Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

blog kwiecień 2014

29 kwietnia


Święty Papież na trudne czasy

"Duch tchnie, kędy chce" - spiritus flat, ubi volet. (J 3,8). (w tłumaczeniu Jakuba Wujka)

Gdybyśmy się chwilę zastanowili, co możemy „wziąć” od Naszego Papieża, w jakich sprawach może być dla nas pożytecznym wzorem codziennych zachowań byłoby z tego sporo pożytku. Na pewno więcej niż z powierzchownych peanów i hagiografii. Wtedy moglibyśmy się zająć pracą, która zdaniem Karola Wojtyły była najbardziej twórcza z możliwych, czyli pracą nad sobą. „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali". (Spotkanie z młodzieżą, Jasna Góra, 1983 r.) Skoro on tak bardzo wymagał od siebie to i my też możemy choć trochę spróbować. Zacząć zmieniać dość marną sytuacje w jakiej się znaleźliśmy właśnie od siebie. To może być dobra droga. W czym możemy czerpać przykład z Jana Pawła II:

  • Wiara w Boga była dla niego niewyczerpanym źródłem siły wewnętrznej i motywacji do codziennego działania
  • Karol Wojtyła całe życie wytrwale się uczył. Studiował najróżniejsze przedmioty. Znał wiele języków. Czytał o ekonomii książki Ludwika von Misesa ( Ludzkie Działanie) choć może niejednego mocno to zdziwi.
  • Pracował z całej siły, ale efekty swojego działania zawierzał Bogu. Zgodnie z myślą Ignacego Loyoli: „Ufaj Bogu tak, jakby całe powodzenie spraw zależało wyłącznie od Niego; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła.”
  • W trakcie niezliczonych kontraltów z najrozmaitszymi ludźmi z całego świata był dla nich pełen życzliwości i przyjaźni, ale jednocześnie pryncypialny i zasadniczy wobec spraw i wartości o jakich dyskutowano. Z każdym rozmawiał tak, że jego rozmówca miał przekonanie, że tylko on jest ważny w danej chwili. Całkowicie poświęcał czas i uwagę dla tej właśnie osoby.
  • Był bardzo pokorny. Nigdy nie podkreślał swojej ogromnej wiedzy. Miał do siebie ogromny dystans i z humorem traktował swoją osobę. Nie było w nim ani odrobiny próżności: „Papież był bardzo niezadowolony z tego, że obwozi się go w szklanej klatce. Pomysłu tego broniła pewna Polka, mając możliwość rozmowy z Janem Pawłem II w Krakowie. - Ta klatka zmniejsza jednak ryzyko - tłumaczyła - Nic nie poradzimy, że się lękamy o Waszą Świątobliwość... - Ja też - uśmiechnął się Papież - niepokoję się o swoją świątobliwość.” (www.zosia.piasta.pl)
  • Jego system wartości był jasny i czytelny, a postępowanie jakie z niego wynikało klarowne i przewidywalne.
  • Podkreślał i podziwiał wartość i osiągnięcia zarówno poszczególnych osób, jak i całych nacji. Dostrzegał najsłabszych i potrzebujących. Ze swoich rozmówców i współpracowników wydobywał wszystko, co najlepsze. Doskonale motywował innych do działania.
  • Umiał działać mimo cierpienia, które było od pewnego momentu życiowego jego codziennym towarzyszem. Krzyżem, który niósł. W tych chwilach widać było najlepiej jego siłę duchową, kiedy swoim życiem głosił Ewangelię Cierpienia.
  • Było odważny. Dzielność, arete przenikała jego wszystkie poczynania. Kiedy walczył z Imperium Zła, kiedy niósł Dobrą Nowinę do miejsc gdzie mógł się spodziewać odrzucenia. Nie unikał trudnych sytuacji. Stawiał im czoła z całą energią, zdecydowaniem i wiarą.
  • Umiał wybaczać. Rozmowa z Ali Agcą dowodzi tego najlepiej. Umiał rozmawiać nawet ze złymi ludźmi tak, że odczuwali nadzieję i nie czuli potępienia z jego strony.
  • Był szalenie pracowity. Ilość podroży i jego dzieł świadczy o tym aż nadto. Pięknie pisał i mówił: „Papież Jan Paweł II w ciągu ponad 26 lat pontyfikatu opublikował dokumenty i wygłosił przemówienia, które oblicza się na 85 tys. stron druku. Wiele z zawartych w nich myśli stało się powszechnie znanymi cytatami i sentencjami.

Podczas 102 pielgrzymek zagranicznych i 142 podróży po Włoszech Jan Paweł II wygłosił ponad 3 tys. homilii i przemówień. W czasie swojego pontyfikatu opublikował 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji i 42 listy apostolskie. Dzięki mediom, których znaczenie doceniał, jego wystąpienia trafiały do milionów ludzi na całym świecie.” (www.deon.pl)

  • Ciekawe jest to, że mimo, iż szpiegowało go tylu peerelowskich (czyli de facto ruskich) agentów nie przeszkodziło mu to zrealizować większości swoich planów z plajtą Imperium Zła na czele.

Ta lista wcale nie jest skończona. Można do niej jeszcze wiele dodać.

Takich wzorów nam potrzeba bo czasy idą niełatwe. Grzegorz Górny („wSieci”) w rozmowie z nowym przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski abpem Stanisławem Gądeckim otrzymuje negatywną ocenę naszych elit: „W homilii wygłoszonej w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej przedstawił ksiądz arcybiskup dość pesymistyczny obraz elit politycznych dzisiejszej Polski. Zostały one skrytykowane za wyprzedaż ideałów, płaski materializm, stworzenie aspołecznego kodeksu zachowań, relatywizm moralny, miraż łatwego życia bez rozterek sumienia etc.

- Jakie jest wyjście z tej sytuacji?

   - Wyjście istnieje. Gdy giną dzielni w narodzie, rodzi się potrzeba wychowania nowego pokolenia; wychowania młodych zdolnych do służby publicznej.” (…)

    - W tej samej homilii wspomniał ksiądz arcybiskup, że dziś „naród potrzebuje znacznie potężniejszego tchnienia Ducha” niż w trakcie papieskich pielgrzymek do Polski. Kto miałby jednak tchnąć w niego nowego Ducha?

   - Potrzebuje potężniejszego Ducha, ponieważ ziemia zdaje się dzisiaj bardziej wyjałowiona niż kiedyś. Ludzie są bardziej rozczarowani aniżeli w tamtych czasach, kiedy się wydawało, że wszystko możemy zmienić.” (wpolityce.pl)

Dlatego powinniśmy brać przykład z Naszego Papieża i zwłaszcza w codziennym życiu starać się naśladować wartości i postawy, które wyznaczały modus operandi jego działania. Na ziemi jałowej potrzeba misjonarzy i szermierzy prawdy przeciwko oceanowi kłamstw i zła jakie nas zewsząd zalewa. Nasze działanie ma sens ponieważ tam gdzie jest grzech tam jeszcze obficiej rozlewa się Łaska Boga. Idzie o to, abyśmy w życiu naszym powszednim działali jak Karol Wojtyła. Wtedy mamy szansę wyzwolić się spod terroru kłamstwa i manipulacji. Znieść rządy niekompetentnych miernot, kanalii, złodziei i zdrajców.

„Wiatr wieje tam, gdzie chce i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża" (J 3,8). Nie ma powodu abyśmy znów nie mogli liczyć na tchnienie Ducha Świętego. Musimy odważnie zmierzyć się z naszą rzeczywistością ziemi jałowej.

"Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować". (Spotkanie z młodzieżą, Gdańsk, 1987 r.)

Kazano przecież nam się nie lękać i wypłynąć na głębię. Zróbmy to. Duch zstąpił i w rzeczy samej zmienił oblicze tej ziemi. Jednak później papież napominał w swoim przemówieniu pożegnalnym na lotnisku Okęcie w 1991 9 czerwca: „Bogu dziękujcie (...). Ducha nie gaście" (por. 1 Tes 5,18-19)” . (…)

"Ducha nie gaście" to znaczy też: nie pozwólcie się zniewolić różnym odmianom materializmu, który pomniejsza pole widzenia wartości - i człowieka samego też pomniejsza. Duch Prawdy, którego przyniósł Chrystus, jest źródłem prawdziwej wolności i prawdziwej godności człowieka.” (ekai.pl)


18 kwiecień

Zawsze Wielkanoc stawia przed nami w szczególny sposób pytanie o sens naszego cierpienia.

Czy stało się ono towarem i pośmiewiskiem? Motywem medialnej manipulacji? Niemodnym znakiem podważającym hedonistyczną, narcystyczną wizję cywilizacji śmierci?

Kiedy telewizje ściekowo reżimowe z wielkim ukontentowaniem i lubością pokazują cierpienia dzieci chorych na rozmaite groźne (zazwyczaj śmiertelne) choroby stawiają się w roli omalże Głównego Dobroczyńcy. „Popatrzcie” – mówią – „jacy my: ludzie z Polsatu, TVN-u czy czego tam jeszcze - jesteśmy szlachetni! Popatrzcie jak pomagamy biednym! Czy taki wielkoduszny pan może kłamać w czymkolwiek innym? Czy nie trzeba nas szanować? A teraz ty…Tak ty do ciebie mówię! Ty, co teraz cynicznie żresz zupę, patrząc z nad talerza na cierpienia małego dziecka… Czy nie jesteś zwykłym bydlakiem? Czy nie powinieneś czuć się winny? Jak nie wyślesz esemssa to inaczej z tobą porozmawiamy!”

Nasi treserzy. Czy to nie oni aby dbają o to żeby partia niekompetentnych durni i złodziei doprowadzała nasz kraj do ruiny? Żeby te dzieci, o które tak się troszczą nie mogły dostać się do lekarza?

Jest i inne cierpienie z którego można się śmiać. Im głośniej tym lepiej. Cierpienie reakcyjno wsteczne. Zgnojonych obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu w 2010 roku, rodzin ofiar Zamachu Smoleńskiego. Z tego można. Te uczucia można wykpić.

Cierpienie jest świetnym materiałem rozrywkowym, ponieważ często można je pokazywać z jakimś złem, które jest jego sprawcą.. Telewidzowie i internauci lubią zło i udrękę ofiar wypadków, zamachów, zbrodni. Jakie to ekscytujące… Rodziny szalejące po zaginięciu samolotu, po masakrze jakiej dokonał w szkole nożownik. Na ekranie telewizora w HD blisko i wyraźnie widać ból i łzy. To tak poprawia apetyt i zabija nudę. Cierpienie utraciło swoją intymność. Stało się towarem i rozrywką prawie tak ekscytują jak rozgrywki sportowe. Sprzedaje się tak samo dobrze jak seks.

Czy możliwe jest życie bez cierpienia? To prawie tak jakby zapytać się fizyka czy jest możliwe funkcjonowanie na ziemi bez tarcia. Jedno i drugie jest koniecznym warunkiem naszej egzystencji. Jednak za wszelką cenę staramy się jego uniknąć. Cierpienie zjawia się nagle lub stopniowo. Staje się naszym codziennym towarzyszem. Uczestniczy w naszym życiu. Przemija lub nie. Cierpienie, ból i zło może dotykać ciało i duszę. Dusza może boleć czasem nieskończenie bardziej niż ciało. Pewien nasz kolega raz stwierdził, że do 40 roku życia nie bolała go ani dusza ani ciało. Potem odezwało się jedno i drugie.

Cierpienie jest naszym pytaniem z jakim stajemy przed Bogiem. Dlaczego to ja? Dlaczego tak strasznie boli? Jaki jest sens mojej udręki? Hiob siedzący na śmietnisku i skrobiący swe rany glinianą skorupą też zadawał takie pytanie. Trzej przyjaciele, którzy do niego przyszli uważali, że musiał popełnić jakieś wyjątkowo złe czyny, skoro spotkały go takie wielkie nieszczęścia. Musiała to być odpłata sprawiedliwego Boga, który za dobre nagradza, a za złe karze. Hiob nie zgadza się z tym. Twierdzi, że żył sprawiedliwie i nie ma w nim winy.

Jak to możliwe, że ludzie sprawiedliwi doświadczają wielkich cierpień, a kanalie, opryszki i zdrajcy cieszą się świetnym zdrowiem i powodzeniem? Jak to możliwe, że Jezus Chrystus, który jest bez winy i grzechu doznał tak strasznych mąk i upokorzeń? Nawet On. I jeszcze na dodatek został wykpiony i wyszydzony bez miary. Jest taki obraz Hieronima Boscha „Niesienie Krzyża”, na którym Zbawiciel w idzie na Golgotę. Otaczają go zewsząd twarze pełne złości i nienawiści. Bez trudu możemy rozpoznać w tych koszmarnie wykrzywionych mordach prawdziwe oblicza wielu polityków, dziennikarzy i celebrytów, których znamy. Tylko pełni smutku i cierpienia Weronika, Matka Boska i Szymon z Cyreny odcinają się od reszty.

Jezus zgadza się na cierpienie dobrowolnie mając pełną świadomość co go czeka. Wie jednak dlaczego to robi. Jaki jest sens udręki. Bierze na siebie wszystkie nasze grzechy, aby nas wybawić. Zbawienie oznacza życie wieczne. Bez ofiary Chrystusa dla nas nie otworzyłaby się droga do Wieczności.

Czy mamy nakaz lubienia cierpienia? Nie. Natomiast możemy doznawane cierpienie ofiarowywać w modlitwie za innych wtedy „nie marnuje się” i może być przyczyną wielu łask.

Czy cierpienie uszlachetnia? Łatwo można odpowiedzieć twierdząco niemniej sprawa nie jest taka oczywista. Czasem jego intensywność i ilość może złamać naszą duszę, zniewolić umysł i pozbawić nas woli życia. Sprowadzić depresje, inne choroby psychofizyczne, odgrodzić nas murem samotności od ludzi.

Cierpienie może być przyczyną głębokiego konfliktu z Panem Bogiem. Często ludzie poddani intensywnemu nieszczęściu zarzucają Bogu, że traktuje ich niesprawiedliwie i doświadcza ponad miarę. Odwracają się od Niego. Nawet negują Jego istnienie. Stają się cynikami i mizantropami rozczarowanymi do świata i ludzi. Oczywiście łatwo powiedzieć: „Zastanówcie się co robicie!” Jednak niekiedy nieszczęście jest tak intensywne i przemożne, że gaśnie wiara i nadzieja. Pojawia się demon nienawiści i rozpaczy.

Jezus do sensu cierpienia nie przekonuje nas słowami, ale osobistym udziałem w męce. Swoją krwią i ranami pisze dla nas Ewangelie Cierpienia.

Cierpienie lżej jest znosić jeśli ma ono sens, czemuś służy.

Viktor Frankl ,twórca logoterapii, uważał, że człowiek nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach życiowych ma wybór polegający na tym, jak je znosić – poddać się czy zachować godność i poczucie sensu swojego doświadczenia. Do tych wniosków doszedł po wieloletnim pobycie w niemieckim obozie koncentracyjnym analizując swoje przeżycia i zachowanie innych współwięźniów. Nie oznacza to, że zawsze człowiek musi pokonać wszystkie trudności i zostać zwycięzcą, niemniej ma znaczenie jak podchodzi i przeżywa swoje cierpienie, upodlenie czy nieszczęście. Nawet gdyby nic nam nie zostało możemy zawsze wybierać, jak przyjmiemy to, co nas spotyka. Frankl pisze, że życie to nie jest jakiś mglisty koncept, ale wymagająca realność i sposób przeżywania go i nadawanie mu sensu jest zawsze indywidualny, a czasem człowiek musi zaakceptować swój krzyż i nieść go z godnością.

Koresponduje to doskonale z przemyśleniami jakie w swoim liście apostolskim do biskupów SALVIFICI DOLORIS: O CHRZEŚCIJAŃSKIM SENSIE LUDZKIEGO CIERPIENIA (11 luty 1984r) zawarł nasz papież Jan Pawel II: „O takiej to radości mówi Apostoł w Liście do Kolosan: „raduję się w cierpieniach za was”. Źródłem radości staje się przezwyciężenie poczucia nieużyteczności cierpienia — poczucia, które bardzo mocno bywa zakorzenione w ludzkim cierpieniu. Cierpienie nie tylko wyniszcza człowieka w nim samym, ale zdaje się czynić go ciężarem dla drugich. Człowiek czuje się skazany na ich pomoc i opiekę, a równocześnie sam zdaje się sobie niepożytecznym. Odkrycie zbawczego sensu cierpienia w zjednoczeniu z Chrystusem przeobraża to przygnębiające poczucie. Wiara w uczestnictwo w cierpieniach Chrystusa niesie w sobie tę wewnętrzną pewność, że człowiek cierpiący „dopełnia braki udręk Chrystusa”, że w duchowym wymiarze dzieła Odkupienia służy, podobnie jak Chrystus, zbawieniu swoich braci i sióstr.”

Arthur Schopenhauer uważa, że nasze starania uniknięcia cierpienia nie mają sensu, ponieważ zmienia się tylko jego postać. „ Pierwotnie jest nią brak, nędza, troska o zachowanie życia. Jeśli udało się wyrugować ból w tej postaci, co bardzo trudne, to natychmiast pojawia się on w tysiącu innych (...). Jeśli nie może pojawić się w żadnej innej postaci, to przychodzi wreszcie w smutnej, szarej szacie przesytu i nudy (...). Jeśli wreszcie uda się tę spłoszyć, to trudno będzie nie wpuścić znowu cierpienia w jednej z poprzednich postaci i w ten sposób taniec zaczyna się od początku.” (Arthur Schopenhauer, Świat jako wola i przedstawienie)

Trudno zaglądać Panu Bogu w rękaw, ale pamiętajmy, że co niedzielę w Credo mówimy i zstąpił do Piekieł. Jezus nie po to zstąpił do piekieł, aby sycić się widokiem naszego cierpienia, ale żeby nawet i na samym dnie, pytać się nas czy chcemy, aby nas stamtąd wyciągnąć. Chcemy?

Piekło od Nieba dzieli przepaść rozpaczy, ponad którą jest rozpostarty most nadziei. Nie wahajmy się nim kroczyć.

Ludzie nadzieję czerpią z różnych źródeł:  

  • Dla 33,8% zawiera się ona w osądzie, że świat i rzeczywistość ma sens
  • 15,3% czuje nadzieje , kiedy może osiągać swoje cele
  • 7,3% ludzi gwarantem nadziei jest posiadanie kogoś bliskiego
  • 43,6%, czerpie nadzieje więcej niż z jednego źródła.

Ciekawe, że dość typową odpowiedzią tych osób, które lokalizowały swoją nadzieję w wierze religijnej, zwłaszcza zaś bezpośrednio w Bogu jako Osobie, było zdanie: "nigdy nie tracę nadziei" lub "tracę ją rzadko, ale dość szybko do mnie powraca". Trzeba jednak powiedzieć, że miało to miejsce wówczas, gdy dana osoba potrafiła zaufać źródłu swojej wiary, w przeciwnym razie religia nie stanowiła dla niej wystarczającego powodu dla nadziei. (Podstawy psychologii nadziei" Renata Stefańska-Klar "Psychologia i Rzeczywistość" nr 1/2002)

Krótko mówiąc nadzieja jest wyborem rozsądnym, który wszystkim Naszym Czytelnikom serdecznie i szczerze polecamy. Bez względu na to, jakie przeciwności zsyła Wam los.

 No i jeszcze jedno. Nigdy nie jesteście sami. Przyjaciel jest zawsze na wyciągniecie ręki, na jedno słowo modlitwy, na jedną myśl obok Ciebie. Izajasz, nazywany często piątym ewangelistą mówi o tym tak:

„Nie miał On wdzięku ani też blasku,

aby na Niego popatrzeć [...]

Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,

Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,

jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,

wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.

Lecz On się obarczył naszym cierpieniem” (Iz 53,10-12)


 

Wojna IV generacji, a może stare numery kremlowskich czekistów?

„Ciekawy komentarz internauty o nicku „zwykły Polak" można było znaleźć pod wywiadem z gen. Koziejem:„Czy można sobie wyobrazić następujący scenariusz? Wybucha konflikt w Iranie. Rosja i Chiny wspierają reżim ajatollahów i wybucha dziwna wojna NATO vs reszta świata, w którym Francja będzie zajęta Mali, Niemcy pozostaną neutralni, a południe Europy - pogrążone w kryzysie - także pozostanie neutralne. Teatrem tej wojny będzie w Europie Pribałtyka i Polska: Białoruś i Rosja przeprowadzają konwencjonalną ofensywę na Zachód i dochodzą do Odry. W tym momencie Niemcy atakują i wypierają ich do Wisły. Potem jest pokój z tym, że Polski już nie ma. Polska - najlepsza działka na planecie Ziemia - stanowi dobrą monetę dla Niemiec i Rosji. Za "niby" wojnę i za "niby" za pokój. Tylko, że cały ten cyrk jest właśnie po to, aby dokonać nowego podziału w Europie. Po drodze rozjechana jest Pribałtyka, która wraca do Rosji - a Niemcy odnajdują w swoich granicach zagubiony Gdańsk i Wrocław i... Masakra Polaków: wywłaszczenie, emigracja, diaspora i koniec naszej historii. Panie doradco??? Czy to jest możliwe??? A jeśli tak, czy ten rząd i ten prezydent coś robi, aby stało się to niemożliwe???"” (niewygodne.info)

Formy i cele wojny

Właściwie do czego wojna służy? Do zabawy, rabunku, może zaspokojenia chorych ambicji psychopatycznych przywódców, którzy – jak Putin – spędzili większość życia w KGB?

Wojna ma wiele uzasadnień niemniej tysiące lat naszej historii pouczają nas, że prowadzi się ją zasadniczo z dwóch powodów:

  • By napaść i obrabować ludność zamieszkującą dany obszar, czasem porwać w jasyr jej całość lub część.
  • Zaanektować ziemie, obrabować ludność i zmusić ją do pracy na rzecz agresora.

Wojna I generacji polegała na tym, że jedna gromada ludzi walczyła z drugą. Jak pod Grunwaldem lub Wiedniem. II generacja to zmasowana siła ognia, linie frontu, transzeje, umocnienia słowem, jak to się działo w czasie I Wojny Światowej. III postać wojny jest manewrowa. My pierwsi w ten sposób odnieśliśmy zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej. Blitzkrieg kojarzy nam się nieco gorzej, ale to esencja tej formy zmagań. Jej rozwój to wojna w Wietnamie: punktowe naloty akcje wydzielonych specjalnych jednostek. Potem do tego doszły takie wynalazki jak drony.

Broń atomowa - jeśli można tak to określić – zabiła całą radość z uprawiania wojny. No bo poco tyle wysiłku, kiedy za nagrodę dostaje się spaloną pustynię i spopielałe truchła ludności.

Aby temu smutnemu faktowi zaradzić stratedzy wymyślili wojnę IV generacji. Polem bitwy jest głównie nasza głowa, po której hasają specjaliści od medialnych manipulacji i wpływu. Kiedy jesteśmy dostatecznie skołowani oddziały specjalne za pomocą punktowych, precyzyjnych uderzeń konsumują efekty naszego otumanienia. Pomysł okazał się bardzo dobry. Wystarczy agresje na inny kraj nazwać operacją pokojową, wojną z terroryzmem, czy operacją kinetyczną, aby osiągnąć dobry skutek. Wynika z tego, że dużo zależy od tego, co mamy w głowie. A jeśli w głowie jest kompletnie pusto?

Jacek Jędrysiak słusznie zauważa: „Zdaniem niektórych teoretyków nowe wojny wcale tak bardzo nie różnią się od starych, a każda wojna jest nieco inna od innych. Szok wielkiej wojny 1914-1918 zdawał się odsyłać do lamusa stare zasady wojowania i zmuszać do poszukiwania nowych dróg. Jedną z nich była koncepcja wojny totalnej, której apostołowie wieścili, iż współczesna im ewolucja społeczeństw nakładają na państwa obowiązek przygotowania całych narodów do walki. Każdy jeden obywatel był trybikiem w wielkim organizmie państwa, którego jedynym celem jest wojna. „Wszelkie teorie Clausewitza należy odesłać do lamusa” - pisał w 1935 roku Erich Ludendorff, twarz tej koncepcji.” 

 (www.stosunki.pl) Nihil novi sub sole. O tym też warto pamiętać.

Co zrobił Putin na Krymie ?

„Jeśli ktoś nie wiedział co oznacza wojna rozgrywająca się w ludzkiej świadomości, to sytuacja na Krymie powinna mu to uzmysłowić. Mamy tam bowiem do czynienia z kuriozalną sytuacją. Formalnie wojska Rosyjskie nie weszły na Krym, funkcjonująca tam tzw. "Samoobrona", dysponująca środkami regularnej, dobrze wyposażonej i zorganizowanej armii nie ma oznaczeń pozwalających jej identyfikację. Na Krymie nie padł jeden strzał, ale wojna trwa i wiadomo kto ją wygrywa, anektuje kolejne części Ukrainy i wiadomo również kto przegrywa i nie wie co z tym fantem zrobić.” (wiadomosci24.pl/)

Co właściwie dzieje się na Krymie:

  • Inicjatywa spoczywa w ręku Putina pod wzglądem militarnym oraz informacyjnym.
  • Putin poprzebierał swoje wojska w formacje samoobrony Krymu i chociaż wszyscy wiedzieli, że to Ruscy sołdaci musieli udawać, że nie wiedzą tego na pewno
  • Agresję nazwał samoobroną, aneksję przyłączeniem, gwałt sprawiedliwością dokładnie, jak zawsze czynili to komuniści. Nic nowego.
  • Unikał strzelaniny i rozlewu krwi. Na to zawsze przyjdzie czas. Brak trupów to uzasadnienie bierności USA, UE i NATO.
  • Tworzył fakty dokonane.
  •  Niektóre z nich później nagłaśniał. Wygłaszał orędzia i przemówienia zupełnie lekceważące materialną prawdę złożone z kłamstw i sofizmatów. Dokładnie jak to opisywał Józef Mackiewicz: „Otóż bolszewicy doszli na podstawie studiów bardziej praktycznych niż teoretycznych, że skoncentrowane kłamstwo ludzkie posiada siłę, której granic na razie nie znamy, że można dokonać przewrotu gruntownego w takich dziedzinach, jak mowa ludzka, znaczenie słów itd. (…)Jeżeli ty albo ja, albo ktoś z normalnych ludzi w nor­malnych warunkach zechce na przykład zełgać, że sufit jest nie biały, a czarny, to rzecz wyda się nam zrazu bardzo trud­na. Zaczniemy od kołowania, chrząkania, wskazywania na cienie po jego rogach, będziemy tłumaczyć, że w istocie swej nie jest on już tak zupełnie czysto biały... Jednym słowem, będziemy się posługiwać skomplikowaną metodą, która zresz­tą nie doprowadzi w końcu do celu, bo nikogo nie przekona­my, że sufit jest czarny. Co robią natomiast bolszewicy? Wskazują sufit i mówią od razu: „Widzicie ten sufit... On jest czarny jak smoła”. Punkt, dowiedli od razu.”( Józef Mackiewicz, Droga do Nikąd, Londyn Kontra Str. 106).
  • Ludności w Moskwie zafundował masówkę, aby miała swój majdan
  • Dokonał stereotypisacji przeciwników: nazwał faszystami, nacjonalistami i przypisał im najgorsze intencje.
  • Ławrow zaniepokoił się o mniejszość rosyjską w Estonii, co może wskazywać na fragment jakiegoś większego planu

Błędem Putina i jego administracji jest jawne okazywanie lekceważenia Obamie, UE i reszcie. Józef Stalin nigdy by sobie na to nie pozwolił. On zawsze przeciwników chwalił albo nagradzał nawet, jak miał ich na drugi dzień zlikwidować. Nigdy ich nie prowokował.

Scenariusze wojny z Polską

Skoro istnieją scenariusze wojny z Ukrainą to z całą pewnością istnieją i z Polską. Z racji słabości naszych „elit” , sprzedajności mediów oraz słabej organizacji społeczeństwa jesteśmy łatwym celem w wojnie IV generacji. Media mamy takie, że gdyby Ruscy zajęli Warszawę i inne kluczowe ośrodki to zapewne TVN i reszta nie przerwałaby nadawania popularnych seriali. Ci sami dziennikarze co zawsze zajęliby się pedofilią wśród księży i finałem Ligii Mistrzów. Zniknięcia mediów niezależnych nikt by nawet nie zauważył poza może ich redaktorami, a i to nie jest pewne.

 Jak pisze dr Rafal Brzeski „Zadaniem prowadzących działania wojenne czwartej generacji jest doprowadzenie, bez jawnej przemocy, do samozniszczenia się atakowanego narodu. Do takiego skorumpowania jego elity rządząco - opiniotwórczej, żeby skutecznie sprała mózgi własnego społeczeństwa, tak by bez oporu, samo oddało kontrolę nad sobą, własnym krajem i majątkiem.” (niepoprawni.pl/blog)

Czy nasze wojsko nas obroni?

„Wojskowi jednak dobrze oceniają wizytówki naszej armii. 6 Brygada Powietrzno - Desantowa z Krakowa, 11 dywizja pancerna z Żagania. W sumie stać nas na wystawienie przyzwoitego korpusu - uważa jeden z generałów. To jednak zaledwie dwie, trzy dywizje po 12 tys. ludzi” (sfora.pl)

Czy zaatakowanie Polski oznaczałoby początek III wojny światowej? A może tylko przywracanie porządku-zresztą na życzenie polskich władz-na przykład prezydenta. Istnieją regulacje prawne, które umożliwiają działania wojskowe na terenie Polski obcych formacji.

W 1992 roku Ryszard L. Kruger opisał scenariusze wojny na terenie Polski:

„Amerykanin zakładał, że celem Rosjan będzie pokonanie wojsk polskich, zajęcie Warszawy i instalacja nowego rządu polskiego. Rosyjskie wojska miałyby okupować tylko wschodnią Polskę, z daleka od niemieckiej granicy, tak aby nie prowokować NATO. Kugler zakładał, że Rosjanie uderzą na Polskę z terytorium Białorusi siłą 30 dywizji wobec 9 dywizji polskich. (…) siły polskie zostałyby szybko pokonane, a Rosjanie osiągnęliby swoje cele w ciągu tygodnia. Choć od tamtej pory wojsko Rosji zmniejszyło się z 2,8 mln do 1 mln osób, to i tak jego redukcja (63 proc.) jest mniejsza niż stopień uszczuplenia Wojska Polskiego (75 proc.), które z 400 tys. zmniejszono do 100 tys. Biorąc pod uwagę, że Polska jest w stanie wystawić teraz tylko 30 tys. wojska w polu, szanse, że obronimy się sami, są dziś jeszcze bardziej nikłe niż 20 lat temu.” (niezalezna.pl)

Również profesor Akademii Obrony Narodowej Józef Marczak uważa, że jesteśmy bezbronni, ponieważ jako jeden z niewielu krajów nie posiadamy wojsk obrony terytorialnej.

„Rz: Gdyby teraz wybuchła wojna, a Polska stała się celem ataku, bylibyśmy w stanie się obronić?

Prof. Józef Marczak, wydział bezpieczeństwa narodowego AON: Nie. Bo naszej armii do skutecznej obrony brakuje powszechności. Brakuje armii gotowej do obrony ojcowizny w czasie pokoju, kryzysu i wojny – której pierwowzorem była Armia Krajowa. Nasza armia oparta jest tylko na miniaturowych wojskach operacyjnych opartych na służbie zawodowej. Nie jest zdolna do odstraszania, obrony, a nawet ochrony niektórych obiektów.” (rp.pl)

Dlatego profesor postuluje stworzenie Obrony Terytorialnej na bazie stowarzyszeń o obronnym charakterze. Według szacunkowych danych w różnych organizacjach paramilitarnych działa około 600-800 tysięcy członków, a w szkołach ponad gimnazjalnych jest w klasach mundurowych 20 tysięcy uczniów. Koszty takiego sytemu-zdaniem profesora Marczaka- nie przekroczyłyby 6 % budżetu MON. Żołnierz-obywatel może być pomocny ojczyźnie nie tylko w czasie wojny ale też w sytuacjach kryzysowych.

„Zdaniem naszych rozmówców ochotników wystarczy przeszkolić, dać im umundurowanie i broń. – Powinni być oni przypisani do swojej miejscowości, broń mogłaby być magazynowana np. na terenie posterunków policji lub jednostek wojskowych – uważa Grzegorz Matyasik, prezes stowarzyszenia Obrona Narodowa.” (www.pch24.pl)

MON jednak nie chce zmian. Za to chciałby dyskutować. „Panowie, czas na dyskusję był, ale dwadzieścia lat temu. Dziś trzeba działać. Odbudujmy Armię Krajową! Pisze Anna Maria Siarkowska doktorant AON.”(www.pch24.pl)

Mamy pytania:

  • Dlaczego liczymy na to, że tak skompromitowani ludzie jak Tusk, Komorowski i reszta mogą w chwili próby sprawdzić się jako nasi przywódcy? Czy aby nie jest to dowód kompletnego zaślepienia, żeby nie powiedzieć głupoty? Dlaczego nie żądamy ich zmiany? Czy utraciliśmy zupełnie instynkt samozachowawczy?
  • W sytuacji agresji jest więcej niż prawdopodobne, że media reżimowe (państwowe i prywatne)będą działały przeciw narodowi. Są całkowicie dyspozycyjne wobec każdego kto będzie u władzy. Może teraz warto o tym pomyśleć.
  • Gdzie jest przywódca, który może poprowadzić naród? Może warto go poszukać?