Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

Blog listopad 2014

24 listopada

Kształcenie charakteru – umiejętność niemodna

Starożytność zwracała uwagę na kształcenie człowieka na wielu płaszczyznach:

  1. Fizycznej – sam Platon był przecież doskonałym zapaśnikiem
  2. Umysłowej – Sokrates niestrudzenie prowadził dialogi, poprzez które - jak wierzył - mógł wydobyć, z każdego (albo prawie z każdego) wiedzę i prawdę, do jakiej miał dojść sam prowadzony przez niego krok po kroku dzięki indukcji (od ogółu do szczegółu). Uważał, że tylko tak zdobyta wiedza ma wartość dla człowieka.

Platon sądził, że rodzimy się z zasobem wad i zalet a wychowanie może jedynie te naturalne zdolności rozwinąć lub ograniczyć. Był zwolennikiem kierowania celami wychowania przez państwo. Do 6 roku życia dzieci mają wychowywać się razem, potem osobno, do 10 roku życia dzieci mają się bawić, ćwiczyć ciało, nie uczyć.

Arystoteles rozróżniał w człowieku aż trzy rodzaje duszy podlegające właściwym sobie metodom wychowania: dusza zwierzęca (wychowanie moralne), dusza roślinna (wychowanie zdrowotne) i dusza myśląca (wychowanie umysłowe).

Święty Tomasz z Akwinu mówił, że człowiek ma dwie podstawowe władze: władzę poznawczą - czyli umysł, intelekt, oraz władzę pożądawczą - wolę. Obydwie z nich muszą być kształtowane w procesie dorastania. Jak jest teraz?

Czy w szkole należy mówić o moralnych wartościach? Czy istnieją dobre cechy charakteru, które należy praktykować w szkole? Z różnych względów w ostatnich kilkudziesięciu latach zostało to zarzucone. Miały na to wpływ ideologie: różne formy mniej, lub bardziej zakamuflowanego komunizmu i postkomunizmu(jak to miało miejsce w Polsce) lub gloryfikowanie wolnego wyboru jako naczelnej wartości samej w sobie, co ma miejsce na zachodzie.

Mieczysław Kreutz (odkrywca szczepionki przeciwko tyfusowi plamistemu) zaproponował swoją metodę kształcenia charakteru. Uważał, postęp techniczny jako całkowicie indyferentny, który sam w sobie nie przynosi wartości moralnych i dlatego potrzeba pracować samemu mad kształceniem określonych cech charakteru. Mieczysław Kreutz był przede wszystkim praktykiem i nie definiował nawet samego pojęcia charakteru skupiając się na praktycznych kwestiach. Kształcenie charakteru i postępowanie, traktował, jako terminy zamienne: idzie o to, aby unikać zła a podstawową metodą pracy psychologicznej nad sobą jest introspekcja.

 

Określił pięć kluczowych uwarunkowań kształcenia charakteru:

ü      Myśl – każde ludzkie zachowanie poprzedzone jest myślowym wyobrażeniem działania.

ü      Atrakcyjność – niektóre czynności oceniamy, jako bardziej atrakcyjne niż inne (i je wykonujemy)

ü      Sytuacja zewnętrzna – okoliczności działania mogą być mniej lub bardziej sprzyjające podjęciu działania

ü      Powtarzalność – niektóre czynności powtarzalne (o ile nie wywołują emocji negatywnych) realizuje się łatwiej

ü      Brak centralnej woli –uważał, że nie ma jednej (centralnej silnej woli),ale szereg dyspozycji, które odpowiada za praktyczne funkcjonowanie naszych zalet i wad

 

Co zrobić, aby postępowanie ludzi było zgodne z przyjętymi normami?

Oto metoda, którą proponuje:

ü      Namysł wstępny – Najpierw należy się zastanowić, jaki jest mój cel życiowy i jakie są moje wady.

ü      Cel pozytywny -  człowiek powinien mieć jakiś swój cel pozytywny (najlepiej mający za zadanie podniesienie społeczności na wyższy poziom rozwoju). Może dotyczyć to różnych dziedzin. Jeśli już taki mamy, to powinniśmy wybrać cel tymczasowy, krótkoterminowy, który stanowi kolejny krok na drodze do tego najważniejszego.

ü      Kontrola własna – każdy dzień powinien być analizowany za pomocą trzech pytań:

  1. Czy uległem dzisiaj wadzie, nad którą pracuję?
  2. Czy zrobiłem dziś to, co planowałem?
  3. Czy nie przekroczyłem w jakiś istotny sposób zasad moralnych?

 Kontrola własna jest ważna, ponieważ mamy informacje o postępie lub regresie naszego postępowania a przy okazji kształcimy krytyczny zmysł moralny i refleksję.

 

ü      Rozmyślanie codzienne – jeżeli uważamy, że wyniki naszego działania są negatywne należy się zastanowić, co jest tego przyczyną: jakie działania i okoliczności na to wpłynęły. Natomiast, jeśli są pozytywne trzeba wyznaczyć cele na dzień następny podnosząc jednocześnie poziom trudności.

ü      Zmiana warunków zewnętrznych – musimy starać się eliminować z naszego otoczenia te czynniki, które nam przeszkadzają w działaniu, a poszukiwać tych, które nam pomagają. Szczególnie istotne jest poszukiwanie ludzi, którzy nas motywują do działania i pomagają nam w pozytywnym rozwoju.

ü      Lektura – bardzo pomocne może być analizowanie literatury, z której możemy czerpać wzory postępowania i zachowań. Kreutz miał na myśli przede wszystkim literaturę formatu i rodzaju, jaką tworzyli Sienkiewicz, czy Prus.

ü      Istotną rolę widział dla rodziców i szczególnie podkreślał stałe codzienne rozmowy z dzieckiem, dzięki którym między innymi można uczyć je samokontroli i rezygnacji natychmiastowego zaspokajania wszelkich potrzeb. Na marginesie warto zaznaczyć, że umiejętność odroczenia satysfakcji jest podstawą osiągnięć życiowych, a sławny cukierkowy eksperyment stał się jedną podstaw inteligencji emocjonalnej (dzieci mogły dostać od razu garść cukierków lub za godzinę całą tacę a te, które wybrały drugą opcję – jak się okazało w toku wieloletnich badań -osiągnęły w życiu dużo więcej, niż te pierwsze).

 

Kształcenie charakteru według metody prof. Mieczysława Kreutza jest przede wszystkim bardzo proste, klarowne i skuteczne. Nie wymaga żadnego przygotowania psychologicznego. Może być źródłem poznania samego siebie i harmonijnego rozwoju osobowości.

Oczywiście jest to proces, który nigdy się nie kończy tak, jak nigdzie nie ma granicy samodoskonalenia, a zawsze istnieją jakieś obszary, które możemy poprawić.

7 listopada

Ojciec nowej generacji, czyli „fejk” rodziny

 

 

Kto z nas nie marzył w szkole o tym, aby mieć wyrozumiałych i tolerancyjnych rodziców? Takich, którzy by przymknęli oko na różne wpadki w szkole (i nie tylko)? Przecież to byłby prawdziwy raj!!!

 

 

[1]

Pod owym demotem rozpętała całkiem spora dyskusja, w której wyraźnie zaznaczały się trzy problemy. Z jednej strony pojawiły się głosy pełne oburzenia:

rumiankowapanna: Współczuję nauczycielowi a tatusiowi życzę by to co napisane w cudzysłowie sam słyszał od swojego syna codziennie. I wszystkim, co tak „gratulują pomysłu” - życzę takich dzieci w przyszłości.

biednybelfer: I to sie nazywa wsparcie ze stronny rodziców. :{ A później są skargi, że nauczyciel nie wychowuje, że młodzież niczego w szkole sie nie uczy. Buractwo niestety wynosi się z domu...

mentol: świadczy to tylko o rodzicu... żal patrzeć na takie dzieciaki...

bmbl80: Tylko ktoś kto niema szacunku dla innych mógł tak napisać. Nie dziwne później, że gówniarze robią z nauczycielami co chcą

kaziowichura: jeśli jesteś głupi to masz to po ojcu

Everial: porażka O.o Egzamin na rodzicielstwo oblany na całej linii

vindictive: Jestem co tatuś powie na starość jak dzieciaczek odda go do domu starców, może „nie tak Cię wychowałem?”. Owszem jest to demotywator... zero szacunku dla drugiego człowieka i aktualny jest dalej cytat „To ludzie ludziom zgotowali ten los”(jeśli czytacie coś po za bashem)

ktos128: Ojciec nowej generacji

dieHappy: żal mi dziecko, jak ma takiego tatusia - pewnie jakaś rodzina z grzybem w łazience i tylko piFFFFkiem w lodówce. Ja nie widze nie zabawnego, że gnoj jak sie odezwał do starszego.

ulla: to ma być zabawne? 2 buraki. ojciec i syn, niektórzy nie powinni się rozmnażać.

MarioSuperFly: tatuś zaświecił przykładem. Żałosne. Temu mamy takie społeczeństwo. Dzieci wychowywane bezstresowo.Patologia.

grocoos: Do tych, co piszą, że chcieliby mieć takiego ojca: gratuluję. Powiem tylko, że żal mi waszych ojców, że tak ich nie doceniacie, skoro wolelibyście mieć kogoś, kto pozwala wam w ten sposób mówić do nauczyciela. A z tego dzieciaka wyrośnie rozpuszczone gówno i tyle.

loveconnected: Tylko postawcie sié na miejscu nauczyciela. Dzisiaj niestety jest tak, że autorytet nauczyciela dodatkowo podważany jest przez rodziców. Skoro nie potrafią zrozumieć pewnych norm, to po co posyłają dzieci do szkoły?

 

Ale sądząc po tym, że za „Najlepszy komentarz” uznano wpis gagatonicica z 19 sierpnia 2009 o 17:22:

Podobna sytuacja w dzienniczku mojego taty. „Pana syn pali papierosy.” „Wiem”

Niemniej rzesza komentatorów, wręcz marzących o takim rodzicu, była znacznie większa. Oddajmy im głos:

Ascara:  Mogłeś/aś zamazać podpisy... Ja mialam taka sytuację też... W październiku „Proszę stawić się do szkoły w sprawie córki” „Przepraszam ale do świąt będę bardzo zajęty. proszę wszystko załatwić z córką” Oczywiście tata zajęty nie był :P Ale nie lubił wychowawczyni :P

Raverman: heh, tez chcialbym miec takiego empatycznego starszego. +;

Sospiro: niech ten pan mnie zaadoptuje. :D;

bocjan: W podstawówce dostałem uwagę, która brzmiała mniej więcej tak: „Syn przez cały czas rozmawia na lekcji.” Mama napisała: „Po to są koleżanki i koledzy żeby z nimi rozmawiać”;

Tooth hahahaha: D też chcę takiego ojca :P

MalikDiouf: miec takiego tate, zyc, nie umierac :) przynajmniej w mlodosci

lewelewelove: chciałabym mieć takiego ojca.

dice: Zaadoptuj mnie panie Tato.

bakteryja: hahahahahah, mocne ;DDD chce takiego ojca :D

empty206: hahahahaha ... szacunek dla ojca ;)

patrzyk60: Chciałbym mieć takiego starego :]

andzelika9509: taki tata to skarb ;D

galaxydancing: Prowadźcie taką dyskusję dalej, a ja Wam powiem, że dobrze jest mieć takich straszych. :D Ot, co. ;)

missO: tato rzadzi ! xD

BBoyCwaniak: czmu to nie mój tata:((

dirtyword: taki ojciec to skarb ;D:P

 

Patryk też miał takich rodziców: nie tylko ojca, ale i matkę. To była pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych. Początkowo jego rodzina była normalnie nudna. Niezbyt duże mieszkanie dwupokojowe na osiedlu. Jakieś obiady niedzielne za schabowym i surówką z marchwi i jabłka. Czasami jakieś wspólne wyjście do kina. Ochrzan po wywiadówce za pałę z matmy i szlaban na tygodniówkę, wyjście z kumplami. Ot, rutyna. Naprawdę nic specjalnego. Tyle pamięta z tamtego okresu.

Jego starsi, gdy miał ok. dwunastu lat, uznali, że najwyższy czas przestać wegetować i trzeba zacząć za czymś się rozejrzeć. Ojciec pracował jako urzędnik a matka była fakturzystką. Właściwie, żeby dorobić w miejscu pracy, nie mieli żadnych możliwości a i coraz głośniej w pracy ojca mówiono o: prywatyzacji, restrukturalizacji, zwolnieniach... Ale od czego są znajomi. Jeden z nich powiedział, że ma dla nich idealne rozwiązanie: nie będę musieli ani rzucać pracy a czasu będą poświęcać tyle, ile sami będę uważali za stosowne. Zainteresowało ich to. Postanowili się umówić na pierwsze spotkanie, które odbyło się u nich w domu. Patryk nawet był wtedy na nim. Ten znajomy wyglądał niczym menedżer wyjęty z serialu: świetny garnitur, zegarek, intrygujący zapach drogiej wody kolońskiej. On też słuchał go z otwartymi ustami. Pochłaniał tę wizję swobody, sukcesu, pieniędzy. Bardzo chciał, żeby jego starsi weszli w ten bussines. I oni weszli: słuchali codziennie nagrań motywacyjnych, oglądali filmy szkoleniowe, jeździli na specjalne spotkania; jednym słowem: weszli w to ciałem i duszą.

Z innych tego typu meetingów, które były organizowane w ich mieszkaniu, raczej go wyganiano, żeby się nie pętał i nie przeszkadzał. No, chyba że trzeba było zaprezentować się jako pełna i szczęśliwa rodzina. Wtedy go wołali. Czuł się jak małpa w cyrku, ale – jeżeli nie odpalał żadnych cyrków­ – dostawał ekstra kaskę. Bo dzięki ich zaangażowani osiągnęli też efekty: wkrótce samochód został zmieniony na nowiutkiego Peugeota, wzięli i kredyt i zamieszkali w nowym mieszkaniu, w którym miał swój pokój z takim sprzętem audio, że inni mogli tylko pomarzyć.

O ile ich upline dla rodziców był zawsze dostępny: mogli do niego dzwonić o każdej porze dnia i nocy, zwracać się z każdą, nawet najbłahszą, sprawą, o tyle dla Patryka stali się nieosiągalni. Czasami chłopak miał wrażenie, że gdyby jego starsi staliby się astronautami i latali wokół Księżyca, to mógłby z nimi nawiązać łatwiejszy i częstszy kontakt; mógłby porozmawiać, pogadać i nawet – co mu samemu wydało się dziwne – spytać się o coś. Ale on miał nie przeszkadzać. Stał się dla nich „niewidzialnym człowiekiem”.

Patryk nie chodził do najlepszej ze szkół. Pewnie przez to i dzięki wrodzone inteligencji przechodził z klasy do klasy. Jakoś, ale przechodził. Potem znalazł się w liceum.

Kumple mu zazdrościli: miał kasę, właściwie non stop wolną chatę a jego starsi byli tacy tolerancyjni! Nawet, kiedy wracał na pruty z imprezy, kończyło się na zrzędzeniu matki. O ile jego starsi byli w domu, rzecz jasna. Nawet wtedy, kiedy przenocował koleżankę. Nic. Rodzice w końcu uznali, że jest już (prawie) dorosły i tak naprawdę to problem jest rodziców dziewczyny, no bo skoro oni na to zezwalają, to oni przecież są tolerancyjni… Patryk miał tylko uważać – tu ojciec puścił do niego oko – „Rozumiemy się, prawda?”.

 No proszę! Jak pięknie! Ale zaraz, zaraz… Miało być o piekle a jest o życiu prawie jak w niebie! Jak w niebie?

A czy wszyscy wiemy, czym jest „tolerancja”?

W końcu to termin, który robi zawrotną karierę w naszych czasach i szermuje się nim w mass mediach przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ba! A niech tylko do kogoś przylgnie etykieta „nietolerancyjnego” a wtedy gorze mu!

Źródłosłów słowa tolerancja (od łac. tolerare), znaczy wytrzymać, znosić, przecierpieć. Innymi słowy: nie zgadzam się z tobą, ale jestem w stanie ścierpieć twoje poglądy. Znosić je. Tymczasem manipulacja, jaka została dokonana na tym słowie, sprawiła, że dzisiaj tolerancja oznacza życzliwą otwartość i akceptację.[2]

Dziwnym trafem „nietolerancyjnymi” zostają określani bardzo często osoby traktujące sprawy na poważnie, mające określone kryteria, co jest, dobre, a co nie, co można, a co nie jest dopuszczalne żadną miarą. Często bowiem zarzut nietolerancji z tolerancji tworzy monstrum: zlepek dobra i zła tak wymieszany, że jednego od drugiego nie sposób odróżnić![3]

 

Patryk coraz bardziej zaczął czuć się, jak astronauta, który wyszedł z rakiety w przestrzeń kosmiczną. Pewnie obiema rękami by się podpisał pod wyznaniem… szatana!

 

Egzorcysta, ojciec Candido Amantini, w  przytacza taki przykład: „Pewnego dnia, przystępując do egzorcyzmu, spytałem 13-letnią dziewczynkę, jak wyglądają w piekle po śmierci związki dwóch śmiertelnych nieprzyjaciół za życia. Dziewczynka, śmiejąc się histerycznie, odpowiedziała: «Idioto! Tam nie ma żadnych stosunków, każdy przebywa sam! Na tym właśnie polega piekło!»”.[4]

 

Obecnie to w jego ‘dawnej’ rodzinie to już wszyscy są samotni. Starsi rozwiedli się. Ojciec raz z jakąś jedna laska, potem z jakąś inną. Nie wie tego dokładnie, bo nie spotykają się. Powiedział ojcu kiedyś, że  żeby z nim się chciał spotkać, to najlepiej, jakby wstąpił do tworzonej i rozwijanej przez struktury, ale niech nie liczy na to. Matka choruje na depresję i chodzi od psychiatrów, jeździ po sanatoriach. On nie jest samotny, gdy chodzi na meetingi AS. Tam się czuje dobrze.

Ale nie są to mitingi biznesowe. To grupy spotkaniowe Anonimowych Seksoholików.  Samotność, poczucie pustki starał się zapełnić seksem, aż stracił nad tym kontrolę.

SebaMozart1: hahah! dobre! :D nawet jak to jest fake to i tak dobre :P

Megg97: ahahahahaahhahah genialne, nawet jeśli fake XDDDD

infelice: haha..wiecie co dla mnie to nawet nie wazne czy fake czy nie.. mimo wszystko bisty tekst. xD duży + ; D mało demotywatorów mnie tak rozśmiesza jak ten. xD

Krystian Może i fake, ale śmieszny fake :D

 

Podejrzewamy, że nie wszyscy czytelnikom znane jest znaczenie terminu „fejk”, zatem od razu spieszymy z wyjaśnieniem:

Fejk: Podszywanie się za kogoś wgrywając na portal społecznościowy jego zdjęcia, podając jego login i wypowiadając się za niego naprawdę go nie znając; po angielsku „fake”, czyli „podróbka”. [5]

 



[1] http://demotywatory.pl/87716/Twoj-tata [dostęp: 2013-09-09]

[2] Małgorzata Tadrzak-Mazurek, ks. Andrzej Godyń SDB, Rozmowa z Grzegorzem Górnym W PUŁAPCE POLITYCZNEJ POPRAWNOŚCI. Terror tolerancji, Magazyn Salezjański Don BOSCO, strona: 19

http://www.donbosco.pl/archiwum-2007-07-960 [dostęp 2013-09-23]

[3] O. Ignacy Kosmana OFMConv, Tolerancja - matka głupich...?, http://www.niedziela.pl/artykul/82109/nd/Tolerancja---matka-glupich [dostęp 2013-09-23]

[4] Roman Konik, Zapomniana konieczność czyli rzecz o egzorcyzmach, Sekty i Fakty. Kwartalnik informacyjno-profilaktyczny Nr 2007/2

[5] Miejski słownik slangu i mowy potocznej, http://www.miejski.pl/slowo-Fejk