Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

sierpień_2014

30 sierpnia

Co zrobiliśmy(zrobiliście) z Solidarnością?

 

„Egzamin z naszej wolności jest przed nami. Wolności nie można tylko posiadać. Trzeba ją stale zdobywać". (...) Drodzy bracia i siostry, ja jestem jednym z was. Byłem stale, na różnych etapach, i jestem teraz. Ja kocham mój naród, nie były mi obojętne jego cierpienia, ograniczenia suwerenności i ucisk - a teraz nie jest mi obojętna ta nowa próba wolności, przed którą wszyscy stoimy".

Jan Pawel II, 9 czerwca 1991, beatyfikacja o. Rafała Chylińskiego

 

Dziś, gdy Solidarność jest tak koniecznie potrzebna, ona tak śmiertelnie zbladła i wypłowiała. Dziś, gdy III RP ogłasza kompletną plajtę, gdy wojna na horyzoncie, gdzie ona jest?

Do kogo należy Solidarność? Po trochu do tych 10 milionów i może nawet do ich dzieci. Głównym instytucjonalnym depozytariuszem tradycji jest niewątpliwie Związek.

Może warto z okazji kolejnej sierpniowej rocznicy zadać kilka pytań odbiegających od urzędowego samozadowolenia i wypracowanej sztampy. Pytań niewygodnych.

Solidarność była antytezą totalitaryzmu (Łukasz Kamiński). Powstała z tradycji polskiego Państwa Podziemnego, po części za sprawą wyboru kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową oraz w wyniku działalności opozycji w latach siedemdziesiątych XX wieku. Dziś znów zagraża nam ruski totalitaryzm i rodzima platformiana dyktatura ciemniaków. Gdzie jest Solidarność? Czy jest częścią systemu III RP czy jego kontestatorem?

W latach 1980–1981, stanowiła eksplozję nadziei, wolności, energii i inwencji ludzkiej na skalę niespotykaną we współczesnej historii świata. Ludzkie umysły i serca otworzyły się na siebie. (na podstawie: „Ten straszny polski patriotyzm” Warecki & Warecki))

Polacy wznieśli się na nieznany dotychczas poziom współdziałania. Wtedy – mówiąc językiem psychologii społecznej – rezonans emocjonalny pomiędzy ludźmi tworzył się spontanicznie i łatwo, wręcz lawinowo. Powstawały tysiące grup o dużym potencjale inteligencji zespołowej, działających kreatywnie i sprawnie. Gdzieś zniknęło przekleństwo polskiej prywaty. Uskrzydlenie emocjonalne, porwanie ogarnęło cały kraj.

Polacy nie mają deficytu umiejętności pracy zespołowej. Przecież stworzyliśmy jedno z najpotężniejszych państw na świecie (w XVI i XVII wieku), potrafiliśmy sami przeciwstawić się jednej z największych armii świata (wojna 1920 roku). Niemniej z jakichś względów zdarzają się okresy, że padamy ofiarą – mówiąc słowami Daniela Golemana – erozji społecznej, która niszczy społeczne więzi. Było tak w czasach saskich i w okresie rozbiorów. Jest i teraz. Karnawał Solidarności to był czas, kiedy nagle wszyscy mieli miliony pomysłów i niewyczerpaną chęć do pracy pro publico bono.

„Powstanie »Solidarności« wywołało wielką falę aktywności także poza środowiskami pracowniczymi. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe organizacje tworzone m.in. przez uczniów, studentów (wkrótce utworzyli oni ogólnopolskie Niezależne Zrzeszenie Studentów), rzemieślników czy rolników. Z czasem o własne związki zaczęli walczyć nawet milicjanci. Odnowę przeżywały stowarzyszenia twórcze i środowisko dziennikarskie. Nawet w PZPR pojawiły się nurty reformatorskie, które z czasem przybrały postać tzw. struktur poziomych”. (Łukasz Kamiński IPN, Fenomen Solidarności)

Nie wiemy, czy ktoś policzył, ile w ciągu tych dwóch lat powstało organizacji we wszelkich rejonach naszego życia społecznego. Ktoś, kto sam nie przeżył takiego czasu, nie może tego dokładnie pojąć ani zrozumieć.

Solidarność nie oznaczała zakłamanej zgody wszystkich ze wszystkimi, przeciwnie. Możliwość dialogu, wolnej wymiany zdań, która nie raz i nie dwa stawała się naszym utrapieniem, kiedy pośród niekończących się dyskusji trudno było dojść do wspólnych wniosków i postanowień. Byliśmy tak różni – na szczęście.

„Szeroko rozumiany ruch »Solidarności« skupiał ludzi ze wszystkich warstw i grup społecznych. Był on także ruchem wszystkich pokoleń – od uczniów po kombatantów. W większości łączyło ich przywiązanie do Kościoła i narodowych tradycji, ale swoje miejsce w »Solidarności« znaleźć mogli także ludzie indyferentni religijnie i krytyczni wobec przeszłości. Już w okresie legalnej działalności Związku dochodziło do licznych sporów i podziałów, poczucie solidarności było jednak od nich silniejsze. Wszelkie wady i niedoskonałości solidarnościowego ruchu, ciemne strony jego historii (w tym dzieje zakulisowych machinacji i zdrady niektórych działaczy) nie mogą przesłonić faktu, że »Solidarność« zapisała jedną z najpiękniejszych kart naszej narodowej historii”. (Łukasz Kamiński IPN, Fenomen Solidarności)

Co nam z tego zostało? Co dziś znaczy dla młodych słowo Solidarność? Z kim się kojarzy? Z płomieniem nadziei i energii ogarniającym ludzi, radością, motywacją do działania, patriotyzmem, nadzieją i odwagą? Raczej nie, choć jeśli się mylimy to prosimy poprawcie nas. Może raczej z pyskaczami o nalanych twarzach opowiadającymi komunały i banały na rządowych akademiach „ku czci”? A może po prostu z niczym? Może jest tylko pustym dźwiękiem? Wyblakłą kliszą z przeszłości?

Co znaczy dziś znaczek Solidarności? Kiedyś nosiliśmy go z dumą i niejeden z nas dostał za to kilka solidnych pał od milicjantów i ubeków Jaruzelskiego i Kiszczaka.

Gdzie są ludzie Solidarności? Czy zdali egzamin? Nie za bardzo. Dali się w większości uwieść władzy i kariery za wszelka cenę. Pierwsza Solidarność była budowana od dołu, a druga od góry przy pomocy ludzi okrągłego stołu i nic nie zmieni tej prawdy. To, że działacze się postarzeli i urosły im brzuchy to nic. Najgorsze, że nie umieli wychować swoich następców.

Jakie dziś wartości prezentuje Solidarność samo ograniczona do roli związku zawodowego? Czy same sztandary związkowe na uroczystościach i kilku mniej czy bardziej udanych manifestacjach to wszystko? Czy Solidarność żyje czy skostniała i zamknęła się na swoich problemach organizacyjnych?

Czy jest skutecznym związkiem zawodowym? Kogo i jakie interesy reprezentuje? Pracowników, działaczy, struktur związkowych? Czym jest w świadomości i sercach Polaków? Czym jest dla Polski? Jaki jest jej prawdziwy obraz i sens działania ukryty pod drętwymi obchodami kolejnych rocznic i przemówieniami prominentów snujących, jakże często kłamliwe opowieści o swoich dokonaniach sprzed kilkudziesięciu lat, na które zresztą już mało kto zwraca uwagę.

Na te i inne pytania można odpowiedzieć różnie. Właściwie największy kłopot polega na tym, że nikt ich nie zadaje i nikogo w gruncie rzeczy nie obchodzą odpowiedzi. Nadchodzi kolejna rocznica. Znów usłyszymy przemówienia pełne gładkich niewiele znaczących sloganów.

Czy Solidarność jest siłą zdolną do poniesienia narodu i państwa z upadku, jakim się znajduje? Czy w ogóle stawia przed sobą takie cele?

Niech każdy z nas sam odpowie na te pytanie.

15 sierpnia

Fragment „Wody z mózgu” ( Fronda, Warszawa, 2011). Można przeczytać w kontekście ruskiego konwoju humanitarnego. Pominęliśmy nasze rozważania dotyczące semiotyki.

Ćwiczenia nr 2 z semiotyki politycznej, czyli kody wojny jako chroniczne umiłowanie pokoju

Z reguły tak jakoś dziwnie wychodziło, że wróg atakował w tym właśnie momencie, gdy Armia Czerwona gotowa było do podbicia tego kraju. W listopadzie 1939 roku pięć radzieckich armii stanęło na granicy z Finlandią, i nagle, jak na zawołanie padły pierwsze strzały z fińskich dział. Gazety natychmiast wybuchły świętym gniewem: „Odeprzemy atak Finlandii!”, „Damy odpór rozzuchwalonym bandytom!”, „Odpowiemy po trzykroć na uderzenie agresorów!”, „Zniszczymy zgnuśniała bandę!”. W 1940 roku, na grudniowej naradzie naczelnego dowództwa przez cały czas przewijała się ta sama myśl: Finlandia nas zaatakowała a my biedaczki-nieboraczki tylko się broniliśmy.(…) Atak na Niemcy planowano w zgodzie z tymi samymi regułami. Radzieccy stratedzy uśmiechali się zagadkowo, powtarzając do znudzenia: jeśli wróg nas zmusi do wojny, podejmiemy walkę obronną na jego terytorium.[1]

 

Putinowska Rosja, wierny kontynuator komunistycznych tradycji samowładztwa i dezinformacji uprawianego na skalę światowa – jak niektórzy mówią – polityczny dodatek do Gaspromu, stanowi niewyczerpane źródło przykładów kampanii manipulacji medialnych, szczególnie widocznych w momentach kryzysów takich, jak: katastrofa Kurska, wojną z Gruzją czy tragedia smoleńska. Miedwiediew po agresji na Gruzję powiedział: W ostatnim czasie, po zbrojnym konflikcie w Osetii Południowej, po wszczętej przez Gruzję agresji, nasze stosunki z Sojuszem Północnoatlantyckim układają się niełatwo - powiedział, podkreślając: „Nie my jesteśmy temu winni” (PAP)

W sierpniu 2008 roku zastygliśmy przed telewizorem pomiędzy sapaniem, zgrzytaniem i wystrzałami czołgów i obrazkami z chińskiej olimpiady, która akurat podówczas królowała w mediach. Obrazy wojny, lipnego olimpijskiego pacyfizmu i zmagania na sportowych arenach mieszały się ze sobą w jedną całość.

Gest Kozakiewicza, podniesiona ręka z rozłożonymi palcami w kształcie litery „V”, Putin na plakacie w czapce czekisty lub upozowany na Hitlera, to znaki mające wieka siłę oddziaływania. Jak to jest możliwe? Ponieważ odbiorca umie je odczytać, dzięki znajomości kodu kulturowego (semiotycznego), poprzez który dziesiątki milionów ludzi zrozumiało, co chciał powiedzieć Kozakiewicz gospodarzom igrzysk w Moskwie i co Gruzini myślą o premierze Rosji. Manipulowanie kodami może służyć celom perswazji i zmianie postaw.

Określenie kodów i ich „tracking” (czyli znalezienie tendencji zmian jakim podlegają) jest kluczem do sukcesu tak analizy naukowej, jak i marketingowej – także w polityce.

Co widzieliśmy w mediach?

ü      Flaga narodowa (rosyjska) powiewa na jadącym czołgu. To symbol zdobywców. Kiedy trzymają ją cywile (gruzińska) oznacza zazwyczaj to, że napadnięci manifestują wolę walki.

ü      Wręcz zrelaksowani czołgiści na wspaniałych ryczących czołgach, patrzący z góry z politowaniem na innych.

ü      Zburzone place się domy i rozpaczający ludzie.

ü      Zabici, ofiary wojny, zakrwawieni, rozpaczający bliscy.

ü      Ludzie uciekający z dobytkiem na wózkach.

ü      Żołnierz rosyjski z karabinem, raczej zadowolony, siedzi lub stoi ewentualnie kogoś przegania.

ü      Pogrzeby i plączące kobiety ubrane na czarno.

ü      Politycy wygłaszający komunikaty w stanowczym tonie.

ü      Putin na plakatach ucharakteryzowany na Hitlera lub czelistę.

ü      Nagłówki w gazetach: „Powrót do imperium zła”.

ü      Kobieta, Gruzinka pokazująca, co jej zostało z całego dobytku: tylko: lekarstwa i okulary.

ü      Obozy uchodźców.

ü      Żołnierze rosyjscy strzelają do dziennikarzy tureckich, ranna dziennikarka.

ü      Prezydent Kaczyński z odsieczą. Politycy na wiecu w Tbilisi.

ü      Komentatorzy w telewizji.

 (….)

 Zdaniem semiotyków, ten, kto zna takie prawidłowości, wie więcej o odbiorcach niż oni sami o sobie. Ktoś kiedyś powiedział: Powiedzcie mi, jakie macie sny a sprzedam wam nawet Adolfa Hitlera!. A nam, co się śni?  Być może Putin i Miedwiediew – niczym Freddy Krueger (ten z „Koszmaru z ulicy wiązów”) – chcą stać się autorami naszych lęków. (…)

Jaka jest prawdopodobnie intencja Putina i spółki? My was straszymy a wy się nas boicie, bo wiecie, że możemy zrobić wszystko. Jak nie, to wam przypomnimy niedawna historię.
Przy okazji wato zauważyć, że niezborne i asekuracyjne działania poszczególnych krajów Europy, np.: Niemiec czy Hiszpanii (w sprawie ewentualnych sankcji) powodują, że wszystko, co robią, zaczyna być odczytywane mniej czy bardziej wprost w kontekście reakcji Zachodu przed II wojną Światowa na agresywne poczynania Hitlera, który – jak pamiętamy –powiedział, że Sudety są jego ostatnim roszczeniem terytorialnym w Europie. Potem było gorzej i gorzej. Neville Chamberlain po powrocie z konferencji w Monachium 1938 r., powiewając na lotnisku Londynie świstkiem papieru z dumą ogłosił: „Przywożę wam pokój”, a hitlerowcy wkraczali do Czechosłowacji. Co prawda Chamberlainowi odpowiedział inny Anglik W. Churchill: „„Mieli do wyboru: wojnę albo hańbę .Wybrali hańbę. A wojnę będą mieli i tak.”

Nam pozostała tylko kwestia końcowa, której autorem był Józef Beck, w sejmie 5 maja 1939 r.: „Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Ale my w Polsce znamy pojęcie pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna i tą rzeczą jest honor”.

Przypomnijmy raz jeszcze co pisał Jean Baudrillard, francuski socjolog i filozof kultury, który twierdził, że żyjemy w świecie symulacji i że w ogóle nie było wojny w zatoce Perskiej. Wszystko jest symulacją – nie istnieje już dla człowieka zwierciadło (lustro), w którym mógłby się upewnić, co do swojego istnienia. Zmysły są w mediach, następuję postępujący proces dehumanizacji. Być może jednak jest na odwrót i symulacje służą do osiągania celi w realnym świecie i to tym skuteczniej, im bardziej perswazyjnie wpływają na otoczenie. Putin, zgodnie z sowiecką tradycją, najeżdżając swoimi czołgami inne państwo, symuluje misję pokojową (bo przecież teraz nie ma wojen tylko misje pokojowe) a kraje Europy zachodniej biorą aktywny udział w tej symulacji, niczym w jakimś stalinowsko-putinowskim Disneylandzie.(…)

Miedwiediewa i Putin swoją rewolucje semiotyczną realizują nawet na przykładzie Katynia. Gazeta Wyborcza przytacza taką informację: „Katyń sprawiedliwą zemstą” - Według nowych wytycznych dla rosyjskich nauczycieli, Katyń przedstawiany będzie jako „sprawiedliwa zemsta” za zagładę czerwonogwardzistów podczas wojny polsko - bolszewickiej w 1920 roku”.

To nie koniec. Dziennik „Wremja Nowostiej” pisze o nowych wytycznych dla nauczycieli, opracowanych przez Akademię Podwyższania Kwalifikacji i Zawodowego Przekwalifikowania, w których to: Stalin nie był żadnym masowym mordercą, tylko „efektywnym przywódcą”, modernizującym kraj i przygotowującym go do zwycięskiej wojny .

Zapominają tylko dodać, że II Wojna Światowa w zamierzeniach generalissimusa miała mieć charakter agresywny, a nie obronny.

Wiktor Suworow pisząc, że archiwa niemieckie wpadły w ręce ZSRR twierdzi:

„Pozwoliło to propagandzistom i agitatorom na spopularyzowanie tezy, że generałowie, admirałowie,, marszałkowie a oraz sam towarzysz Stalin cierpieli na… chroniczne umiłowanie pokoju. Tą ciężką przypadłość „Wojenno-istoriczeskij żurnal” opisała w sposób następujący: „Związek radziecki miał skrajnie pokojowe nastawienie i nie zdążył się otrząsnąć ze swego pacyfizmu, mimo dopiero, co zakończonej wojny z Finlandią”[2]

 



[1] Wiktor Suworow, Żukow, cień zwycięstwa, AiB, 2002, str.104

[2] Wiktor Suworow, Żukow, cień zwycięstwa, AiB, 2002, str:104, str. 113

1 siepnia

 

Jak namawiać do patriotyzmu?

 

Nie wiadomo. Patriotyzm to w mainstreamowych mediach temat niemodny i nowoczesny Europejczyk (oczywiście Polak, bo już nie Niemiec czy Francuz ) łatwo może się narazić na zarzut ksenofobii albo jeszcze, co gorzej, szowinizmu i nacjonalizmu. Jest to temat bardzo niebezpieczny i śliski. Można powiedzieć, że nawet wstydliwy. Trzeba dużo odwagi, żeby o tym mówić:

„Eee, właściwie o co ja chciałem cię spytać… Czy jesteś patriotą?”. Jest bardzo prawdopodobne, że zamiast odpowiedzieć na to pytanie, ktoś popuka się w czoło lub spotka nas wybuch niezdrowej wesołości. Chociaż może nie zawsze.

Okazuje się, że Polacy są najbardziej dumni ze swojej gościnności, a zaraz za tym z polskiego patriotyzmu i przywiązania do ojczyzny[1]. Dalej wymieniają polską kuchnię, kulturę i historię. Więc może nie jest tak źle?

Co jest potrzebne do skutecznego namawiania innych do patriotyzmu?

  • Trudno namawiać do miłości do ojczyzny, jeśli samemu się jej nie kocha. Tylko pod tym warunkiem można być wiarygodnym.
  • Potrzebna jest motywacja do pracy z ludźmi. Na pewno nie zaszkodzi, kiedy lubi się bliźnich. Nawet jeśli mają inne poglądy i są do nas niepodobni. Mizantrop rozczarowany do świata i ludzi wiele nie zwojuje.
  • Wielką cnotą jest cierpliwość (jak mówił papież Benedykt XVI: codzienna forma miłości) i nieoczekiwanie natychmiastowych rezultatów.
  • Bez znajomości historii i kultury ojczystej trudno znaleźć dobre argumenty.

W naszych patriotycznych rozmowach będą też bardzo pomocne kompetencje psychologiczne, które są częścią inteligencji emocjonalnej (IE), czyli wiedzy o tym, jakim się jest (samowiedza), jak sobie ze sobą radzić (samokontrola) i jak układać dobre relacje z innymi ludźmi. Warto też wiedzieć, jak mówić, żeby nasze przesłanie zostało dobrze zrozumiane. Komunikacja jest bowiem podstawą każdego psychologicznego oddziaływania.

W skutecznym prowadzeniu rozmów o patriotyzmie pomoże też:

  • Empatia, czyli rozumienie tego, co ludzie czują;
  • Umiejętność wpływania na innych i przewodzenia im;
  • Zdolność radzenia sobie sytuacji presji i stresu;
  • Wysokie poczucie własnej wartości i dobra samoocena.

Dodatkowo również warto być dobrym retorem, aby pięknie i trafnie formułować myśli. Może też się przydać znajomość manipulacji, jeśli trafi nam się niesforny rozmówca.

Wszystkiego można się nauczyć, a praktyka czyni mistrza. Najważniejsze to mieć świadomość misji oraz wiarę w to, co się robi i nie zrażać się trudnościami i porażkami.

Więc do dzieła!

Media polskojęzyczne (mętnego nurtu) nie za bardzo kochają patriotę. Chętnie pokazują ludzi, którzy nad nim wybrzydzają i z dużą przyjemnością ośmieszają postacie bohaterów narodowych. Przykłady? Oto jeden z ostatnich, dotyczący filmu Tajemnica Westerplatte, którego projekcja odbyła się 7 maja 2013 roku w Parlamencie Europejskim:

„Znany głównie z roli Ferdka Kiepskiego pieszczoszek Platformy Obywatelskiej z dumą chwalił Tajemnicę Westerplatte jako kolejny po Pokłosiu obraz będący »kamyczkiem wrzuconym do nieskazitelnego polskiego ogródka«.

Aktor krytycznie ocenił otaczanie czcią »narodowych klęsk« i podkreślił, że »na szczęście« będą powstawać kolejne, podobne do Pokłosia i Tajemnicy Westerplatte produkcje, m.in. o Powstaniu Warszawskim, które wpiszą się w modny nurt demitologizacji wydarzeń historycznych. Nurt, który można streścić słowami kaprala Grabowskiego z Tajemnicy Westerplatte: »Polacy nie zasługują na zwycięstwo«.

Podczas projekcji twórcy rozprawili się także z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim i jego Pieśnią o żołnierzach z Westerplatte:

»Kiedy się wypełniły dni

i przyszło zginąć latem,

prosto do nieba czwórkami szli

żołnierze z Westerplatte (...)«.

Robert Żołędziewski, odtwórca roli kpt. Franciszka Dąbrowskiego, dowodził, że wielu z nas uczyło się tego wiersza, a przecież z prawdą historyczną nie ma on wiele wspólnego, bo w obronie Westerplatte zginęło tylko 15 żołnierzy. Gdzie więc te czwórki? - pytał Żołędziewski”[2].

Motywem takich wypowiedzi jest wstyd, głupota, chęć przypodobania się „Europejczykom”, konformizm, wyrachowanie, a może wszystko razem? Rzecz warta zbadania.

Niniejszy tekst nie jest podręcznikiem. To mała, skromna książeczka, która ma być pomocna każdemu, kto chciałby bez kompleksów porozmawiać o wolności i polskim patriotyzmie.

Ćwiczenie: Co byś odpowiedział, Szanowny Czytelniku, twórcom obrazu Tajemnica Westerplatte, którzy są autorami słów zacytowanych powyżej?



[1]              http://badania.net/z-czego-dumni-sa-polacy/

[2]              http://wpolityce.pl/wydarzenia/53115-niszczenie-symbolu-polskiego-patriotyzmu-kamyczkiem-w-ogrodku-czyli-jak-platforma-dba-o-pamiec-w-parlamencie-europejskim