Warecki & Warecki 

... pomagamy ludziom rosnąć ...

Blog luty 2016

8 luty

Ojciec nowej generacji, czyli „fejk” rodziny

 

Kto z nas nie marzył w szkole o tym, aby mieć wyrozumiałych i tolerancyjnych rodziców? Takich, którzy by przymknęli oko na różne wpadki w szkole (i nie tylko)? Przecież to byłby prawdziwy raj!!!

 

 

[1]

Pod owym demotem rozpętała całkiem spora dyskusja, w której wyraźnie zaznaczały się trzy problemy. Z jednej strony pojawiły się głosy pełne oburzenia:

rumiankowapanna: Współczuję nauczycielowi a tatusiowi życzę by to co napisane w cudzysłowie sam słyszał od swojego syna codziennie. I wszystkim, co tak „gratulują pomysłu” - życzę takich dzieci w przyszłości.

biednybelfer: I to sie nazywa wsparcie ze stronny rodziców. :{ A później są skargi, że nauczyciel nie wychowuje, że młodzież niczego w szkole sie nie uczy. Buractwo niestety wynosi się z domu...

mentol: świadczy to tylko o rodzicu... żal patrzeć na takie dzieciaki...

bmbl80: Tylko ktoś kto niema szacunku dla innych mógł tak napisać. Nie dziwne później, że gówniarze robią z nauczycielami co chcą

kaziowichura: jeśli jesteś głupi to masz to po ojcu

Everial: porażka O.o Egzamin na rodzicielstwo oblany na całej linii

vindictive: Jestem co tatuś powie na starość jak dzieciaczek odda go do domu starców, może „nie tak Cię wychowałem?”. Owszem jest to demotywator... zero szacunku dla drugiego człowieka i aktualny jest dalej cytat „To ludzie ludziom zgotowali ten los”(jeśli czytacie coś po za bashem)

ktos128: Ojciec nowej generacji

dieHappy: żal mi dziecko, jak ma takiego tatusia - pewnie jakaś rodzina z grzybem w łazience i tylko piFFFFkiem w lodówce. Ja nie widze nie zabawnego, że gnoj jak sie odezwał do starszego.

ulla: to ma być zabawne? 2 buraki. ojciec i syn, niektórzy nie powinni się rozmnażać.

MarioSuperFly: tatuś zaświecił przykładem. Żałosne. Temu mamy takie społeczeństwo. Dzieci wychowywane bezstresowo.Patologia.

grocoos: Do tych, co piszą, że chcieliby mieć takiego ojca: gratuluję. Powiem tylko, że żal mi waszych ojców, że tak ich nie doceniacie, skoro wolelibyście mieć kogoś, kto pozwala wam w ten sposób mówić do nauczyciela. A z tego dzieciaka wyrośnie rozpuszczone gówno i tyle.

loveconnected: Tylko postawcie sié na miejscu nauczyciela. Dzisiaj niestety jest tak, że autorytet nauczyciela dodatkowo podważany jest przez rodziców. Skoro nie potrafią zrozumieć pewnych norm, to po co posyłają dzieci do szkoły?

 

Ale sądząc po tym, że za „Najlepszy komentarz” uznano wpis gagatonicica z 19 sierpnia 2009 o 17:22:

Podobna sytuacja w dzienniczku mojego taty. „Pana syn pali papierosy.” „Wiem”

Niemniej rzesza komentatorów, wręcz marzących o takim rodzicu, była znacznie większa. Oddajmy im głos:

Ascara:  Mogłeś/aś zamazać podpisy... Ja mialam taka sytuację też... W październiku „Proszę stawić się do szkoły w sprawie córki” „Przepraszam ale do świąt będę bardzo zajęty. proszę wszystko załatwić z córką” Oczywiście tata zajęty nie był :P Ale nie lubił wychowawczyni :P

Raverman: heh, tez chcialbym miec takiego empatycznego starszego. +;

Sospiro: niech ten pan mnie zaadoptuje. :D;

bocjan: W podstawówce dostałem uwagę, która brzmiała mniej więcej tak: „Syn przez cały czas rozmawia na lekcji.” Mama napisała: „Po to są koleżanki i koledzy żeby z nimi rozmawiać”;

Tooth hahahaha: D też chcę takiego ojca :P

MalikDiouf: miec takiego tate, zyc, nie umierac :) przynajmniej w mlodosci

lewelewelove: chciałabym mieć takiego ojca.

dice: Zaadoptuj mnie panie Tato.

bakteryja: hahahahahah, mocne ;DDD chce takiego ojca :D

empty206: hahahahaha ... szacunek dla ojca ;)

patrzyk60: Chciałbym mieć takiego starego :]

andzelika9509: taki tata to skarb ;D

galaxydancing: Prowadźcie taką dyskusję dalej, a ja Wam powiem, że dobrze jest mieć takich straszych. :D Ot, co. ;)

missO: tato rzadzi ! xD

BBoyCwaniak: czmu to nie mój tata:((

dirtyword: taki ojciec to skarb ;D:P

 

Patryk też miał takich rodziców: nie tylko ojca, ale i matkę. To była pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych. Początkowo jego rodzina była normalnie nudna. Niezbyt duże mieszkanie dwupokojowe na osiedlu. Jakieś obiady niedzielne za schabowym i surówką z marchwi i jabłka. Czasami jakieś wspólne wyjście do kina. Ochrzan po wywiadówce za pałę z matmy i szlaban na tygodniówkę, wyjście z kumplami. Ot, rutyna. Naprawdę nic specjalnego. Tyle pamięta z tamtego okresu.

Jego starsi, gdy miał ok. dwunastu lat, uznali, że najwyższy czas przestać wegetować i trzeba zacząć za czymś się rozejrzeć. Ojciec pracował jako urzędnik a matka była fakturzystką. Właściwie, żeby dorobić w miejscu pracy, nie mieli żadnych możliwości a i coraz głośniej w pracy ojca mówiono o: prywatyzacji, restrukturalizacji, zwolnieniach... Ale od czego są znajomi. Jeden z nich powiedział, że ma dla nich idealne rozwiązanie: nie będę musieli ani rzucać pracy a czasu będą poświęcać tyle, ile sami będę uważali za stosowne. Zainteresowało ich to. Postanowili się umówić na pierwsze spotkanie, które odbyło się u nich w domu. Patryk nawet był wtedy na nim. Ten znajomy wyglądał niczym menedżer wyjęty z serialu: świetny garnitur, zegarek, intrygujący zapach drogiej wody kolońskiej. On też słuchał go z otwartymi ustami. Pochłaniał tę wizję swobody, sukcesu, pieniędzy. Bardzo chciał, żeby jego starsi weszli w ten bussines. I oni weszli: słuchali codziennie nagrań motywacyjnych, oglądali filmy szkoleniowe, jeździli na specjalne spotkania; jednym słowem: weszli w to ciałem i duszą.

Z innych tego typu meetingów, które były organizowane w ich mieszkaniu, raczej go wyganiano, żeby się nie pętał i nie przeszkadzał. No, chyba że trzeba było zaprezentować się jako pełna i szczęśliwa rodzina. Wtedy go wołali. Czuł się jak małpa w cyrku, ale – jeżeli nie odpalał żadnych cyrków­ – dostawał ekstra kaskę. Bo dzięki ich zaangażowani osiągnęli też efekty: wkrótce samochód został zmieniony na nowiutkiego Peugeota, wzięli i kredyt i zamieszkali w nowym mieszkaniu, w którym miał swój pokój z takim sprzętem audio, że inni mogli tylko pomarzyć.

O ile ich upline dla rodziców był zawsze dostępny: mogli do niego dzwonić o każdej porze dnia i nocy, zwracać się z każdą, nawet najbłahszą, sprawą, o tyle dla Patryka stali się nieosiągalni. Czasami chłopak miał wrażenie, że gdyby jego starsi staliby się astronautami i latali wokół Księżyca, to mógłby z nimi nawiązać łatwiejszy i częstszy kontakt; mógłby porozmawiać, pogadać i nawet – co mu samemu wydało się dziwne – spytać się o coś. Ale on miał nie przeszkadzać. Stał się dla nich „niewidzialnym człowiekiem”.

Patryk nie chodził do najlepszej ze szkół. Pewnie przez to i dzięki wrodzone inteligencji przechodził z klasy do klasy. Jakoś, ale przechodził. Potem znalazł się w liceum.

Kumple mu zazdrościli: miał kasę, właściwie non stop wolną chatę a jego starsi byli tacy tolerancyjni! Nawet, kiedy wracał na pruty z imprezy, kończyło się na zrzędzeniu matki. O ile jego starsi byli w domu, rzecz jasna. Nawet wtedy, kiedy przenocował koleżankę. Nic. Rodzice w końcu uznali, że jest już (prawie) dorosły i tak naprawdę to problem jest rodziców dziewczyny, no bo skoro oni na to zezwalają, to oni przecież są tolerancyjni… Patryk miał tylko uważać – tu ojciec puścił do niego oko – „Rozumiemy się, prawda?”.

 No proszę! Jak pięknie! Ale zaraz, zaraz… Miało być o piekle a jest o życiu prawie jak w niebie! Jak w niebie?

A czy wszyscy wiemy, czym jest „tolerancja”?

W końcu to termin, który robi zawrotną karierę w naszych czasach i szermuje się nim w mass mediach przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ba! A niech tylko do kogoś przylgnie etykieta „nietolerancyjnego” a wtedy gorze mu!

Źródłosłów słowa tolerancja (od łac. tolerare), znaczy wytrzymać, znosić, przecierpieć. Innymi słowy: nie zgadzam się z tobą, ale jestem w stanie ścierpieć twoje poglądy. Znosić je. Tymczasem manipulacja, jaka została dokonana na tym słowie, sprawiła, że dzisiaj tolerancja oznacza życzliwą otwartość i akceptację.[2]

Dziwnym trafem „nietolerancyjnymi” zostają określani bardzo często osoby traktujące sprawy na poważnie, mające określone kryteria, co jest, dobre, a co nie, co można, a co nie jest dopuszczalne żadną miarą. Często bowiem zarzut nietolerancji z tolerancji tworzy monstrum: zlepek dobra i zła tak wymieszany, że jednego od drugiego nie sposób odróżnić![3]

 

Patryk coraz bardziej zaczął czuć się, jak astronauta, który wyszedł z rakiety w przestrzeń kosmiczną. Pewnie obiema rękami by się podpisał pod wyznaniem… szatana!

 

Egzorcysta, ojciec Candido Amantini, w  przytacza taki przykład: „Pewnego dnia, przystępując do egzorcyzmu, spytałem 13-letnią dziewczynkę, jak wyglądają w piekle po śmierci związki dwóch śmiertelnych nieprzyjaciół za życia. Dziewczynka, śmiejąc się histerycznie, odpowiedziała: «Idioto! Tam nie ma żadnych stosunków, każdy przebywa sam! Na tym właśnie polega piekło!»”.[4]

 

Obecnie to w jego ‘dawnej’ rodzinie to już wszyscy są samotni. Starsi rozwiedli się. Ojciec raz z jakąś jedna laska, potem z jakąś inną. Nie wie tego dokładnie, bo nie spotykają się. Powiedział ojcu kiedyś, że  żeby z nim się chciał spotkać, to najlepiej, jakby wstąpił do tworzonej i rozwijanej przez struktury, ale niech nie liczy na to. Matka choruje na depresję i chodzi od psychiatrów, jeździ po sanatoriach. On nie jest samotny, gdy chodzi na meetingi AS. Tam się czuje dobrze.

Ale nie są to mitingi biznesowe. To grupy spotkaniowe Anonimowych Seksoholików.  Samotność, poczucie pustki starał się zapełnić seksem, aż stracił nad tym kontrolę.

SebaMozart1: hahah! dobre! :D nawet jak to jest fake to i tak dobre :P

Megg97: ahahahahaahhahah genialne, nawet jeśli fake XDDDD

infelice: haha..wiecie co dla mnie to nawet nie wazne czy fake czy nie.. mimo wszystko bisty tekst. xD duży + ; D mało demotywatorów mnie tak rozśmiesza jak ten. xD

Krystian Może i fake, ale śmieszny fake :D

 

Podejrzewamy, że nie wszyscy czytelnikom znane jest znaczenie terminu „fejk”, zatem od razu spieszymy z wyjaśnieniem:

Fejk: Podszywanie się za kogoś wgrywając na portal społecznościowy jego zdjęcia, podając jego login i wypowiadając się za niego naprawdę go nie znając; po angielsku „fake”, czyli „podróbka”. [5]

 



[1] http://demotywatory.pl/87716/Twoj-tata [dostęp: 2013-09-09]

[2] Małgorzata Tadrzak-Mazurek, ks. Andrzej Godyń SDB, Rozmowa z Grzegorzem Górnym W PUŁAPCE POLITYCZNEJ POPRAWNOŚCI. Terror tolerancji, Magazyn Salezjański Don BOSCO, strona: 19

http://www.donbosco.pl/archiwum-2007-07-960 [dostęp 2013-09-23]

[3] O. Ignacy Kosmana OFMConv, Tolerancja - matka głupich...?, http://www.niedziela.pl/artykul/82109/nd/Tolerancja---matka-glupich [dostęp 2013-09-23]

[4] Roman Konik, Zapomniana konieczność czyli rzecz o egzorcyzmach, Sekty i Fakty. Kwartalnik informacyjno-profilaktyczny Nr 2007/2

[5] Miejski słownik slangu i mowy potocznej, http://www.miejski.pl/slowo-Fejk