historii PRL wzrost liczebności tajnych współpracowników nastąpił pod koniec 1988 r., gdy ich liczba sięgnęła niemal 100 tys.37 Było to więcej niż w szczytowym okresie epoki stalinowskiej. Jeśliby doliczyć do tej liczby kontakty operacyjne (około 15 tys. w roku 1985), służbowe oraz lokale kontaktowe, to ogólna liczba osobowych źródeł informacji znacznie przekraczała 100 tys[1].

[i]

Jeśli nie poradzimy sobie z jasnym określeniem, czym jest zdrada nigdy nie wyeliminujemy zdrajców i agentów z naszego życia, zawsze będziemy błądzili we mgle. Cóż… W czasie kryzysów strzeżcie się agentur! jak ostrzegał Józef Piłsudski.

Judasz był najlepiej wykształconym z apostołów. Nosił trzos z pieniędzmi i często wykazywał niezbyt szczerą skłonność do oszczędzania. Dlaczego zdradził? Z chęci zysku? W końcu dostał 30 srebrników. Ze strachu? Dla władzy? Skoro zdradził to, dlaczego się powiesił? Są tacy, co uważają, że uznał, że jego grzech jest większy niż Boskie Miłosierdzie.

 Jak w Polsce wyglądała historia zdrady?

Czy można stworzyć jednoznaczne kryteria zdrady? Aleksander Kwaśniewski, Donald Tusk, Józef Oleksy, Leszek Miller, Radosław Sikorski, Bronisław Komorowski czy to są zdrajcy? Jedni w niejasnych okolicznościach kontaktowali się z przedstawicielami obcych służb specjalnych, działali ewidentnie na niekorzyść ojczyzny, składali wiernopoddańcze deklaracja obcym przywódcom, zamiast dbać o dobre imię Polski (Jedwabne) upijali się na uroczystościach państwowych w Charkowie, zawierali niejawne porozumienia szefami obcych mocarstw (na Westerplatte) godzące w nasze interesy. A jak potraktować podpisanie przez Waldemara Pawlaka przedziwnie niekorzystnej umowy gazowej[2] z Rosją w 2010 roku? Jak traktować obecne próby wyprzedaż Lasów Państwowych przez PO czy PSL? Czy zdrada czy niekompetencja? Ale najważniejsze, dlaczego nic nas to nie obchodzi? Może źródeł tego niepokojącego faktu należy szukać w historii.

Gdzieś od mniej więcej końca XVII wieku ryzyko kary za zdradę w Polsce staje się z biegiem czasu coraz mniejsze. Dziś praktycznie nie istnieje. Czy to przypadek, może jakaś osobliwa dolegliwość narodowa? A może po prostu konsekwencja wielu lat wysiłków, przede wszystkim Niemiec i Rosji? Czasem jest to historia bardzo bliska.

- W dniach 9-11 lipca 1989 roku wizytę w Polsce składał Prezydent USA George Bush. W swej, wydanej w 2000 roku, również w Polsce – książce pt.: "Świat przekształcony” pisze on: "…to co miało być dziesięciominutowym spotkaniem przy kawie, przekształciło się w dwugodzinną dyskusję. Jaruzelski  mówił o swojej niechęci kandydowania na fotel prezydenta i pragnieniu uniknięcia wewnętrznych konfliktów tak Polsce niepotrzebnych… Powiedziałem, że jego odmowa kandydowania może mimo woli doprowadzić do groźnego w skutkach braku stabilności i nalegałem, aby przemyślał ponownie swoją decyzję" - cytuje Busha Jaruzelski.

Jaruzelski dowodzi też, że był ceniony przez Busha za swoje doświadczenie. Oto fragment książki Busha, który zacytował przy tej okazji generał: - "Zakrawało to na ironię, że amerykański prezydent usiłuje nakłonić przywódcę komunistycznego do ubiegania się o urząd polityczny. Byłem jednak przekonany, że doświadczenie, jakie posiadał Jaruzelski stanowiło najlepszą nadzieję na sprawne przeprowadzenie zmian okresu przejściowego w Polsce”.[3] 

Zdrajcy zwykle miej, czy bardziej bezczelnie starają się swoim działaniom przypisać wyższe motywy i racjonalizować swoje postępki, jednak przy bliższym oglądzie zazwyczaj można dojrzeć – mówiąc nieco teatralnie – srebrniki sypiące się z rękawa kanalii.

Targowiczanie stali się symbolem zdrady narodowej, ale chyba dużo bardziej niż oni zasługują na to wszyscy prominentni współtwórcy PRL-elu. Ich potomkowie w trzecim czy czwartym pokoleniu żyją dalej (niestety wśród nas) i dbają o swoje interesy.

Podsumowując można wymienić takie motywy zdrady:

  • Wartości materialne
  • Władza
  • Zemsta
  • Psychopatyczna chęć krzywdzenia ludzi, czy całych nacji
  • Zawiść
  • Antypolonizm
  • Lęk, strach
  • Naiwność i głupota (pożyteczni idioci)
  • Zaślepiona miłość

Doskonale widać te motywy w wypowiedzi Marysi Sokołowskiej, kiedy uzasadniała swoje twierdzenie, że Donald Tusk jest zdrajcą.[4] Motywy najczęściej występują w różnych konfiguracjach i połączeniach, a zazwyczaj pieniądze łączą się z władzą, o ile nie formalną to ze słodką świadomością wpływania na cudze życie. Czasem powody są bardziej osobiste: zdarza się brat donoszący na brata, żona na męża…

Zdrajcy mają tendencje do ukrywania swoich motywów i prezentowania siebie nie jako merkantylne kanalie żądne władzy i luksusu, ale hamletyzujące, rozdarte postacie cierpiące za naród i muszące wybierać pomiędzy mniejszym, a większym złem. Nie jest to prawda w większości wypadków. W wielu dostępnych relacjach (na przykład Lesława Maleszki) uderza to, że w gruncie rzeczy nie mają nic na swoje usprawiedliwienie.

Świadomość tego, że jest się zdrajcą jest zbyt niemiła, aby ją dopuścić do własnej świadomości. Dlaczego? Mało, kto może żyć w miarę komfortowo z przekonaniem, że sprzedał siebie lub innych (nawet, jeśli nie podziela wartości takich jak wiara, ojczyzna, niepodległość) za wartości materialne i władzę lub lukratywną synekurę. Jest w tym coś z prostytucji duchowej i fizycznej a raczej nikt nie chce uchodzić z ladacznicę w oczach własnych czy cudzych.

Jaruzelski chciał, żeby sądziła go historia (jakby to wykluczało osąd ludzki) i kreował się na kogoś pomiędzy Konradem Wallenrodem, a Juliuszem Cezarem, który internował i zabił bardzo wielu Brutusów.

 Nie bez kozery uważa się, że jak ktoś raz zdradził, ten będzie bardziej skłonny do zdrady na przyszłość. Mimo że sprzedawczycy są bardzo użyteczni (jest takie powiedzenie, że ponoć nie ma takiej bramy w murze, której nie przejedzie osioł z workiem pełnym złota), to jednak w żadnej chyba kulturze zdrajca nie cieszy się szacunkiem. Mogą oni, co prawda organizować na własny użytek specjalną subkulturę i szczycić się tym ostentacyjnym kosmopolityzmem i lekceważyć swoją ojczyznę, jak to się dzieje u nas. Wytwarzać miraże i złudzenia, ale tacy ludzi nigdzie nie są naprawdę szanowani i traktowani są zaledwie jako narzędzie polityki.

Owi judasze zgodnie z prawem konsekwencji opisanym przez profesora Cialdiniego muszą swoje dawniejsze wybory i działania potwierdzać głoszeniem dziś niesprzecznych z nimi poglądów, Muszą dalej zachowywać się konsekwentnie, ponieważ w przeciwnym przypadku sami przed sobą przyznaliby się pośrednio, że zrobili źle i wyrządzili konkretnym osobom bądź społecznościom krzywdę.

Zdrajca stosuje kilka metod obrony swojego (zdradzieckiego) ego:

  • Racjonalizuje, że to, co robi jest jedynie słuszne i sensowne
  • Wypiera informacje, że jego działania mogły komukolwiek zaszkodzić
  • Dehumanizuje ludzi, którym szkodzi – można stwierdzić to u wielu oprawców stalinowskich
  • Atrybucja winy, czyli uważa, że to właśnie, jego ofiary są sobie same winne.

Istnieją też pomniejsi, codzienni funkcjonariusze zdrady. Są to pomagierzy polityków, którym świadczą usługi w mediach, wymiarze sprawiedliwości, tajnych służbach, policji, administracji. Taki melanż serwilizmu, konformizmu, robienia kariery i zdrady. Są całkowicie pewni swojej bezkarności. Przecież zawsze w razie, czego powiedzą, że musieli albo, że nie szkodzili a w ogóle są bezpartyjnymi fachowcami i nie ma czegoś takiego jak odpowiedzialność zbiorowa. Jak potraktować dyspozycyjnych sędziów, propagandzistów robiących nam z premedytacją wodę z mózgu? Innych zdrajców drobniejszego płazu? Oto jest pytanie.

Może najwyższa pora na poważnie zająć się tematem zdrady.

 



[1] Tadeusz Ruzikowski, BEP IPN AGENCI, Biuletyn IPN, nr 3 marzec 2005, str. 46)

[2] polityce.pl/polityka/129671-za-gaz-placimy-jak-za-przyslowiowe-zboze-to-skutek-umowy-ktora-w-grudniu-2010-wicepremier-pawlak-podpisal-ze-sieczinem

[3] http://www.fakt.pl/Szok-Bush-popieral-Jaruzelskiego,artykuly,90139,1.html

[4] http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/461385,marysia-sokolowska-licealistka-z-gorzowa-wyjasnia-dlaczego-donald-tusk-jest-zdrajca.html



[i] Waldemar Łysiak, „Malarstwo białego człowieka”, tom 1, str. 69

Całe malarstwo białego człowieka (i chyba w ogóle cała sztuka ludzka) nie zna drugiej tak miażdżącej mowy oskarżycielskiej przeciw aktowi zdrady, jak fresk Giotta di Bondone. Jest tu nawet więcej aniżeli to — nigdy, żadnemu innemu artyście, nie udało się pokazać zderzenia Dobra i Zła w równie przejmujący sposób. Reżyseria tej sceny jest tak

sugestywna, iż widzowie drżą, przechodzą ich ciarki, nawet tego, kto ma

sumienie czyste. (…)Nikczemny, spłoszony wzrok zdrajcy i czysty wzrok syna cieśli z Nazaretu. Fałsz i prawda zderzone w centralnym punkcie malowidła. I my ten punkt obserwujemy, ślepi na całą resztę.

Chociaż fresk zawiera mnóstwo figur, i dzieje się tak dużo (z lewej strony odwrócony tyłem zbir chwyta za płaszcz uciekającego św. Marka; św. Piotr odcina prawe ucho słudze arcykapłana, itd.) — widzimy tylko mikroskopijną przestrzeń między profilami dwóch twarzy. Cały dramat został przez Giotta skondensowany w kilkucentymetrowej, nie

namalowanej, lecz egzystującej fizycznie linii łączącej wzrok Jezusa ze wzrokiem Judasza, i tutaj ta linia nie jest nicią — jest szpadą, którą Bóg przebija na wylot podłe oczy zdrajcy. Ani szpadą wstrętu, ani szpadą gniewu — przewierca je prawością. Pojedynek między spojrzeniem a spojrzeniem, jak w wierszu Or–Ota:

„Zdrada stoi na boku i czeka!

Na powiekę się wsparła powieka,

Oko w oko zajrzało i patrzy:

Kto z nas dwojga trwożliwszy i bladszy?

Kto z nas dwojga pod wstydu drży łuną?”.

U Giotta widać, kto ma sumienie brudne, choć nie widać czy to wstyd, czy strach, czy tylko obłuda. Z estetycznego punktu widzenia ważniejszą jest wszakże ta kilkucentymetrowa kreska między źrenicami, której nie namalowano, a którą świetnie widać, bo jak magnes przyciąga oczy widzów. „Struna sprzężenia źrenic” (wszystkie prawa zastrzeżone). Cały

ten obraz byłby bez tego jednego szczegółu niby „Hamlet” bez Hamleta.

 

Prywatne rekolekcje dla szybkich (?) i wściekłych (!!!)

Odcinek drugi

Samotność i przyjaźń

 

Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani, i rzekł do uczniów: «Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił». Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!»  I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty».  Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: «Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». Powtórnie odszedł i tak się modlił: «Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!» Potem przyszedł i znów zastał ich śpiących, bo oczy ich były senne. Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, powtarzając te same słowa. Potem wrócił do uczniów i rzekł do nich: «Śpicie jeszcze i odpoczywacie? A oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy! Oto blisko jest mój zdrajca».(MT 26, 36)

 

Wierny, bowiem przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. (MT 26

 Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty ani równej wagi za wielką jego wartość.

Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia (Syr 5)

 

Jeżeli czynicie to, co Ja wam nakazuję, jesteście Moimi przyjaciółmi. Już nie nazywam was sługami, bo sługa nie wie, co Pan jego czyni. Nazywam was przyjaciółmi, wszystko, bowiem, co usłyszałem od Ojca, Ja wam przekazałem. (Jan 15, 14)

 

Samotność jest jedną z najgorszych rzeczy, jaka może się przydarzyć człowiekowi. Jakże samotny jest pan Jezus w ogrodzie Getsemani. Jego uczniowie nie mogli czekać nawet godziny. Nawet tyle. Na Niego. Zwyczajnie się pospali nie zdając sobie, co za chwilę się stanie.

Ilu jest samotnych ludzi wokół nas? Tego chyba nikt nie wie. Żadne statystyki tego nie ujawnią. Samotność jest gorsza niż narkotyki, alkohol i wszelkie inne kłopoty i plagi, jakie mogą go dotknąć człowieka. Zrobiono na te temat stosowne badania, które to udowodniły czarno na białym. Pisze o nich Dawid Goleman w swojej książce Inteligencja Emocjonalna.

Jest taki inwentarz(test) psychologiczny, które zawiera porządnie spisane wszelkie kłopoty i nieszczęścia, jakie tylko mogą się przydarzyć człowiekowi: od wyrzucenia z pracy, rozwodu, długów i wszelkich ciężkich chorób począwszy po całkiem drobne. Swoja drogą powinien się nazywać raczej skala Hioba a nie Skalą Holmsa. Zawiera wszystkie potencjalne źródła stresu, jakie mogą nam się w życiu przydarzyć. Badacze zauważyli pewną prawidłowość. Oto, jeśli w ciągu roku jakiemuś człowiekowi przydarzają się trzy poważne (np. strata pracy, rozwód, ciężka choroba) to zazwyczaj taki nieborak umierał. Stres zabijał go skutecznie niż bomby na wojnie.

Jednak pewna grupa ludzi wymykała się tej cmentarno psychologicznej statystyce. Oni na złość naukowcom, mimo, że ich życie przeniknięte było nieszczęściami umierać nie chcieli. Psuli wyniki eksperymentu. Zaczęto więc szukać powodu, dlaczego tak się dzieje. Otóż okazało się, iż ci ludzie wymykali się Kostusze dla ego, że mieli przyjaciół. Nie byli samotni. Mieli, z kim pogadać o swoich sprawach, życiu wokół nich, wypić piwo, mogli na kogoś liczyć. Masz przyjaciół? Czy aby na pewno? Nie mylisz ich z kolegami z pracy lub koleżankami plotkarkami? Obliczono ilu przyjaciół powinien mieć mężczyzna a ile kobieta: On około sześciu a ona około trzy przyjaciółki. Różnica wynika stąd, że kontakty interpersonalne panów są bardziej powierzchowne a pań głębsze i bliższe. Coś niewątpliwie jest na rzeczy: kobiety godzinami mogą analizować każdy szczegół związku lub wszelkie niuanse zachowania innych ludzi. Świat kobiet to przede wszystkim przestrzeń interpersonalna i dzięki temu, że w ich mózgach ośrodki mowy są bliżej ośrodków emocji idzie im to znacznie sprawniej. Mężczyźni pominąwszy użalanie się nad sobą (Zobacz …ja to mam życie, psia mać!) nawet w naszym zniewieściałym społeczeństwie nader rzadko pozwalają sobie na autentyczne otwarcie duszy i szukanie pomocy czy porady.[1]

Pamiętasz dialog Małego Księcia z lisem

- Nie jesteś tutejszy - powiedział lis. - Czego szukasz?

- Szukam ludzi - odpowiedział Mały Książę. - Co znaczy "oswojony"?

- Ludzie mają strzelby i polują - powiedział lis. - To bardzo kłopotliwe. Hodują także

kury, i to jest interesujące. Poszukujesz kur?

- Nie - odrzekł Mały Książę. - Szukam przyjaciół[2]

O przyjaźń jest nie łatwo, ponieważ wymaga choćby w małym stopniu rezygnacji z narcystycznych i egoistycznych postaw i otwarcia na innego człowieka a to w naszych czasach bywa nie łatwe dla wielu. Czy jest dobra definicja przyjaźni? Nam najbardziej spodobała się ta, przytoczona przez Steve’a Ducka, psychologa z Uniwersytetu Iowa, wedle, której: przyjaciel to ktoś, kto widząc, że jesteś pijany i bliski tego, by wejść na stół i zaśpiewać, dyskretnie odciągnie cię na bok, aby cię uchronić przed realizacją tego zamiaru.

Przyjaźń jest podstawą spajającą wspólnotę ludzką. Jest - cnotą, złotym środkiem między wadami wrogości i pochlebstwa. Teofrast z Eresos powiedział: Przyjaciel to „drugie ja” a, Horacy dodał, że to „połowa duszy mej”

-Cechami idealnej przyjaźni są: zaufanie i wierność, życzliwość i szczerość. Według Arystotelesa są trzy rodzaje przyjaźni: oparta na wzajemnej korzyści, na przyjemności i na doskonałości.

Przyjaźń[3] jest dla niego ostateczną formą ludzkiej miłości By zapragnąć przyjaźni nie potrzebujesz wiele czasu, lecz sama przyjaźń jest owocem, który dojrzewa powoli, swego rodzaju cnotą, dzięki, której dostrzegamy dobra ukryte w drugim człowieku.

Wieli o tym mówi ikona Jezus z przyjacielem.[4]

Co na niej widzimy?

Oto jest przed nami dwóch ludzi, których łączy piękna nić przyjaźni. Nie patrzą na siebie i ktoś mógłby pomyśleć, że nie są ze sobą związani, ale pomyliłby się. Oni są zwróceni ku przyszłości a to, co zdarzyło się między nimi ta przyjaźń właśnie w niej zaowocuje. Zakonnik trzyma w dłoniach regułę jego zgromadzenia. Mnich patrzy na Chrystusa i jest bardzo szczęśliwy, choć na pewno czekają go niełatwe zadania. Ufa swojemu Mistrzowi. Wie, że jest jego przyjacielem i go nie zawiedzie, nigdy nie porzuci. Jest w nim spokój i miłość. Nie lęka się niczego. Wie, że Pan będzie z nim zawsze i przeprowadzi poprzez wszystkie burze i trudności. Jezus obejmuje go swoim ramieniem. Ma w ręku Ewangelię. Pomiędzy nimi jest krzyż, jego pozioma belka to ramię Zbawiciela, którym obejmuje przyjaciela. Co to oznacza? Wierna miłość i przyjaźń bez żadnych zastrzeżeń nawet gdyby góry się chwiały i wszystko zawiodło On nigdy nie zawiedzie swoich przyjaciół.

- Już nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi.[5] .Wypełniło się Pismo, które mówi: Uwierzył Abraham Bogu i poczytane mu to zostało za sprawiedliwość, i został nazwany przyjacielem Boga[6] Być przyjacielem Jezusa to na prawdę dobry pomysł.  Bez przyjaciela nie zdołasz żyć dobrze. Jeżeli Jezus nie będzie ci Przyjacielem ponad wszystko, poczujesz się nad miarę smutny i opuszczony[7]

Przykazania przyjaźni

 

  1. Szczerość
  2. Wzajemne zaufanie
  3. Dobra komunikacja, empatia
  4. Wzajemność w otwartości
  5. Tolerancja rozumiana jako poszanowanie wartości drugiej strony
  6. Nieukrywanie swoich wartości
  7. Umiejętność toczenia dyskusji
  8. Ciekawość drugiej osoby, chęć poznania jej
  9. Chęć i potrzeba świadczenia dobra na rzecz przyjaciela

10.  Wzajemne doskonalenie przyjaciół dzięki sobie

11.  Gotowość do pomocy nawet, jeśli wymaga ofiar

12.  Symetryczność relacji (zaangażowanie dwóch stron w relację)

13.  Wzajemne dbanie o rozwój przyjaźni

14.  Nie traktowanie przyjaźni w sposób merkantylny

15.  Wspieranie wspólnych zainteresowań

16.  Umiejętność rozwiązywania konfliktów i nie ukrywanie negatywnych emocji (uraz)

17.  Umiejętność wspólnego pozostawania w milczeniu

 

 



[1] Na podstawie  Warecki & Warecki „Być przyjacielem”

[2] Mały Książę (fr. Le Petit Prince) – książka Antoine'a de Saint-Exupéry'ego wydana w roku 1943

[3] O wartości i dynamice przyjaźni według Arystotelesa, Dariusza Piórkowskiego SJ, www.tezeusz.pl

[4] Chrystus i św. Menas, także Ikona Przyjaźni − koptyjska ikona z VI-VII w. pochodząca z klasztoru w Bawit (Bauein) w Środkowym Egipcie, znajdująca się w kolekcji Luwru.

[5] (Jan 15, 15)

[6] (Jk 2, 23).

[7] Tomasz a Kempis  O naśladowaniu Jezusa (II, 8, 1-5

Prywatne rekolekcje dla szybkich (?) i wściekłych (!!!)

Odcinek pierwszy

 

Rozmaitych rekolekcji jest całkiem sporo i można wybrać sobie wedle upodobania i woli. Odnosimy wrażenie (zapewne niesłuszne), że większość z nich jest dziwnie oderwana od rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Może to przypadek, a może nie. Dlatego napisaliśmy te, które teraz czytacie. Rekolekcje dla szybkich, bo jeszcze niedawno byliśmy całkiem szybcy i energiczni. Wściekłych, bo jesteśmy zanurzeni po kokardę w rzeczywistości obrzydliwej, zakłamanej i podłej i trzeba wiele determinacji, silnej woli i wściekłości, aby ją zmienić. Tyle krótkiego wstępu. Rekolekcje są podzielone na cztery cotygodniowe odcinki. Oto pierwszy

1.

Powołanie pierwszych uczniów

Gdy [Jezus] przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami.  I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.

A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. (Mt 4.1)

 

Pytanie jest takie: Czy my byśmy też tę łódź zostawili….No, bo proszę wyobraź sobie, Drogi Czytelniku, że pracujesz zestresowany w korporacji, a może i swojej firmie, którą utrzymujesz w ciężkim znoju i nagle…nagle przychodzi jakiś Człowiek i mówi Ci, że jesteś Jemu koniecznie potrzebny i niezbędne abyś rzucił wszystko i szedł za Nim. Tak jak stoisz. A Ty masz kredyty, zobowiązania, liczy na Ciebie rodzina i koledzy z pracy. Coś już osiągnąłeś w życiu. I tak to wszystko rzucić? Co byś zrobił? Trudna decyzja. Przecież Jezus nie wywierał presji na swoich uczniów. Zrobili to z wolnej i nieprzymuszonej woli. Zostawili wszystko i poszli.

Na ile jesteśmy gotowi do poświęcenia pracy, kasy czy może nawet zdrowia (o wolnym czasie nie mówiąc) dla Sprawy? Dajmy na to ojczyzny ratowania, wspólnego dobra. Czasem Marsz Niepodległości, udział w narodowo patriotycznej zgęstce, dyskusje  o d…Maryni udające życie polityczne. To standard. Trzeba powiedzieć prawdę, że w Polsce trudno być kreatywnym, ponieważ większość organizacji politycznych wcale sobie nie życzy, aby ktoś zakłócał im spokój i rutynę. Politycy chcą abyśmy przede wszystkim na nich głosowali i od czasu do czasu, na życzenie, wyrażali oburzenie lub entuzjazm w formach, jakie dla nas przewidzieli.

Gotowość ofiary nie jest specjalnie w cenie. Szczytem wymagań jest woluntariat w jakiejś mniej czy bardziej godnej sprawie. Trudno wyobrazić sobie, że uwalniamy się spod okupacji biurokracji, która nas zniewala bez ryzyka i poświęcenia. Mniejszego czy większego. Ignacy Krasicki napisał o tym taki wiersz:

Hymn do miłości ojczyzny

Święta miłości kochanej ojczyzny,

Czują cię tylko umysły poczciwe!

Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,

Dla ciebie więzy, pęta niezelżywe.

Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,

Gnieździsz w umyśle rozkoszy[ prawdziwe,

Byle cię można wspomóc, byle wspierać,

Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.

 

2.

Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa! Nikt walczący po żołniersku nie wikła się w kłopoty około zdobycia utrzymania, żeby się spodobać temu, kto go zaciągnął. Również jeżeli ktoś staje do zapasów, otrzymuje wieniec tylko [wtedy], jeżeli walczył przepisowo. (2 TM 2,3)

 

Nie zawsze braliśmy ten udział.

Taka myśl pojawiła się podczas oglądania „Jacka Stronga”, że skoro Jaruzel internował 5 tyś. osób (w sumie 10 tyś. przez cały okres stanu wojennego), to żeby społeczeństwu wybić z głowy marzenia o jakiejkolwiek niepodległości, wystarczyło zatrzymanie 0,05% opozycji z 10 mln. związku (no tak z grubsza); a przy założeniu, że z Solidarnością sympatyzowały i rodziny związkowców (u nas w domu tylko Tata był w „S” a my wszyscy poza związkową statystyką), czyli przeciwko władzy było w 81 roku ze 30 mln. osób, to marzenia o wolności skończyły się wraz z pojmaniem  0,02% ( dla 5 tyś. osób) czy 0,03% (dla 10 tyś. internowanych) (jeśli w tych wyliczeniach jest błąd to nas poprawcie). Rozgonili manifestacje w tydzień, pomordowali górników w Wujku i ludzi na ulicach (w sumie w okresie od 13 grudnia 1981 do 22 lipca 1983 zginęło 56 osób) i się wszyscy znaleźliśmy pod – tym razem także grubą – kreską i szczypiąc słonia czekaliśmy na cud. A przecież wtedy w okresie karnawału, patriotyzmem huczała cała Polska. Przecież wtedy przełamano (albo mocno nadgryziono) monopol informacyjny. Przecież wtedy w całym kraju w strukturach było 10 mln. związkowców (w przemyśle, w kopalniach, w komunikacji); cały Zachód szczerzył się do nas w uśmiechu, był Reagan, był Jan Paweł II, no i przecież mieliśmy niekwestionowanego przywódcę Lecha Wałęsę (o którym nikt nam nie powiedział, że to TW, ale do tego, co teraz piszemy, to mało istotne). I, mając to wszystko – co by tu nie pisać – dostaliśmy tęgie bęcki. Zaskoczyli wszystkich jak dzieci we mgle.

Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych w 2011 roku[i] oddano 14 369 503 ważnych głosów, z czego za PiS-em 13,96%, czyli poparło ich 2 mln. Polaków. Czy Jarosław albo Andrzej Duda ma tej skali autorytet, co ówczesny Wałęsa? A gdzież tam! Zakłady pracy? Chyba Lidle, Biedronki i Auchany! Zachód nas wesprze? Co najwyżej tak jak Greków i jedynie do tego, żebyśmy kredyty spłacali. Bo jak mają nam pomagać jak Ukrainie, to rzeczywiście kard. Richelieu miał rację: „Boże, chroń mnie od przyjaciół”!. Mass media? Mamy i owszem – niszowe! A naród? Przecież Stanisław Michalkiewicz – i nie tylko on – twierdzi, że w Polsce mieszkają Polacy i miejscowi tubylcy.

U Janusza Krasińskiego w czwartym tomie jego tetralogii zanotowana jest „rada pewnego wysokiego oficera sowieckiego, jak postępować z Polakami: Tri tysiaczy rozstrielat’, no drugim triom tysiaczom kupit’ patefony”.[ii]

Naszym zdaniem wystarczy teraz nam kupić same patefony.

PS. Rymkiewicz może pisać „Dalej bracia do bułata”[1], bo to rola poety. A jak nasi politycy wypełniają swoją rolę?

 

3

Zadanie uczniów

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.(Mt 5, 13)

Czy utraciliśmy swój smak? Może nie całkiem i nie wszyscy, ale nie za bardzo wiemy, co mamy solić, żeby to miało sens. Przecież nie chodzi o zabawne, w gruncie rzeczy, gardłowanie i blogowanie udające politykę. Może czasy są takie, że polityką przez duże P jest rozmawianie i przekonywanie zwykłych ludzi. Jednego po drugim. Może to jedyna droga. Nie spotykanie się na benefisach entuzjastów talentu i twórczości tego, czy owego felietonisty lub polityka. W ciemnościach, jakie nas ogarnęły wiele osób świeci medialnym światłem odbitym. Zwłaszcza ci najbardziej popularni.

Bycie taką solą to poważna historia. Potrzeba męstwa, silnej woli i wizji do realizowania swoich zamierzeń mniejszych i większych. Niezależności myślenia i pokory. To misja.

 



[1] http://wpolityce.pl/polityka/234739-jaroslaw-marek-rymkiewicz-wolnosc-zdobywa-sie-sila-inaczej-zdobyc-jej-nie-mozna

 



[i] Wybory parlamentarne w Polsce w 2011 roku, http://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_parlamentarne_w_Polsce_w_2011_roku

[ii] Janusz Krasiński, Przed agonią, Wydawnictwo ARKANA, Kraków, 2007, str. 370