Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

Bliog styczen 2015

29 stycznia

Jak mass media tworzą rzeczywistość?

 

Społeczny charakter człowieka polega na jego obcowaniu ze światem za pomocą symboli (Berger, Luckman, 1983). Symboli, których największym nośnikiem są media. Człowiek może egzystować społecznie dzięki własnej wiedzy, którą tworzą informacje dochodzące doń zewsząd. System wiedzy powinien być uporządkowany i spójny, w przeciwnym wypadku w jego regulującym działaniu wystą­pią zakłócenia. Społeczeństwo poprzez swoje mass media winno stać się źródłem regularności, ładu, przekształcając proste informacje umożliwiające funkcjono­wanie w świecie w skłonności, następnie w nawyki. Nawyki tworzą określone typy czynności. Ustala się wzory interakcji pomiędzy członkami społeczności i standardy. To prowadzi następnie do tworzenia zewnętrznych wobec jednostki faktów, będących elementami jej otoczenia. Na tej podstawie dochodzi do instytucjonalizacji działań i zachowań, powstawania uniwersum symbolicznego.

Człowiek podporządkowuje się systemowi, w którym żyje uznaje go są obiektywną sferę faktów.

Uprawomocnienie się instytucji i praw jest dziełem specjalnych grup ludzi: kapłanów, uczonych, ideologów lub dziennikarzy. Z chwilą, gdy pojawią się specjaliści, których rolą jest uprawomocnienie systemu, ich praca umożliwia narzucenie innym określonych definicji rzeczywistości. Owa wiedza wyznacza granice świata i wszystko, co jest poza, traci swoją ważność.

Rzeczywistość jest społecznie tworzona. Jej definicja brzmi tak: jest to własność takich zjawisk, których przyznajemy istnienie niezależnie od naszej woli. Natomiast wiedza rozumiana jest jako pewność, że dane zjawiska są rzeczywiste oraz posiadają określoną charakterystykę ( Berger, Luckman, 1983).

Człowiek nie zaprząta sobie zwykle głowy tym, co jest dla niego rzeczywiste, ani tym, co wie, dopóki jakiś problem nie ogra­niczy jego działalności. Niemniej musimy być świadomi, że grupy ludzi posiadają diametralnie różne wizje rzeczywistości, z których wynikają określone jej pokazywanie w mass mediach przez dziennikarzy. Tylko to „istnieje”, na co mass media skierują swoją uwagę: istnieją tylko ci politycy, tylko te partie, o których się mówi i które się pokazuje. To wie chyba każdy, ale z wieloma innymi sprawami jest podobnie. Mass media walczą o naszą uwagę, ale ceną, kosztem, jaki my za to ponosimy, jest kierowanie się zgodnie z ich decyzjami, priorytetami i wartościami. Jak też naturalnie interesami, nie zawsze zresztą, zgodnymi z naszymi. Jeśli zdasz się tylko na jeden rodzaj mediów, jedno źródło informacji twój świat może stać się miejscem bardzo uproszonym i ubogim.

Jak silny jest wpływ telewizji? O to można się spierać – będziemy pisać o tym dalej – jedni przeceniają, inni nie doceniają jej siły, niemniej wpływ na postawy ludzi jest niewątpliwy i może bardziej skomplikowany i niejednoznaczny, niż można przypuszczać.

Telewizji „zawdzięczamy” – czy chcemy czy nie, kilka rzeczy:

Strukturalizację definicji rzeczywistości - opis świata, w którym się poruszamy i żyjemy – wartości, antynomie, normy, zwyczaje i obyczaje, kultura i wszystko, co z tymi sprawami się wiąże.

Status i legitymizację władzy - ważni ludzie mają wpływ na mass media. Ważni ludzie występują w mass mediach. One nadają im status osób publicznych. Przez nie mężowie stanu (lub przekupni tuzinkowi politycy) mówią do nas, do zwykłych zjadaczy chleba. Dzięki mass mediom wiemy, jacy oni są ważni i znamy swoje miejsce w szeregu.

Informowanie szybkie i powszechne - mass media to system nerwowy społeczeństwa. Analogia jest głęboka, ponieważ podobnie jak dzięki systemowi nerwowemu możemy doznawać wpływu, jaki na nas wywiera rzeczywistość, jak też i na nią wpływać – tak samo rzecz ma się z mediami i otoczeniem.

W swojej książce Szanto Iyegar i  Donald R. Kinder (Iyegar Sz. Kinder D.R., 1989) zadają takie pytanie: czy telewizja odzwierciedla rzeczywistość, czy też rzeczywistość jest odzwierciedleniem telewizji? Po przeprowadzeniu wielu badań autorzy dochodzą do wniosku, że wagę problemu widzowie określają na podstawie ilości czasu poświeconemu danemu problemowi w telewizji, a potem przykładają taką samą wagę w swojej hierarchii ważności spraw, co potwierdza tzw. hipotezę układu wiadomości.

Drugą hipotezą, którą autorom udało się dowieść, to prawdziwość tzw. hipotezy podkładu. Polega ona na tym, że ludzie przy formowaniu swoich ocen biorą pod uwagę całość swojej wiedzy, a nie to, co ostatnio widzieli w dzienniku telewizyjnym. Niemniej wpływ telewizji na ludzi autorzy uważają za ograniczony. Co prawda, widzowie są pod wpływem tego, co prezentuje im telewizja, ale bardzo trudno zmieniają swoje trwałe zapatrywania. Mimo wszechobecności telewizji w całych Stanach Zjednoczonych, jej ograniczoność działania jest powszechna. I rzecz najważniejsza: zdawanie sobie sprawy, z oddziaływania układu wiadomości i hipotezy podkładu w dużej mierze zabezpiecza przed prostym wpływem telewizji.

Henry Kissinger powiedział kiedyś, że nie zwraca uwagi na treść wieczornych wiadomości, ale na to, czemu i ile poświęcają czasu i dzięki temu wie, co się dzieje w kraju (Aronson, Pratkanis, 2003).

Iyengar i Kinder (Iyegar Sz. Kinder D.R., 1989) przeprowadzili badanie, w którym osobom uczestniczącym (w toku tygodniowego eksperymentu), podczas wieczornych wiadomości dostarczano stałej dawki informacji na określony temat (w jednej grupie była to obronność, a w drugiej sprawy gospodarcze). W efekcie każda z tych grup uważała, że „jej” temat jest tematem kluczowym dla kraju.

Na nasze postawy ma również wpływ sposób, w jaki są relacjonowane wiadomości w telewizji: epizodyczny czy tematyczny ( w wiadomościach przeważa zazwyczaj tematyczny). Okazało się, że jeśli problem jest relacjonowany epizodyczne, widz bardziej jest skłonny szukać indywidualnych motywów działania u bohaterów wydarzeń. Relacja tematyczna sprzyja bardziej spojrzeniu sytuacyjnemu (na przykład winę ponosi społeczeństwo czy przedstawiciele administracji).

Na takie spostrzeganie składa się kilka czynników, począwszy od obrazu przedstawicieli grup społecznych przedstawianych w telewizji: na przykład naukowcy są zwykle szaleni i demoniczni. Osoby określane jako umiarkowanie uzależnione od telewizji (4 godziny oglądania dziennie) uważają, że w społeczeństwie istnieje nadreprezentacja polityków, prawników i sportowców. Mają większe, niż reszta uprzedzenia rasowe. Są przekonani, że rozpowszechnienie przestępczości jest większe, niż jest w istocie. Kobiety są bardziej ograniczone od mężczyzn, a osoby starsze bardziej schorowane, niż kiedyś. Swoją drogą ciekawe jakby wypadły takie badanie w Polsce, może zaryzykujemy postawienie kilku hipotez: wszyscy politycy są skorumpowani, kobiety to głównie samotne matki, feministki, ewentualnie lesbijki, starzy ludzie (o ile jeszcze żyją) stoją przeważnie w różnych kolejkach w przychodniach zdrowia. Może zresztą tak jest w istocie?

Kobiety oglądające reklamy uważają, że mają „za dużo ciała”. Zaś inni przeciętni zjadacze telewizji są przekonani, iż przestępstwo jest wynikiem w większej mierze indywidualnych dewiacji i skłonności przestępcy niż presji sytuacji, w jakiej się znalazł. Oba te osądy, zaszczepiane przez mass media, mogą w realnym życiu spowodować w jednym przypadku anoreksję, a w drugim stronnicze traktowanie sprawcy przestępstwa.

W gruncie rzeczy, nie wiadomo, co to znaczy, że mass media odzwierciedlają rzeczywistość, zwłaszcza, że każdy z nas nosi w głowie jej nader subiektywną wersję. Prawdopodobnie zdania zawsze będą podzielone, ale płynie z tego jeden, podstawowy wniosek. Nie istnieje nic takiego, jak „jedynie słuszna wizja świata”, prezentowana w mass mediach i trzeba się z takim marzeniem rozstać. Podzielając pogląd św. Tomasza i rozumiejąc pojęcie prawdy jako: „zgodność rzeczywistości z rozumem”, mamy świadomość, że nasze medialne opisanie rzeczywistości jest subiektywne i często mylne, niemniej – naszym zdaniem – istnieje prawda niezależna od naszego poznania. Prawda nie jest relatywna, mimo naszych poznawczych problemów.

Być może należy mówić tylko o wizjach tendencyjnych i przesadnie subiektywnych, a nawet o takich, których głównym celem jest manipulowanie ludzkimi zachowaniami i postawami. Niekiedy realizowanymi na zamówienie.

 

Reakcje ma mass media elektroniczne mają charakter społeczny i istnieje tendencja (czy aksjomat poznawczy), aby wszystko, co się dzieje w mass mediach (a zwłaszcza w telewizji), przynajmniej dla niektórych ludzi, było wiernym lub przynajmniej wiarygodnym odzwierciedleniem.

Reakcja społeczna na telewizję i komputer uwarunkowana jest przez trzy powtarzające się elementy:

–        wielkość ekranu,

–        sposób kadrowania (wybierania planu) i

–        postrzeganie odległości ( to ostatnie zależy od widza).

Te czynniki, wpływające na odległość, są tak naprawdę od siebie niezależne, aczkolwiek ich wpływ się sumuje. Zmiany, jeśli chodzi o postrzeganie odległości, wpływają na postawy, koncentrację uwagi, pamięć, a nawet na stopień pobudzenia przy odbiorze komunikatu.(Byron, Clifford, 2000)

 

Telewizja tym różni się od kina, że produkuje rzeczywistość, przedstawiając ją w formie strumienia audiowizualnego, „którego krańce znajdują się poza horyzontem percepcyjnym widza.” Agnieszka Ogonowska (Ogonowska, 2005) wyszczególnia cztery funkcje przekazu telewizyjnego:

  1. Informacyjną,
  2. Ludyczną,
  3. Perswazyjną
  4. Fatyczną tj. służącą jedynie podtrzymaniu kontaktu.

Jej zdaniem ta ostatnia jest najważniejsza. Zapewne zmienia się to w zależność od rodzaju nadawcy czy formy i celu programu. Czy różne formy debat, dysput i rozmów politycznych, prowadzonych wedle rozmaitych recept, scenografii i metod śledczych są bardziej – trzymając się tej terminologii – czy mniej fatyczne, ludyczne czy informacyjne? A może perswazyjne?

Telewizja inwigilująca „penetruje” społeczeństwo, rzeczywistość starając się za wszelką cenę dotrzeć do samego źródła sprawy i pokazując zjawiska ją możliwie najbliżej i najwyraźniej jak to możliwe. Chorych i biednych ludzi pozostawionych samym sobie, przekupnych polityków i urzędników. Zazwyczaj skupia się na patologii społecznej, mając nadzieję, że pokazywanie prawdy może dopomóc społeczeństwu i doraźnie bohaterom reportaży. Taka telewizja zaprasza do aktywności.

 

W czasie zaciekłych debat pomiędzy politykami i dziennikarzami (a często i widzami), przeplatanych materiałami archiwalnymi lub reportażami, internetowymi dyskusjami (czatami) tworzy się nowa płaszczyzna dyskusji i rozważań nad historią, polityką czy sprawami społecznymi. Nowa – nie znaczy, lepsza. Na pewno bardziej dostępna dla widzów, ale czy taka wymiana opinii, często przesycona poważną dozą sofistyki i erystyki, mająca nie raz posmak jarmarcznej burdy, wiedzie nas do prawdy? Przypuszczalnie takie widowiska telewizyjne wywierają wpływ na postawy odbiorców, ale i ten wpływ nie jest do końca jasny i zdefiniowany.

To, czego nie ma w TV to nie istnieje, to, co nie jest nazwane przez TV, tego nie ma. Pokazując jedne rzeczy, a wykluczając inne, media decydują o ich ważności

 

 

Wojciech Warecki, Marek Warecki, Co wpływa na dziennikarzy i na co mają wpływ dziennikarze?

 

19 stycznia

10 błędów popełnianych przez dobrych rodziców


Na temat wychowania napisano i powiedziano już wiele. Teraz chce się skupić na dobrych rodzicach i gorąco polecić książkę „10 błędów popełnianych przez dobrych rodziców” Kevina Steede`a. Z praktyki wiem, że często rodzicom brakuje czasu, aby przeczytać obszerną lekturę i wolą się skupić na krótkim i treściwym opracowaniu. Postanowiłam wyjść naprzeciw oczekiwaniom i wybrać z lektury kilka ważnych rad i wskazówek.

Błąd 1 WPAJANIE BŁĘDNYCH PRZEKONAŃ

Oczywiście w waszych głowach może od razu zaświtać pytanie jak to? Ja i błędne przekonania, przecież ja najlepiej wiem, co dla mojego dziecka jest dobre, i wiem, jakich błędów powinno ono unikać.

Często wpajamy dziecku nastawienie: „we wszystkim musze być dobry”. Stawiamy wysoko poprzeczkę, często nie rozpoznając, co dziecko lubi robić i w czym czuje się dobrze. Czasami prowadzi to do scenariusza, że poprzez dziecko realizujemy nasze niespełnione marzenia. Skutkiem przeciążenia może być narastająca frustracja, która może doprowadzić do kryzysu, konfliktu czy buntu. Aby nie być gołosłowna podam przekład. W szkole jest Dominika, ma 14 lat, od zawsze miała dobre oceny ze wszystkiego. Wychowywana jest przez samotną matkę, która nie pracuje, cały swój czas i energię poświęca dziewczynce i jej osiągnięciom. Na twarzy dziecka wielokrotnie widać zmęczenie, dziewczynka zaczęła mieć problemy ze zdrowiem. Gdy dostaje słabą ocenę (nawet 4) potrafi wpaść w histerię. Tłumaczenia i pocieszania pracowników szkoły nie pomagają. Dziewczynka ma wpojone w świadomość, że musi być najlepsza. Zapamiętajmy, aby doceniać i punktować u dzieci wysiłek, to zwiększa ich motywację i samoocenę. Pamiętacie film „Poznajcie moich rodziców” gdzie na ścianie u rodziców Fajfusów, były powieszone dyplomy i trofea za zajęcie kolejnych miejsc, za wyróżnienie, bądź tylko za udział w konkursach. Zapamiętajmy obraz rodziców, którzy mówią, że są dumni ze swojego dziecka nawet za drobną rzecz.

Z tego pierwszego przekonania łatwo wpędzić dziecko w kolejne „ znaczę tyle co moje osiągnięcia”. Chodzi tu przede wszystkim o bezwarunkową miłość, kochamy nasze dzieci pomimo ich porażek. Gdy źle się zachowają, spróbujmy oddzielić ich zachowanie od ich osoby. Co to znaczy? Gdy dziecko nie wyniesie śmieci, jesteśmy zdenerwowani, postarajmy się powiedzieć o ich zachowaniu tzn.: „Jestem zły , że nie wyniosłeś śmieci” lub pozytywnie oceńmy zachowanie, np. „Podoba mi się, że pozmywałaś po kolacji”. Chwalimy lub ganimy zachowanie, nie osobę. Tutaj można by rozpisać się o komunikacji, o stosowaniu komunikatów „typu ja”, ale może to innym razem

Kolejnym błędnym przekonaniem jest wpajanie stwierdzenia „negatywne uczucia są złe”. Jak wiemy są uczucia przyjemne i nieprzyjemne, jednak nie ma uczuć dobrych lub złych, to tylko potoczny skrót myślowy. Przecież każde odczuwane przez nas uczucia są dla nas pożyteczne, choć nie zawsze chcemy je odczuwać. Zakomunikowanie swojemu dziecku „nie powinieneś się nią złościć” lub szybka rada typu „nie martw się, będzie lepiej” - to błąd, dzieci mają prawo do przeżywanie emocji. Gdy mają problem należy ich wysłuchać, dać wsparcie, a nie zbagatelizować ich problem. Dzieci mają prawo do swoich uczuć i wyrażania ich, oczywiście z czasem uczą się samokontroli, ale na pewno nie należy nauczyć ich tłamszenie stanów emocjonalnych, bo wtedy – witajcie gabinety psychologiczne.

Niektórzy z nas, rodzice, podświadomie mogą nauczyć dziecko: wszyscy muszą mnie lubić. Co może w przyszłości doprowadzić do wejścia naszego dziecka na złą drogę i próbie przypodobanie się wszystkim, a jak wiemy zawsze znajdzie się ktoś kto nie pała do nas sympatią.

Na koniec błędne przekonanie: popełnianie błędów lub proszenie o pomoc jest złe. Pamiętam, jak w szkole podstawowej przemilczałam temat kilku jedynek. Moim rodzice wrócili z zebrania, usiedliśmy w pokoju… spodziewałam się lania lub awantury. A usłyszałam, Haniu wszyscy popełniamy błędy i każdemu zdarza się jedynka, jednak prosimy cię, abyś o każdej złej ocenie nas informowała. I tyle…. Ale byłam wdzięczna.

Błąd 2 NIEŚWIADOME PROWOKOWANIE ZŁEGO ZACHOWANIE

Wszystkie dzieci chcą skupić na sobie uwagę. I tu często dorośli wpadają w pułapkę, bo kiedy najczęściej zwracamy uwagę? Kiedy dzieci są niegrzeczne… i poprzez tego typu zachowanie dostają nagrodę w postaci naszej uwagi. Nauczmy się dostrzegać i chwalić sukcesu i małe osiągnięcia dziecka. Doceniać chwilę, gdy same się sobą zajmują, gdy siedzą cicho i nie przeszkadzają. Gdy byłam mała i chodziłam na zajęcia taneczne, moja prowadząca miała swoich faworytów, szybko nauczyłam się, że warto się mylić, bo wtedy wypowiadała moje imię, czasami krzyczała na mnie, ale zawsze było warto. Całe szczęście z czasem zmieniłam taktykę i zwracałam jej uwagę moimi umiejętnościami

Błąd 3 BRAK KONSEKWENCJI

No tak… podstawa, a jaka trudna do realizacji. Teoria prosta, stawiamy wymaganie, zasady, złamanie ich, ostrzeżenie, następnie kara, bądź brak nagrody. Często nie doceniamy kary, jaką może być naturalna konsekwencja. Wielokrotnie prosimy nasze dziecko o wkładania ubrań do pralki, ono nie wkłada, my zmęczeni wyręczamy je, dziecko uczy się, nie zrobiłem, a mama to uczyniła za mnie. Gdybyś nie zrobiła tego za niego, to naturalną konsekwencją byłby brak czystych ubrań i gwarantuje, że odniosłoby to efekt.

Następną popularną błędną metodą jest wymyślanie i obwieszczanie kar, gdy jesteśmy wściekli. Miesiąc szlabanu, miesiąc bez komputera itp. A potem… wymiękamy. Gdy mówimy o karze, powinniśmy być spokojni, a kara lepiej, aby była przemyślana. Bo skoro powiemy A to musimy się tego trzymać. Jasność zasad daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. W swojej pracy wielokrotnie słyszałam jak uczniowie mówią „moi rodzice już nie mają, czego mi zabronić” albo „ ja już nie wiem, za co mam karę”. Rodzicu, bądź konsekwentny i mądrze ustalaj zasady.

Ostatnio znajomy opowiadał mi, jak mąż prosił żonę, aby uporządkowała w szafkach ubrania, pomimo próśb, nie robiła tego. Pewnego wieczoru para zaprosiła znajomych, wtedy mąż odkręcił drzwiczki w szafkach z ubraniami, tak, aby wszyscy mogli zobaczyć ten nieład. Efekt błyskawiczny -porządek

Błąd 4 PUŁAPKI POROZUMIEWANIA SIĘ

Prawidłowa komunikacja jest trudna. Często w pośpiechu popełniamy dużo błędów, nie doceniamy roli słuchania, oczywiście aktywnego, czyli naprawdę słuchamy przytakujemy, parafrazujemy (swoimi słowami upewniamy się czy zrozumieliśmy rozmówcę). Kolejną pułapką, w jaką łatwo wpaść jest szybkość udzielania rad. Zastanów się czy lubisz jak ktoś się mądrzy na Twój temat? Mówi, co powinieneś zrobi? Co to jest rada? Rada to eksperyment na cudzy koszt. Jeżeli prosisz kogoś o poradę to chętnie jej wysłuchasz, a kto wie może nawet się do niej zastosujesz. Jeżeli natomiast o nią nie prosisz, a ktoś się mądrzy, możesz poczuć złość, i na przekór dobrej radzie zrobić odwrotnie do zaleceń. Szerzej o komunikacji możecie przeczytać w książce Gordona „Wychowanie bez porażek”.

Błąd 5 ZROBIĘ TO ZA CIEBIE

Wielokrotnie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy o coś prosimy nasza pociechę, prosimy, aż w końcu nie wytrzymujemy i robimy to za nich, czego wtedy uczymy nasze dzieci? Po jakimś czasie zrobię to za ciebie. Nauczmy się cierpliwości, trudno, najwyżej nieco dłużej poczekamy, ale nie wyręczajmy naszych dzieci. Tak samo jest z problemami, jeżeli dziecko popełni błąd, bądź ma problem, wówczas nie rozwiązujmy go za niego, lecz pomóżmy mu poznać konsekwencje lub pomóc rozwiązać problem. Pamiętam, jak moja była szefowa, gdy tylko jej córka Zuzia nie miała pracy domowej lub nie nauczyła się na sprawdzian zwalniała ją ze szkoły. Mówiła nam, podwładnym, zobaczcie, jaką jestem dobrą mamą, a tymczasem, czego uczyła swoją córkę? Moi rodzice zawsze uczyli mnie odpowiedzialności, jeżeli się nie nauczyłam, to miałam iść do szkoły, trudno dostałam jedynkę, ale mogłam ją poprawić.

Błąd 6 MY PRZECIWKO IM

Ważne, aby rodzina stanowiła dobry zespół. Pomocne jest robienie spotkań rodzinnych, spotykamy się omawiamy bieżące sprawy, rozwiązujemy problemy, śmiejemy się, możemy grać w gry, wspólny czas dla rodziny. W mojej szkole jest uczeń (a jak wiemy gimnazjum jest bardzo ciężkim momentem w życiu), po którym widać, że nie ma deficytów, jest otwarty, uśmiechnięty, słowem mistrz społecznego współżycia, dodatkowo jest przy tuszy, a w ogóle nie ma kompleksów. Podczas jednych zajęć zapytany o rodzinę, wspomniał „codziennie przez półgodziny mamy rodzinną naradę, opowiadamy jak minął nam dzień, lub po prostu siedzimy ze sobą…”. Po zachowaniu tego chłopca widać było pozytywny wpływ rodziny.

Błąd 7 Żelazna dyscyplina

I tu odniosę się do szkolnego pola, drodzy rodzice, czy wiecie, jaka jest najgorsza kara dla dzieci? Zawieźć Was, stracić Wasze zaufanie, Wasze zawiedzione spojrzenie. Czy dyscyplina jest zła? Nie. Należy jednak zapamiętać kilka wskazówek dotyczących jej realizowania. Nie należy wprowadzać dyscypliny, gdy jesteśmy zdenerwowani, zezłoszczeni i na najwyższych obrotach naszej frustracji, czyli wprowadzamy dyscyplinę, kiedy złość nas opuści i w odpowiednim momencie. Unikaj wyzwisk, o które tak łatwo, gdy nerwy nas ponoszą, a jak wiemy słów się nie cofnie. Stosuj takie kary, które możesz wykonać, nie polecam gniewnego szlabanu na wyjścia z domu do końca świata i dłużej. Dobrze dawać wybór, np. nasze dziecko zamiast przyjść o 24 z imprezy przychodzi po 1, możemy użyć komunikatu: Kochanie, masz wybór albo następnym razem przyjdziesz na czas, albo zapomnij o imprezach przez najbliższy miesiąc. Ważne, aby pamiętać, że dyscyplina ma za zadanie uczyć nasze dzieci.

Błąd 8 Rób to, co mówię, a nie to, co robię

Czyny mówią więcej niż słowa. Tylko nasze zachowanie przekona nasze dzieci, bo co z tego, gdy kadzimy i mówimy, że należy pomóc sąsiadce, lub ustąpić miejsca osobie starszej, a tego nie robimy. Najlepiej uczyć się na wzorach, być autorytetem naszych dzieci i służyć przykładem. Postępujmy tak jak powiedział A. Einstein: „Jedynym rozsądnym sposobem wychowania jest oddziaływanie własnym dobrym przykładem, a jeśli nie można inaczej - odstraszającym przykładem”. 

Błąd 9 Ignorowanie potrzeb i trudności dzieci

Czy wymaga to komentarza? Bądźmy czujni, jeżeli zaobserwujemy trudności dziecka w nauce, to może warto pójść do Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej i przebadać naszą pociechę. Będąc wychowawcą na obozie miałam pod swoją opieką dziewczynkę, która była… dziwna, zachowywała się nieadekwatnie do swojego wieku, można było nawet wysnuć podejrzenia, że jest na granicy normy intelektualnej. Rozmawiałam delikatnie z jej babcią, okazało się, że babcia dostrzega problem, jednak rodzice dziecka udają, że go nie widzą.

Bład 10 Hamowanie naturalnej radości życia i ciekawości świata

Bycie dobrym rodzicem jest wyzwaniem, nie jest to łatwe zadanie. Po drodze popełnisz wiele błędów, jednak najważniejsze, to wyciągnąć dobry wniosek i nie poddawać się. Oczywiście niektórych błędów lepiej nie popełniać i uczyć się na podstawie cudzych lub nabyć wiedzę poprzez książki czy artykuły.

Swój artykuł podsumuje krótkim cytatem Carlosa Ruíza Zafóna: Małżeństwo i rodzina są tylko i wyłącznie tym, co sami z nich uczynimy”.