Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

Blog grudzień_2015

List Alberta Einsteina do Zygmunta Freuda niespodziewanie odnaleziony w Wiedniu

 

Drogi Zygmuncie!

 

Bardzo się cieszę, że znalazłem spokojną chwilę i mogę napisać do Ciebie o sprawach niezwykłej wagi, które ostatnio nie dają mi spokoju. Dziennikarze i inni ciekawscy tropią mnie gdziekolwiek nie pójdę i wypytują o moje poglądy nie tyle na fizykę, ale o sto innych spraw (o których nie mam bladego pojęcia) łącznie z UFO i seksem a wiesz jak nie znoszę udzielania wywiadów.

Zastanawiałem się mocno ostatnio nad tym jak można by zastosować moje teorie do zjawisk psychologicznych.

Prosiłeś mnie abym wyjaśnił Ci jak zwykłemu człowiekowi, o co chodzi w moich teoriach. Czynię to z prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza, że mogę być preceptorem samego profesora Freuda? Myślisz, że to mania wielkości czy hipokryzja? Ale do rzeczy.

W szczególnej teorii względności chodzi o to, że nie ma sposobu eksperymentalnego, aby stwierdzić, czy poruszamy się ze stałą prędkością (i wszystko wokół nas) czy też spoczywamy w bezruchu. Zupełnie tak Zygmuncie jakbyś podróżował w luksusowym wagonie (kolei wiedeńskiej) po bezszmerowych szynach w absolutnej ciszy i przy zasłoniętych oknach. W żaden sposób nie dowiesz się: jedziesz lub nie. I tu pojawił się problem ze światłem: bo wyobraź sobie, że twój wagon podróżuje z prędkością światła, a Ty nagle zapragnąłeś się przejrzeć w lusterku (bynajmniej nie z próżności).

Wedle dotychczasowych teorii Ty sam jak i lustro poruszacie się względem eteru (to jest domniemany ośrodek, w którym miało się poruszać światło i którego ideę później odrzuciłem) z taką samą prędkością światła tak, że czyni to w tym rozumieniu sprawę raczej niemożliwą. Promień odbity od lustra nie dogoni Twoich oczu! A to by oznaczało, że jest jednak metoda żeby się dowiedzieć, że jednak się poruszamy wraz z naszym wagonem(z prędkością światła),  a nie stoimy w miejscu bowiem wystarczy spojrzeć w owe „magiczne” lusterko. Co za zdumiewający paradoks!

Zygmuncie, gdy zdałem sobie sprawę z tego faktu tygodniami pozostawałem w jakimś przedziwnym napięciu i rozstroju nerwowym i myślę, że Twoja pomoc nie byłaby od rzeczy ale wtedy być może nie byłbym tym kim jestem dzisiaj.

W końcu odkryłem fakt, że światło porusza się względem każdego obserwatora z tą samą prędkością niemniej żeby tak było musiałem inaczej spojrzeć na czas i długość. Z mojego rozumowania wynika, że długość przedmiotu będzie różna dla osób poruszających się wobec niego z różnym prędkościami. Jeżeli widziałbyś dwie identycznej długości rakiety: jedna stałaby przed Twoim domem w Wiedniu a druga przemknęłaby nad nim to ta ostatnia dla Ciebie byłaby krótsza. To nie koniec. Gdybyś mógł to stwierdziłbyś, że czas na jej pokładzie płynie wolniej (dla pasażerów rakiety nic by się nie zmieniło, ani czas ani długość pojazdu). Śmiejesz się? Ale jakby oni ze swojej rakiety spojrzeli na Ciebie to wydąłbyś się im jeszcze chudszy niż jesteś no i byś się wolniej starzał. Nie uważasz, że to zabawne?

Mój wzór E=mc2 opisuje związek pomiędzy masą i energią. Jeśli patrząc na jakąś swoją interesującą i piękna klientkę wypromieniujesz jakąś energie (fizyczną, bo o psychicznej nie chcę wyrokować) to Twoja masa nieuchronnie się zmniejszy.

Być może niektóre pomysły z fizyki można zastosować w psychologii. W każdym układzie społecznym istnieje ścieranie się (permanentny konflikt wartości i aksjomatów) i ciekawe by było gdyby przyjąć, że istnieje jakaś Zasada, która jest niezmienna i uniwersalna i jest to wartość stała (w sensie jedyna na prawdę prawdziwa). Jak ci pisałem w poprzednim, liście, że myśl ta przyszła mi do głowy, gdy przyjechałem do Ameryki, kiedy zobaczyłem transparent z napisem : „Oto jest sławny profesor Einstein” i powiedziałem do żony, że dużo zabawniej byłoby oglądać słonia czy żyrafę niż jakiegoś profesora Einsteina i że zamiłowanie ludzi do takich działań jest stałe. Może też istnieją i inne stałe takie jak prędkość światła?

Jak wiesz ja, co prawda wolno myślę i jestem głęboko wierzącym ateistą, ale ta idea nie dawała mi spokoju zupełnie jak wtedy, kiedy rodziła mi się w głowie szczególna teoria względności i całymi tygodniami pozostawałem stanie jakiegoś przedziwnego napięcia nerwowego.

Swoją myśl sformułowałbym tak:

  1. Tak jak światło posiada stałą prędkość we wszechświecie to być może istnieje jakiś czynnik natury moralnej, który ma podobne cechy, ale nie w świecie fizycznym tylko społecznym. Takim niezmiennym czynnikiem jest Zasada (trochę tak jak chciał Kant mówiąc o imperatywie generalnym). Przez zasadę rozumiem coś pomiędzy Dekalogiem i Opatrznością
  2. Nawet, jeśli w jakimś układzie obowiązują inne systemy normatywne takie jak panteizm, czy materializm i tak pozostają w relacji do Zasady na przykład negując ją lub przekształcając
  3. Im pełniej Zasada odzwierciedla się w relacjach i działaniach ludzkich tym ci ludzie w swoim wymiarze i działaniu „nabierają” szybkości i odnoszą się do Absolutu, czy Boga
  4. Rezonans z Zasadą powoduje, że ludzie w świecie społecznym (a nawet fizycznym) mogą osiągać zaskakującą skuteczność działania i realizować rzeczy”, o jakich się filozofom nie śniło” dzięki właśnie temu rezonansowi uzyskując olbrzymia energię
  5. Tylko odniesienie się do Zasady umożliwia obiektywne spojrzenie na siebie i własne czyny i zrozumienie sensu własnego działania. To zupełnie, jak z moim lusterkiem. Zasada musi być obecna abyś zobaczył sam siebie (nomen omen) we właściwym świetle.
  6. Co do czasu, to tak jak tłumaczyłem to pewnemu dziennikowi: godzina spędzona z osobą kochaną mija jak jedna chwila, a jedna minuta w poczekalni dentysty ciągnie się przez wieki.
  1. Mój wzór E=em2 można w kontekście naszych rozważań też „przetransponować” na sferę zjawisk społecznych. Gdyby przyjąć, że E to jest sens i cel życia odnoszący się do Zasady (tak, że nie mógłby być nią na przykład prymitywny hedonizm, użycie czy sprawowanie władzy li tylko dla niej samej) to na owe można wyrazić iloczynem potencjału jednostki (czyli jej masy w sensie możliwości) i talentów i stopnia otwarcia na Zasadę (tę zgodę na uczestniczenie w „szybkości Absolutu”).
  2. W pobliżu tych problemów znajdujemy wolną wolę i Opatrzność, czyli jak to możliwe, że mamy wolną wole a zdaniem przynajmniej niektórych teologów i tak wszystko jest wiadome.

 Przy założeniu, że czas ma naturę prostoliniową i historia jest sprawą otwartą, a nie toczy się na przykład kołem jak niektórzy całkiem poważnie uważają. Dostrzegam tu podobieństwo pomiędzy teorią kwantową, (której jak wiesz Zygmuncie nie lubię, ponieważ uważam, że nie jest dostatecznym wyjaśnieniem przyrody) i moim marzeniem o jednolitej teorii pola, czyli spójnym i kompletnym opisaniem zjawisk grawitacyjnych i elektromagnetycznych i tego, co się dzieje w fizyce atomu.

Przyszło mi ostatnio do głowy, że może jest tak i tak - co naturalnie mnie burzy ogromnie. Można założyć, że powstanie „moja” jednolita teoria pola, a w jej wnętrzu będzie tkwiła teoria kwantów (niczym wolna ludzka wola w morzu Opatrzności). Czyli z jednej strony wszystko będzie wiadome, a i tak kwanty będą robiły, co im się żywnie będzie „chciało”.

Dokładnie tak, jak jest z wolnością człowieka w relacji do Opatrzności.

 

Co Ty na to? Nie uważasz, że fizyka coraz ściślej styka się z metafizyką? Jak wiesz uważam, że masz bardzo wyraźną wizję świata i nie pozwalasz się usypiać żadnym iluzjom. A to, że mamy nieraz przesadną wiarę we własne idee to nasza wspólna cecha, jak mi się zdaje.

Twój Albert